Wentylacja – „A na co ci chłodzenie wodne?”
Na pudełku znalazło się dumne i wyjątkowo odważne stwierdzenie, że system wentylacyjny jest tak znakomity, iż nie ma potrzeby stosowania układu chłodzenia wodą. Słysząc je, wielu doświadczonych użytkowników mogłoby się obruszyć. Ale przecież takie układy są różne i na pewno znajdzie się jakiś słabszy ;) Hasło zatem jest niewątpliwie bardzo chwytliwe, ale potencjalni nabywcy nie powinni przywiązywać do niego wagi. Z drugiej strony recenzent na dźwięk podobnych sloganów tylko zaciera rączki. Nie ma nic ciekawszego niż zabawa w pogromcę mitów. Zanim jednak ów mit obali... pardon... zweryfikujemy, warto omówić pokrótce możliwości wentylacji w EL Diablo.
Patrząc na tę obudowę, można się jednak długo zastanawiać: czy łatwiej wymienić miejsca, w których przebito otwory, czy może te, które pozostały nietknięte. Ciekawie prezentuje się tylna ścianka, która jest chyba jedynym klasycznym elementem z punktu widzenia wentylacji. Pozostawiono tam możliwość zamontowania wentylatora 120 mm, jednak producent żadnego tam nie umieścił. I w gruncie rzeczy ten tylny otwór można uznać za nieistotny dla obiegu powietrza.
Wentylacja EL Diablo jest oparta na czterech dużych wentylatorach o dość egzotycznym formacie. Najistotniejszy, bo największy i położony najbliżej najcieplejszych komponentów, jest boczny wentylator 330 mm. Wciąga on powietrze przez siatkę i dmucha bezpośrednio na płytę, procesor, moduły pamięci i częściowo karty rozszerzeń. Takie rozwiązanie staje się ostatnio coraz popularniejsze, bo jego efektywność może być bardzo wysoka. Poza tym na panelu bocznym można zamontować naprawdę dużych rozmiarów jednostki. Jednak istotne jest, by taki wentylator nie był jedynym elementem wentylacji obudowy, co również jest, niestety, częste. Na szczęście nie zapomniano umieścić w układzie dwóch wierzchnich wentylatorów, również w nietypowym rozmiarze 180 mm. Wyciągają one powietrze ze środka, przyspieszając oddawanie ciepła przez radiatory. Poza tą trójką na froncie zamontowano i odpowiednio wyeksponowano jeszcze jeden wentylator, o dziwnym formacie 250 mm, który pompuje powietrze do środka. Strumień powietrza przepływa przy koszyku na dyski, więc przy okazji je schładza. Dodatkowo wszystkie wentylatory mają regulację obrotów, choć bez ich licznika.
I wszystko byłoby naprawdę pięknie zaprojektowanym układem, wydajnym i cichym, gdyby nie kilka „drobiazgów”.
„Drobiazg” nr 1: konstruktorzy APlus-Case pozwolili sobie nieco inaczej policzyć rozmiary wentylatorów, a dokładniej – podali przekątną otworów montażowych. Jeśli liczyć w ten sposób, popularne 120 byłyby modelami 160 mm. Niestety, takie podejście trudno zrozumieć, bo zwyczajowo wielkość wentylatora jest określana przez długość boku ramki bądź średnicę wirnika, gdy ta jest od niej większa. Zatem umieszczony z boku gigant ma nie 330, a 290 mm (ramka 230 mm), umieszczone pod wierzchem jednostki mają nie 180, a 160 mm, przedni zaś model ma faktycznie 180 mm, nie 250. Co ciekawe, przewody zasilające największy z nich zostały oznaczone naklejką mówiącą, że ma on 36 cm. To wszystko co prawda niewiele zmienia dla potencjalnego nabywcy, ale nie można tego tutaj pominąć. Oby tylko inni producenci nie postanowili iść śladem APlus-Case.
„Drobiazg” nr 2: Gdyby stalowa siatka znajdowała się jedynie w świetle bocznego wentylatora, to trudno byłoby cokolwiek temu zarzucić. Niestety, siatka ta wypełnia niemal cały lewy panel, a więc duża część potencjału wierzchnich wentylatorów jest marnowana przez powietrze wpadające swobodnie na całej szerokości i wysokości panelu. Słowem, odsysają one po części chłodne powietrze, które dopiero co wpadło do środka i nie miało możliwości schłodzenia jakiegokolwiek komponentu. Nie można zatem mówić o jakimkolwiek uszczelnieniu obudowy i ukierunkowaniu przepływu powietrza. Jedynie w okolicy wentylatorów można spodziewać się poprawy warunków. Oczywiście, są na tyle duże i w takiej liczbie, że większa część komponentów znajduje się w ich zasięgu, ale na pewno nie jest to uporządkowany system wentylacyjny. Ma to swoje skutki, o czym napiszemy na dalszych stronach.
„Drobiazg” nr 3: Obudowa nie ma żadnych filtrów przeciwkurzowych, co jest poważną wadą, jak na dzisiejsze standardy. Gdyby konstrukcja ta była kierowana do entuzjastów, którzy często wymieniają komponenty i chcą to robić szybko, problem byłby znacznie mniejszy. El-Diablo nie został jednak wyposażony w żadne specjalne ułatwienia, które mogłyby o tym świadczyć. Zatem z tego punktu widzenia jest to dość klasyczna obudowa. Potencjalny użytkownik będzie więc musiał walczyć z kurzem na własną rękę, czy to stosując prowizoryczne rozwiązania, czy też wyposażając się w cysternę sprężonego powietrza.
„Drobiazg” nr 4: Przepuszczalność powietrza stalowej siatki nie rzuca na kolana. I choć wentylatory ssące mają z tym nieco mniejszy problem, tak wierzchnim przeszkadza to znacznie bardziej. Oczywiście, jest to znacznie lepsze rozwiązanie niż "grille" wycięte z blachy konstrukcyjnej, ale do optimum jest daleko.
„Drobiazg” nr 5: Producent nie zadbał o to, żeby w przyszłości można było wymienić fabryczną baterię wentylatorów. Wszystkie wykorzystane modele nie mają zamienników na rynku, nawet marki APlus-Case. Trudno zatem liczyć, że w przyszłości pojawi się choćby jeden typ, który będzie mógł zastąpić zużyty egzemplarz z EL Diablo. Gdyby zatem trzeba było wymienić wentylatory, to użytkownik będzie skazany na dwa 120 mm z przodu (zaraz za wlotem powietrza) i z tyłu. Wydajność tego systemu będzie zatem drastycznie niższa.
„Drobiazg” nr 6: Niestety, z pięknym i przestronnym wlotem na froncie obudowy nie idzie w parze konstrukcja obudowy. Zaraz za wentylatorem 250 mm (tj. 180 mm) znajduje się lita ścianka z otworem dla znacznie mniejszej jednostki 120 mm. Szkoda, bo przednia „dmuchawa” bardziej pełni rolę estetyczną, niż wspomaga wentylację.
Powyższe „drobiazgi” nie bez powodu wprowadza cudzysłów. Większość z nich to poważne wady, które mają niebagatelny wpływ na warunki panujące wewnątrz. Wielką dziurą w lewym panelu konstuktorzy APlus-Case zafundowali obudowie szereg problemów. Nie jest jednak tak, że system wentylacji EL Diablo jest całkowicie pozbawiony zalet. Wbrew pozorom jedną z nich jest fabryczna bateria wentylatorów. Ich żywotność jest trudna do sprawdzenia, ale głośność – znacznie łatwiejsza. Nawet najwięksi amatorzy ciszy powinni być zadowoleni z tego, jak działa przedni i boczny wentylator. Na minimalnym napięciu podawanym z kontrolera obudowy są one niemal niesłyszalne. Jedynie wierzchnie jednostki da się usłyszeć w cichym pomieszczeniu, a i to raczej z bliskiej odległości. Z drugiej strony wydajność tej baterii ustawionej na maksimum może być imponująca. Olbrzymią zaletą są też trzy kontrolery obrotów, które wbudowano w obudowę. Dzięki nim można naprawdę wygodnie dopasować warunki działania komputera. Szkoda tylko, że rozrzucono je po różnych miejscach: jeden, widoczny od razu, zlokalizowano na panelu wejść i wyjść multimedialnych. Dwa znalazły się na obu bokach, blisko frontu, na 1/3 wysokości obudowy. Producent umożliwił też włączanie i wyłączanie podświetlenia wentylatorów za pomocą przycisków umieszczonych po bokach przedniego wlotu powietrza, choć w naszym egzemplarzu nie udało się ich zmusić do działania. Wszystkie kable zasilające wentylatory oraz diody zostały dobrze opisane, więc nie ma ryzyka pomyłki. Przypina się je do drobnej płytki drukowanej umieszczonej w wygodnym miejscu – na spodzie obudowy, tuż za koszykiem na dyski twarde. Niestety, twórcy EL Diablo Advance nie poszli za ciosem, i wszystkie elementy trzeba podłączać do zasilacza osobno. Tych moleksów jest aż sześć, bo poza czterema wentylatorami podłącza się do nich diody i płytkę drukowaną.
Podsumowując tę część, trzeba zaznaczyć, że wentylacja APlus-Case EL Diablo Advance, choć niespójna, nie jest zupełnie nieprzemyślana. Jednak najlepsze rezultaty osiągnie się pod warunkiem, że system chłodzenia poszczególnych komponentów nie będzie przypadkowy. Dobrym wyborem wydają się schładzacze procesora, w których wentylator jest ustawiony poziomo do płyty głównej. Natomiast karta graficzna powinna mieć większy radiator o poprzecznie ułożonych blaszkach.
