Estetyka, czyli dalej o wrażeniach, ale już w świetle dziennym
Cóż... tu już nie ma żartów. Choć konstrukcja w kształcie prostopadłościanu wciąż jest doskonale widoczna, to na pewno nie można mówić tutaj o klasycznym potraktowaniu tematu. Konstruktorzy EL Diablo Advance zdecydowali się uczynić z frontu "popisowy" element obudowy, co nie byłoby szczególnie godne podkreślenia, gdyby nie to, że udało się przy tym zachować pewną stylistyczną równowagę. Front bowiem wychodzi również na boki i wierzch obudowy. Nie jest to zatem element wizualnie oderwany od reszty, jak w wielu konkurencyjnych produktach.
Zupełnie odrębną kwestią są wrażenia estetyczne przy obcowaniu z tą zrytą licznymi wytłoczeniami konstrukcją. Zapewne wielu zwolennikom klasycznych linii twarz właśnie wykrzywia się w grymasie obrzydzenia. Trudno chyba jednak nie zgodzić się, że znajdą się zwolennicy takiego wzornictwa. O stylistach świadczą zachowane proporcje: u góry obudowa jest znacznie bardziej oszczędna w wyrazie niż u dołu. Powierzchnia wierzchu obudowy kilka centymetrów przed przednim panelem została złamana trzema małymi, ukośnymi płaszczyznami, które już w tym miejscu rozpoczynają kreślenie trapezoidalnego profilu frontu. Dzięki temu zabiegowi EL Diablo ma mniej „skrzyniowaty” wygląd. Front ten, u góry jeszcze w miarę zachowawczy, z każdym centymetrem ku dołowi staje się coraz odważniejszy. Szczeliny i wytłoczenia, którymi rozorano trzy płaszczyzny drzwiczek, skupiają się w ich dolnej części. Tam też umieszczono przeszklone, podkreślone logo APlus-Case, które mruga jasnym światłem, gdy pracują dyski twarde. To jednak umieszczony jeszcze niżej potężny, ośmiokątny otwór na duży wentylator jest najważniejszym elementem z punktu widzenia estetyki całej obudowy. Ponieważ front wychodzi na boki, wlot ten wydaje się jeszcze większy, niż w istocie jest. Jakby potęga dmuchawy wymuszała skonstruowanie bocznych wzmocnień. Dzięki tak zorganizowanemu przedniemu panelowi obudowa sprawia wrażenie bardzo solidnej i masywnej. Jednocześnie jej najcięższy wizualnie element pozostał u podstawy, co z kolei wzmaga odczucie stabilności konstrukcji.
Powierzchnię obu bocznych paneli uatrakcyjniają wspomniane już zakola, które doskonale wpisują się w stylistykę frontu. Twórcy obudowy najwidoczniej uznali jednak, że to za mało, więc przebili lewy bok i wierzch, a potem wyposażyli te otwory w stalową siatkę. Dzięki temu bardzo prostemu rozwiązaniu zewnętrzne oględziny umilają podświetlane wentylatory i mieniące się za nimi podzespoły komputera. Można by się przyczepić do zbyt dużego otworu w lewym panelu – zatoki na napędy to raczej nic pięknego, jeszcze trudniejsze do ukrycia będą kable.
W APlus-Case EL Diablo Advance panel wejść i wyjść multimedialnych umieszczono na skraju wierzchu. Poza niezbędnym minimum w postaci dwóch portów USB, liniowego wyjścia audio i wejścia mikrofonu producent nie zapomniał na szczęście o złączu eSATA. Obok znalazło się jeszcze pokrętło regulatora obrotów, do którego wrócimy nieco dalej. Środkowa z widocznych wyżej trzech małych, ukośnych płaszczyzn to tabliczka, na której wyświetlane są wskazania czujnika temperatury (do umieszczenia między komponentami). Jednak aby można było swobodnie odczytywać te wskazania, a także wygodnie korzystać z panelu wejść i wyjść multimedialnych, obudowa powinna stać na podłodze lub niewiele wyżej.
Zwolennicy wykończeń ze szczotkowanego aluminium na pewno nie będą zachwyceni, bo tworzywo ABS wykorzystane we wszystkich wspomnianych elementach sprawia, niestety, wrażenie dość taniego – to czarny, półmatowy, "ubogi" plastik. Jest jednak znacznie lepiej, gdy użytkownik przełamie się i zacznie z obudowy korzystać. Wszystko spasowano bardzo dobrze, nic nie skrzypi, nie ugina się, a na dodatek nie ma obawy, że na obudowie zostaną odciski palców. A dotykać jej użytkownik będzie często choćby z tego powodu, że frontowe drzwiczki kryjące pięć zewnętrznych zatok 5,25 cala i jedną 3,5 cala kryją również przyciski uruchamiające i resetujące komputer. Działają one bardzo przyjemnie: delikatnie i precyzyjnie. Nie przeszkadza również brak „miękkiej” mechaniki, bo skok przycisków jest stosunkowo niewielki. Wygodnie demontuje się również zaślepki wspomnianych zatok – można to z powodzeniem zrobić od zewnątrz. Istotną wadą drzwiczek jest brak możliwości przeniesienia zawiasu, by otwierały się na drugą stronę, tym bardziej że kąt otwarcia tylko odrobinę przekracza 90 stopni. Dobrze jednak, że wyposażono je w magnes, który domyka i przytrzymuje skrzydło, nie zmuszając przy tym do nadmiernego wysiłku przy otwieraniu.
