Larry 7 - Love for Sail! - Miłość na fali
Ostatnia z przygód naszego wiecznie niezaspokojonego podrywacza, zaczyna się w miejscu, gdzie kończymy szóstą część gry. Shamara okazuje się podłą su.... to znaczy, zgrabnie związuje naszego bohatera niczym prosiaka i dokładnie czyści mu portfel z gotówki. No cóż, Larry, nic nowego - rzec by można. Jednak Larry nigdy się nie załamuje, przybywa na statek Kapitan "Dajki". Bierze udział w konkursie, w którym główną nagrodą jest upojna noc z PANIĄ Kapitan. Wielce pomocna w przybliżeniu Larry'ego do tego zacnego celu będzie sprzątaczka - Jancia, chyba pierwsza, totalnie aseksualna kobieta w całej serii gier o Larrym.
Oczywiście "rybka lubi pływać". Larry zaliczy w międzyczasie nadobną Gosie Kroft, wyuzdaną bibliotekarkę i jeszcze parę innych panienek. Na końcu czeka nagroda w postaci kapitan Dajki. Ostatnia (jak na razie) odsłona przygód Larry'ego ukazała się w naszym pięknym kraju w rodzimej wersji językowej. Jerzy Stuhr wcielający się w główną postać jest rewelacyjny. Niestety "swojskość" programu może nie podobać się tym graczom, którzy znają poprzednie części gry. Zarówno grafika, jak i muzyka stoi na dosyć wysokim poziomie. Niestety, Larry 7 jest - moim zdaniem - zbyt krótki i zbyt prosty. Brakuje mu też klimatu poprzednich części - mówię zarówno o wersji PL, jak i oryginale. Lekki swądek dekadencji i lubieżności charakteryzujący poprzednie części gdzieś się ulotnił... niestety.
Podsumowanie
Seria przygód Larry'ego fajtłapy to po prostu mistrzostwo świata. Żadnej przygodówki nie darzę takim afektem, jak sześć części przygód Laffera. Ta seria ma wszystko - humor, grywalność i to "coś", czego tak bardzo ostatnio grom brakuje. Można zapytać, dlaczego TA właśnie gra, dlaczego właśnie Al Lowe? Przecież są inni, bardziej "wybitni" twórcy. Ot choćby Eric Chachi, David Braben czy też Peter Molyneux. Owszem, jednakże to właśnie gry Ala Lowe wyłamywały się ciasnego gorsetu, szablonu, jakim są komputerowe gry. W czasach, gdy na ekranach monitorów panowały mutacje Galaxiana, setny raz z rzędu skakaliśmy bez celu z platformy na platformę w kolejnej zręcznościówce, nagle pojawił się Al Lowe ze swoją obrazoburczą grą. Grą, która w niemiłosierny sposób kpiła z "amerykańskiego snu" i obnażała zakłamanie i pruderię współczesnego społeczeństwa. Co najważniejsze, Al Lowe w swojej grze, czynił to w sposób wysublimowany z nutką łobuzerskiego humoru. To jeden z wielu powodów, dla których tak wysoko cenię sobie Larry'ego i cały cykl stawiam na piedestale. Nie za wkład technologiczny, bo ten był praktycznie znikomy. Ale za treść, która przeważa i góruje nad formą. I już to samo w sobie jest czymś niezwykłym i wyjątkowym w branży gier, gdzie liczy się przede wszystkim blichtr i oprawa.
Żegnaj Larry, nadeszły czasy bezdusznych poligonów i trójwymiarowych brył pokrytych teksturami. Tak to już jest. Jeszcze raz żegnaj - obyś odnalazł miłość swego życia - tylko pamiętaj, unikaj sadomasochistek, lesbijek i niewyżytych seksualnie nimfomanek. Chociaż z drugiej strony życie musi nieść w sobie choćby odrobinę pikanterii...
Ilustracje pochodzą ze stron www.adventurecollective.com oraz www.mobygames.com.
Ostatnia z przygód naszego wiecznie niezaspokojonego podrywacza, zaczyna się w miejscu, gdzie kończymy szóstą część gry. Shamara okazuje się podłą su.... to znaczy, zgrabnie związuje naszego bohatera niczym prosiaka i dokładnie czyści mu portfel z gotówki. No cóż, Larry, nic nowego - rzec by można. Jednak Larry nigdy się nie załamuje, przybywa na statek Kapitan "Dajki". Bierze udział w konkursie, w którym główną nagrodą jest upojna noc z PANIĄ Kapitan. Wielce pomocna w przybliżeniu Larry'ego do tego zacnego celu będzie sprzątaczka - Jancia, chyba pierwsza, totalnie aseksualna kobieta w całej serii gier o Larrym.
Oczywiście "rybka lubi pływać". Larry zaliczy w międzyczasie nadobną Gosie Kroft, wyuzdaną bibliotekarkę i jeszcze parę innych panienek. Na końcu czeka nagroda w postaci kapitan Dajki. Ostatnia (jak na razie) odsłona przygód Larry'ego ukazała się w naszym pięknym kraju w rodzimej wersji językowej. Jerzy Stuhr wcielający się w główną postać jest rewelacyjny. Niestety "swojskość" programu może nie podobać się tym graczom, którzy znają poprzednie części gry. Zarówno grafika, jak i muzyka stoi na dosyć wysokim poziomie. Niestety, Larry 7 jest - moim zdaniem - zbyt krótki i zbyt prosty. Brakuje mu też klimatu poprzednich części - mówię zarówno o wersji PL, jak i oryginale. Lekki swądek dekadencji i lubieżności charakteryzujący poprzednie części gdzieś się ulotnił... niestety.
Podsumowanie
Seria przygód Larry'ego fajtłapy to po prostu mistrzostwo świata. Żadnej przygodówki nie darzę takim afektem, jak sześć części przygód Laffera. Ta seria ma wszystko - humor, grywalność i to "coś", czego tak bardzo ostatnio grom brakuje. Można zapytać, dlaczego TA właśnie gra, dlaczego właśnie Al Lowe? Przecież są inni, bardziej "wybitni" twórcy. Ot choćby Eric Chachi, David Braben czy też Peter Molyneux. Owszem, jednakże to właśnie gry Ala Lowe wyłamywały się ciasnego gorsetu, szablonu, jakim są komputerowe gry. W czasach, gdy na ekranach monitorów panowały mutacje Galaxiana, setny raz z rzędu skakaliśmy bez celu z platformy na platformę w kolejnej zręcznościówce, nagle pojawił się Al Lowe ze swoją obrazoburczą grą. Grą, która w niemiłosierny sposób kpiła z "amerykańskiego snu" i obnażała zakłamanie i pruderię współczesnego społeczeństwa. Co najważniejsze, Al Lowe w swojej grze, czynił to w sposób wysublimowany z nutką łobuzerskiego humoru. To jeden z wielu powodów, dla których tak wysoko cenię sobie Larry'ego i cały cykl stawiam na piedestale. Nie za wkład technologiczny, bo ten był praktycznie znikomy. Ale za treść, która przeważa i góruje nad formą. I już to samo w sobie jest czymś niezwykłym i wyjątkowym w branży gier, gdzie liczy się przede wszystkim blichtr i oprawa.
Żegnaj Larry, nadeszły czasy bezdusznych poligonów i trójwymiarowych brył pokrytych teksturami. Tak to już jest. Jeszcze raz żegnaj - obyś odnalazł miłość swego życia - tylko pamiętaj, unikaj sadomasochistek, lesbijek i niewyżytych seksualnie nimfomanek. Chociaż z drugiej strony życie musi nieść w sobie choćby odrobinę pikanterii...
Ilustracje pochodzą ze stron www.adventurecollective.com oraz www.mobygames.com.

.
Dzis juz by sie nikomu nie chcialo siedziec ze slownikiem nad gra. Kazdy czeka na polonizacje lub olewa gre. Wszystko sie zmienilo. Ale czy na gorsze? uwazam ze nie. Sa jeszcze ludzie ktorzy pisza gry z dusza... np Live For Speed.