Ahoj, przygodo – czyli żmudny czas montażu
Do wnętrza możemy dostać się z jednej tylko strony, bo tylko jeden bok jest demontowalny. Drugi przechodzi w górną ściankę i jest przymocowany na stałe. Do zdjęcia bocznej klapy nie potrzeba żadnych narzędzi: dwie śrubki „beznarzędziowe” ułatwiają sprawę. Grubość blach można określić jako wystarczającą – na pewno nie mamy tu do czynienia z chińszczyzną, ale porządną blachą, która nie jest wiotka jak bibułka.
Gdy uda nam się już dostać do środka, naszym oczom ukazuje się dobrze wykończone wnętrze, gdzie nie natrafimy na ostre krawędzie i inne podobne pułapki, czyhające na biedne opuszki palców.
Montaż płyty głównej przebiega gładko i przyjemnie, a to za sprawą dobrego spasowania otworów mocujących i otworu na panel wejścia-wyjścia. Przykręcamy płytę dołączonymi śrubkami i... okazuje się, że niewielkie rozmiary obudowy mogą być powodem niemałego stresu. Otóż okazuje się, że mocowanie dysku (w wyciszających otulinach) na rzep bardzo ogranicza miejsce przy krawędzi płyty głównej. Nasza płyta miała gniazda pamięci przy samej krawędzi, i musieliśmy zrezygnować z montażu modułów pamięci Corsair Dominator ze względu na ponadprzeciętne rozmiary zainstalowanych na nich radiatorów. Bez problemu natomiast udał się nam montaż modułów o standardowych rozmiarach (czytaj: radiator nie wystaje ponad PCB modułu pamięci o więcej niż kilka milimetrów).
Po uporaniu się z umiejscowieniem modułów pamięci przyszedł czas na zapakowanie w dźwiękochłonne opakowanie dysku twardego, co okazało się nieco zawiłe. Na początek poprzez termopada przykręciliśmy radiator do dysku. Mimo że radiator nie przylega do HDD idealnie prostopadle, swoją rolę spełnił, jak się okazało, doskonale (zapewne dzięki elastycznej przekładce przewodzącej ciepło).
Wciśnięcie „kanapki” złożonej z mat wyciszających i dysku również nie należało do najłatwiejszych – bloki z materiału wyciszającego nie są zbyt elastyczne. Ostatecznie, po kilku minutach walki z materią i zapięciu zabezpieczającego rzepa, udało się.
Napęd optyczny mocujemy na szynach po uprzednim odpięciu panelu przedniego (łącznie z drzwiczkami). Tutaj obyło się bez większych niespodzianek. Panel przedni mocowany jest z prawej strony na zawiasach, z lewej zaś na zatrzaskach (przy zamykaniu należy uważać na pęk kabli biegnących od złączy i przycisków – mogą one uniemożliwić poprawne złapanie zawiasu).
Kable zasilające wyprowadzone są mniej więcej w połowie wysokości obudowy i można łatwo poukrywać wiązki. Do tego celu producent przygotował nawet kilka opasek zaciskowych. Warto odnotować wyprowadzenie gniazda kabla sieciowego przy samym dole obudowy, dzięki czemu nie dynda nam gruby kabel zasilający (i na przykład nie da się go odpiąć przy nadepnięciu).
Mocowanie kart rozszerzeń bez użycia jakichkolwiek narzędzi ułatwia mechanizm blokujący śledzie. Jest to rozwiązanie dające stabilny uchwyt, a jego obsługa jest prosta. Może tylko mechanizm zapadkowy wykonany z plastiku budzi pewne obawy co do trwałości – chociaż kilkukrotne zapinanie i otwieranie przeżył bez szwanku.
Wśród elementów wyposażenia możemy znaleźć również dwa warianty kaptura kierującego zimne powietrze spoza obudowy bezpośrednio nad procesor. W przypadku zestawu, który zamontowaliśmy we wnętrzu, nie dało się ich zamontować na tylnej ścianie z powodu wysokiego systemu chłodzenia (Freezer Pro 7 PWM). Jednak w przypadku zastosowania niskiego radiatora zamontowanie któregoś wariantu kaptura może przynieść znaczące korzyści.
