Eon Slide-R z dodatkami, proszę
Ekran jest wyjątkowy. Nie jest to wyświetlacz LCD, ale 2,8-calowa matryca o rozdzielczości 320 na 240 pikseli wykonana w technologii AMOLED (Active Matrix Organic Light Emitting Diode). Zastosowanie ekranu, który nie wymaga dodatkowego podświetlenia (jego piksele świecą samodzielnie), wpłynęło nie tylko na formę urządzenia, którego trzeci wymiar, grubość, to tylko 6,5 mm, ale i na prezentowany przez nie obraz. Ten ma doskonałe nasycenie i kontrast. Barwy są bardzo żywe, a jasność na tyle duża, że sprzęt sprawdzi się nawet w silniejszym oświetleniu. Ten sam monitorek dzięki swym właściwościom w słabszym oświetleniu będzie niemal drażnić oczy soczystością kolorów. Tonacja kolorów jest raczej ciepła (to różnica w porównaniu do Cineo, którego paleta barw jest zauważalnie zimniejsza, bardziej naturalna).
Inną cechą wyświetlacza są świetne kąty widzenia, sięgające niemal 180° (niemal, bo przy 180° ekranu po prostu nie widać). Obserwowanie ekranu pod większymi kątami, a nie na wprost, skutkuje jedynie delikatnie różową poświatą na obrazie, ale to efekt niemal niezauważalny.
Obudowa urządzenia nie jest nieskalana portami. Po prawej stronie zaprojektowano interfejs USB, otwór mikrofonowy, przesuwany i sprężynujący włącznik z funkcją wstrzymującą działanie panelu (hold), otwór pozwalający uruchomić ponownie odtwarzacz w razie zawieszenia (od czasu do czasu może się niestety przydać) oraz gniazdo słuchawkowe. To ostatnie mieści się na bocznej krawędzi niemal na styk. Pozostałe boki są wolne od jakichkolwiek dodatków.
Tylny panel odtwarzacza to powierzchnia o fakturze szczotkowanego metalu. To eleganckie uzupełnienie konstrukcji, sprawiającej wrażenie bardzo zwartej i solidnej. Na tył, tak jak i w następnym z opisywanych urządzeń, trafiły oznaczenia modelu oraz pojemności wbudowanej pamięci. Pamięć tego konkretnego urządzenia miała wielkość 4 GB. To wersja „pośrednia”, wyceniana na poziomie nieco ponad 300 zł. Najbardziej pojemna ma 8 GB.
Slide-R nie dociera do użytkownika bez „świty”. W pudełku można znaleźć nie tylko instrukcję obsługi. Poza nią są tam oczywiście słuchawki – kanałowe, uzupełnione trzema zestawami elastycznych wkładek silikonowych o różnej wielkości. Poza tym dodano dwa zasilacze, samochodowy, pasujący do gniazda zapalniczki, oraz ścienny, wkładany do zwykłego kontaktu. Ten drugi nie ma własnego przewodu i by z niego skorzystać, trzeba podpiąć znajdujący się w zestawie przewód USB. Zasilacz samochodowy ma własny, zintegrowany kabelek.
Choć nieobecna w firmowym opisie zawartości opakowania, znalazła się w nim także smycz. To dodatek trochę przypadkowy, bo Slide-R nie oferuje żadnego uszka do jej zamocowania.
W pudełku zmieszczono jeszcze etui ochronne dla odtwarzacza, czarne, ze sznurkiem na szyję, oraz szmatkę do przecierania przedniego panelu. Ostatni z gadżetów jest dla Slide-R niezbędny: błyszczący panel dotykowy brudzi się bardzo szybko, a w miejscu wirtualnych guzików łatwo dostrzec tłustą smugę. Również w miejscu ekranu nietrudno o odciski palców. O ile w samej projekcji to nie przeszkadza, widok tak przyozdobionego sprzętu jest mało apetyczny. Niestety, jak wszędzie, elegancja wymaga pielęgnacji, a jedyny szybki sposób to szmatka, choć może to być także dowolna miękka chusteczka.
