artykuły

Epson P-5000 – przenośna pamięć fotografa

40
18 grudnia 2007, 11:45 Jacek Grabowski

Działanie i obsługa

P-5000 pomyślano z rozmachem. Można na nim przechowywać i oglądać zdjęcia oraz filmy, a dzięki wbudowanemu odtwarzaczowi dźwięku do filmów – niejako „ubocznie” również słuchać muzyki z wgranych na dysk urządzenia „empetrójek” i WMA. Starczy, prawda? Powiedzmy do tego, że muzyka odtwarzana jest naprawdę bardzo dobrze, pod warunkiem jednakże podłączenia do wyjścia P-5000 wysokiej jakości słuchawek. Także dźwięk z filmów odtwarzany jest przez słuchawki dość realistycznie. Wbudowany głośnik wprawdzie nie budzi od razu chęci rozbicia urządzenia o pierwszy lepszy kamień, ale niewiele lepiej.

Rozmach potwierdza wiele dostępnych metod przenoszenia plików na dysk P-5000. Dane można kopiować poprzez wbudowane czytniki kart pamięci i port USB-Host, dzięki któremu łączymy urządzenie bezpośrednio z pendrivem czy zewnętrznym czytnikiem kart pamięci. Zdjęcia i filmy z komputera prześlemy przez port USB, wykorzystując P-5000 jak przenośny dysk twardy. Urządzenie ma też ciekawą opcję backupu, czyli całościowego kopiowania zawartości podłączonej pamięci do specjalnego katalogu Backup Files. Trwa to niestety dość długo; w ogóle demonem szybkości przy kopiowaniu czegokolwiek to P-5000 nie jest, powiedzmy szczerze. Najszybciej kopiuje się poprzez złącze USB do komputera, jednak transmisja odwrotna już jest wyraźnie powolniejsza. No i pojemność 80 GB przy całym „wypasie” urządzenia wydaje się już skąpa.

System operacyjny P-5000 nie wiem czemu uparcie kojarzył mi się z Linuksem. Może dlatego, że wygląda na darmowy? Wiem, że to złośliwe, ale zarówno spartańskie menu, jak i żółwiowata reakcja przeglądarki na wydawane komendy są jakieś takie… nieprzystające. Grzebanie po plikach na dysku nie jest wcale łatwe; wprawdzie interfejs jakby nieco okienkowaty, w stylu Eksploratora Windows.

 

Przydałoby się jednak jakoś go ożywić i stąd skojarzenie z wierszowym promptem Linuksa. W dodatku nie ma co marzyć o wersji polskiej. Myślę, że przeciętny konsument elektroniki użytkowej trochę by poklął – jak ja – poruszając się po katalogach dysku P-5000. Jednak warto przez chwilę stracić cierpliwość, żeby potem obejrzeć film. Pokazując P-5000 znajomym wszędzie słyszałem okrzyki entuzjazmu i że każdy by sobie kupił, choć po wymienieniu ceny początkowy zapał ochładzał się i szybko rozmowa schodziła na inne tematy, a jedynie zazdrosne spojrzenia pozwalały odczytać myśli co poniektórych. Bo jako przenośna imprezówka to P-5000 naprawdę jest niezły – i filmy ogląda się przyjemnie, i muzyki dobrze słucha.

 

Ale wróćmy do tematu, czyli „P-5000 jako pamięć dla fotografa”. Szacunek budzi uniwersalność epsonowskiej przeglądarki jeśli chodzi o dekodowanie plików RAW. Znajdziemy tu praktycznie wszystkie liczące się modele aparatów – w sumie według danych Epsona 41. Jednak lista kończy się tam, gdzie zaczynają się najnowsze modele. Zaradzi temu zapewne upgrade oprogramowania. Gorzej, że prócz JPEG-ów nie odczytamy żadnych innych popularnych formatów graficznych, takich jak np. PNG czy TIFF. Fakt, w aparatach raczej nie stosowane. Jednak co szkodziło dodać? Podobnie z odtwarzaniem wideo – P-5000 nie odtwarza np. plików XviD. Wydajność wbudowanego procesora nie pozwala też na uzyskiwanie wysokich rozdzielczości odtwarzania, co jednak przy przekątnej ekranu wcale nie jest widoczną wadą. Niemniej o wideo HD trzeba zapomnieć – maksymalna rozdzielczość to dobry, stary PAL. Ale i tak wystarczy.

Zabawną funkcją oprogramowania P-5000 jest możliwość nadania ocen zdjęciom w skali od 1 do 5. Z założenia służy to przyspieszeniu wyszukiwania zdjęć: dzięki ocenom łatwiej zorientować się w rosnących kolekcjach. Zgrywając fotki z karty na dysk przeglądarki zawsze miałem zamiar je ocenić, ale jakoś w końcu nigdy tego nie robiłem na większa skalę, co najwyżej na próbę. Nie jestem zawodowcem; komuś kto potraktuje P-5000 jako narzędzie pracy zapewne ta funkcja się przyda. Jednak, tak naprawdę, nadal wydaje mi się, że koncepcja P-5000 jako „znacznie więcej niż tylko pamięć masowa” jest trochę na wyrost. W końcu te zdjęcia przegra się kiedyś na komputer po powrocie z wyjazdu, więc czy warto je pracowicie oceniać? Co niekonsekwentne, to brak możliwości oceniania filmów i muzyki – wyraźnie spadają tu do roli pobocznej przyjemności.

2