artykuły

Epson PictureMate PM 280 - fotolab pod ręką

24
5 listopada 2007, 12:17 Jacek Grabowski

Uruchamianie

Po włączeniu, zwłaszcza po dłuższym przestoju, PM 280 długo wyświetla ekran powitalny i trzepocze mechanizmem drukującym, prawdopodobnie w celu oczyszczenia głowicy. PictureMate nie jest bardzo głośna, choć jak każda drukarka atramentowa hałasuje podczas pracy. Po pewnym czasie, o ile nie włożylismy do dostępnych portów żadnej karty pamięci czy pendrive'a, na ekranie pojawia się monit z prośbą o zasilenie urządzenia danymi. Po podłączeniu pamięci USB PM 280 zaczyna odczytywać jej zawartość. I już w tym momencie dowiadujemy się, że bynajmniej nie mamy do czynienia z „rakietą” – wczytywanie zawartości nośnika do pamięci operacyjnej urządzenia zabiera sporo czasu. Zwłaszcza w przypadku kart o większej pojemności staje się to uciążliwe – wczytywanie zawartości karty SD o pojemności 1 GB, na której było 267 zdjęć, trwało nieco ponad 40 sekund, łącznie z wczytaniem i przetworzeniem pierwszego zdjęcia. Znacznie dłużej trwa wczytywanie zawartości CD lub DVD. Dalej nie jest dużo lepiej – przeglądanie zdjęć nie jest idealnie płynne, bo przetwarzanie danych zajmuje czasem dłuższą chwilę. Trudno jednak spodziewać się, że w takim domowym fotolabie cyfrowym zamontowany zostanie superszybki procesor; i tak jest szybki, zważywszy na to, że w sumie mamy do czynienia z zaawansowaną technologicznie zabawką.

 

Pisząc o wczytywaniu zdjęc warto dodać, że oprogramowanie Epsona nie radzi sobie z progresywnymi JPEG-ami i po prostu pomija je podczas przeglądu. Jednak ten format JPEG można spotkać głównie na zdjęciach pobranych z internetu, więc jeśli zechcemy drukować zdobycze z Sieci, musimy się liczyć z ryzykiem pominięcia co najmniej kilku obrazków w zestawie. Jest oczywiście na to prosty sposób – wczytać zdjęcie do dowolnego edytora na pececie i zapisać w skonwertowanym formacie, jednak to mniej istotne zważywszy, że przeznaczeniem urządzenia nie jest uniwersalne drukowanie wszystkiego. Ważne jest to, że drukowałem na PictureMate zdjęcia z kilku kart pamięci pochodzących z różnych aparatów fotograficznych i nigdy nie zdarzyło się, żeby urządzenie miało problemy z ich zdekodowaniem.

Drukowanie zdjęć

Po wczytaniu zdjęć, przejrzeniu i wybraniu możemy zacząć drukować. Papier ładowany jest od góry, mechanizm jego wciągania ma tendencję do pobierania kilku arkusików naraz, więc najlepiej jest drukować indywidualnie. Sam wydruk jest dość szybki, średnio na zdjęcie około 50 sekund. Jakość wydruku bardzo dobra, w zasadzie nie do odróżnienia od odbitki wykonanej w tanim fotolabie. Wiele zależy od stosowanego papieru, zdarzyło mi się, że na tanim papierze tusz rozlał się i utworzył zabawną „akwarelę”, zachowującą rozmyte kontury kształtów zobrazowanych przedmiotów. Mimo iż efekt podobał mi się (serio!), nie przypuszczam, żeby każdy był zadowolony z takich wydruków. Dlatego najlepiej stosować oryginalny papier Epsona, o właściwym chemicznie pokryciu, łączony zresztą razem w pakiecie z wymiennym atramentem.

Kiedy drukarka uruchamiana jest po dłuższej przerwie (np. po tygodniu od poprzedniego drukowania), na pierwszym wydruku pojawiają się poprzeczne pasy. Nigdy nie udało mi się tego uniknąć, z czego wnioskowałbym, że jest to typowe zachowanie PM280. Drugi wydruk jest już w porządku. Jeśli PictureMate użytkowana jest codziennie, problem w ogóle nie występuje.

Możliwości oprogramowania, nagrywanie płyt

Oprogramowanie wbudowane do PM 280 ma nie tylko opcje przeglądania i drukowania zdjęć. Przy pomocy przycisku „Menu” dostajemy się do zaawansowanych funkcji PictureMate, mogąc skonfigurować niektóre parametry pracy, dodać do wydruków elementy ozdobne czy dokonać prostej edycji zdjęcia. Powiem uczciwie, że edytowanie fotografii na małym ekraniku nie jest proste, choć dostępne są tylko najprostsze funkcje, takie jak wycięcie fragmentu zdjęcia czy obrócenie. W trybie edycji mamy podgląd obrazu, lecz jest on doslownie wielkości znaczka pocztowego. Bardziej przydatne mogą się okazać opcje usuwania efektu czerwonych oczu czy ogólnej poprawy jakości zdjęcia. W każdym przypadku nie możemy płynnie regulować parametrów edycji, a mamy jedynie dostęp do kilku predefiniowanych ustawień wybieranych z menu za pomoca przycisków. Za pomocą oprogramowania przestawimy rozmiar wydruku (można drukować w szerokim formacie 16:9), możemy też m.in. przełączać tryby podglądu, w tym tryb pokazu slajdów, będący jedynym usprawiedliwieniem obecności okienka na pokrywie obudowy. Jednak „pokaz” to słowo trochę na wyrost, ze względu na rozmiar ekranu zgrabniej byłoby powiedzieć „pokazik”.

Posługując się menu dotrzemy także do funkcji kopiowania zdjęć z karty na płytę CD, będącej jedną z bardziej interesujących cech PM 280. Jednak w celu zrobienia backupu z karty prościej jest użyć umieszczonego na panelu przycisku „Save”, wywołującego tę funkcję bezpośrednio. Jeśli wcześniej włożyliśmy do napędu czystą płytę, oprogramowanie urządzenia zadaje pytanie, czy na pewno chcemy skopiować wszystkie zdjęcia z karty i po uzyskaniu twierdzącej odpowiedzi rozpoczyna działanie. Wbudowany w PM 280 napęd kombo jest cichy, ale niezbyt szybki. Skopiowanie na CD 115 zdjęć zajmujących na karcie pojemność 128 MB zajęło mu nieco ponad trzy minuty przy ustawieniu „High Speed”. Prędkość nagrywania można zmienić przy pomocy menu konfiguracyjnego urządzenia – prawdę mówiąc, nie wiem po co. Napęd ma skłonność do odrzucania niemarkowych płyt: z pięciu różnych CD-Rów wybrał Verbatima i TDK, wzgardziwszy Supratekiem, Traxdatą i Platinum. Może jest czuły na marki? Trudno powiedzieć, faktem jest jednak, że podobne problemy pojawiały się zarówno przy próbach zapisywania, jak i odczytywania płyt.

3