Długi zoom: przyda się czy nie?
SP-510 pod względem obiektywu nie jest żadną sensacją. Jego "rura" o dość korzystnych parametrach (maksymalny otwór przysłony od 2,8 do 3,7) rysuje raczej miękko. Na brzegach ostrość obrazu widocznie się pogarsza, chociaż pojawiające się zniekształcenia i aberracje chromatyczne można uznać za mieszczące się w normie w tej grupie sprzętu. Brak stabilizacji nieco ogranicza funkcjonalność aparatu - wprawdzie w oprogramowaniu zaimplementowano "stabilizację" działającą na zasadzie zwiększania czułości matrycy i tym samym skracaniu czasu otwarcia migawki, ale o tym tylko dobrze się czyta. Zwiększanie czułości w obu aparatach powoduje widoczne szumienie matrycy, więc jakość "stabilizowanych" w ten sposób zdjęć jest niższa. Kupując SP-510 trzeba z góry założyć, że posłuży do zdjęć z ręki głównie przy dobrym oświetleniu, chcąc używać go na co dzień trzeba będzie częściej zabierać statyw lub starannie dobierać parametry naświetlania.
Przy odpowiednio mocnym chwycie, który ułatwia kształt i lekkość SP-510, fotografowanie z ręki może być skuteczne nawet przy maksymalnej ogniskowej na automacie - mimo braku stabilizacji (1/250, F5,6, ISO 50). Jednak za pierwszym podejściem rzadko się udaje - rozwiązaniem może być np. włączenie zdjęć seryjnych.
Zupełnie inaczej jest z SP-550 - bardzo atrakcyjna rozpiętość zoomu 28-504 mm (w ekwiwalencie) może wydać się kusząca wielu użytkownikom, podobnie maksymalne wartości ustawień otworu przysłony, zawierające się w przedziale od 2,8 do 4,7. Niejeden przecież chciałby mieć aparat, którym można robić piękne panoramy i zdjęcia w ciasnych wnętrzach (szeroki kąt), a po chwili ukradkiem sfotografować popularną aktorkę opalającą się topless w oddalonym, strzeżonym miejscu (długie tele). Tak... Marzenia...

Fotografia wykonana spod południowego przyczółka wiaduktu Poniatowskiego w Warszawie - widok w kierunku Wisły na Al. 3 Maja (1/640, F3,2, ISO 50, ogniskowa 4,68 mm [ekwiwalent 28 mm]).

Zdjęcie wykonane dokładnie z tego samego miejsca co powyżej, maksymalny zoom (1/500, F4,5, ISO 50, ogniskowa 84, 24 [ekwiwalent 504 mm]). Skrzyżowania ulic widocznego na środku fotografii w ogóle nie zobaczymy na pierwszym zdjęciu. Dodam, że i w tym przypadku - mimo włączonego stabilizatora - jest to jedno z kilku podejść, które uznałem za najlepsze. W praktyce a to autofokus skrewi, a to nieszczęśliwie omsknie się coś w ręku...
Oczywiście, jak widać, Olympus SP-550 to jak najbardziej umożliwia. Jednak i tu objawia się w pewnym sensie "papierowa" charakterystyka tego aparatu - co napisane w ulotce reklamowej, brzmi pięknie, ale co sfotografowane - niekoniecznie wygląda tak rewelacyjnie. Biorąc pod uwagę klasę sprzętu, tak długi zoom wydaje się "przepałowany": zrobienie przemyślanego zdjęcia "tele" z ręki mimo stabilizacji nie jest wcale łatwe. Na niewielkim i niezbyt wyraźnym wyświetlaczu w elektronicznym wizjerze przy tak ograniczonym kącie widzenia, jak w maksymalnym ustawieniu "tele", celuje się niewygodnie. Z kolei przy próbie korzystania z wbudowanego w tylną ściankę wyświetlacza mniej pewny staje się chwyt i większe jest prawdopodobieństwo poruszenia zdjęcia - stabilizacja nie czyni cudów. Tak więc obiektyw Olympusa SP-550 można śmiało nazwać "rewolucyjnym", "ustanawiającym nowe standardy" (tego się obawiam...), można podziwiać konstruktorskie zacięcie Japończyków i ich zdolności technologiczne, lecz z przydatnością tego gadżetu jest już gorzej. Kto bowiem kupi SP-550? Profesjonalista niekoniecznie. Najprędzej amator, nie zawsze ten bardzo zaawansowany, ale być może zafascynowany możliwością posiadania najdłuższej trąby wśród swoich przyjaciół ;). I trochę się rozczaruje. Długość nie musi zapewniać jakości - ta zasada sprawdza się nie tylko w relacjach męsko-damskich.

Widok na Aleje Jerozolimskie w Warszawie od wieży wiaduktu Poniatowskiego w kierunku Pałacu Kultury (1/640, F4,5, ISO 50, ogniskowa 84, 24 [ekwiwalent 504 mm]).

Fragment tego samego zdjęcia wycięty z pełnego wymiaru bez żadnej korekcji ujawnia mankamenty obrazu mimo zastosowania stabilizacji matrycy.
Stabilizator matrycy SP-550, owszem, działa sprawnie i widać tego efekty, ale jak można się przekonać, nie jest to tak dobre rozwiązanie, jak optyczna stabilizacja poprzez ruchome soczewki obiektywu. Mógłbym tu odnieść się nawet do posiadanego jeszcze przeze mnie Olympusa C-2100UZ z 2001 roku: ten jeden z pierwszych w ogóle kompaktowych superzoomów "all-in-one" jest już stareńki (matryca 2,1 Mpix...) i trudno go porównywać ze współczesnym aparatem, ale zastosowany w nim optyczny stabilizator wbudowany w obiektyw mógłbym postawić za wzór twórcom SP-550. Oczywiście, powód zrezygnowania z takiej techniki stabilizowania obrazu jest zrozumiały - chęć ograniczenia rozmiarów aparatu. Cóż, nie można mieć wszystkiego. Drugi zastosowany system - stabilizacja cyfrowa - działa podobnie jak w SP-510.
Pisząc o obiektywach trzeba też wspomnieć o autofokusie. To słaby punkt obu Olympusów - jest powolny, a jego precyzja też pozostawia sporo do życzenia. Zwłaszcza w górnych zakresach ogniskowych system ustawiania ostrości jest mało skuteczny. W trudnych warunkach oświetleniowych myli się nader często, bo jest oczywiste, że wspomagająca go lampka niewiele pomoże, kiedy fotografowany obiekt jest daleko od aparatu. Z kolei manualne ustawianie - to dramat. Nie dość, że trzeba grzebać w menu, to w dodatku ten tryb działa tylko przez jedno zdjęcie, a potem aparat automatycznie wraca do ustawień standardowych, więc za każdym razem trzeba szopkę z menu zaczynać od nowa. Wierzcie mi, mając w ręku Olympusy czasami wraca się wspomnieniami do czasów, w których wszystko można było zrobić ręcznie - i kręcić zoomem, i ustawiać ostrość. Ale to nie nostalgia: raczej wściekłość na wszechobecną elektronikę, która nie zawsze musi być tak denerwująca, lecz w SP-kach niestety bywa.
Podsumowując: ani obiektyw SP-510, ani - jak na tak długi zoom - SP-550 nie dają zbyt wielu zniekształceń i aberracji, w obu przypadkach można je uznać za mieszczące się w granicach rozsądku. Oba rysują raczej miękko. Autofokus nie działa idealnie i jest powolny. Brak stabilizacji optycznej zmniejsza walory użytkowe SP-510, zastosowana w SP-550 stabilizacja matrycy nie jest tak skuteczna, jak stabilizacja przez ruchome soczewki obiektywu stosowana w niektórych aparatach konkurencji. Przydatność hiperzoomu SP-550 mimo stabilizacji w praktyce jest ograniczona. Warto podkreślić jednak szeroki kąt dostępny w tym aparacie - zoom zaczynający się od 28 mm to relatywnie rzadkość w tej klasie kompaktów. Brak go w SP-510. Jednak zbyt duża rozpiętość ogniskowych nie tylko na pewno pogarsza jakość optyczną, ale w sumie okazuje się niepotrzebna i stanowi bardziej "wodotrysk", który rzadko zyska w praktyce pełne wykorzystanie. Olympusem SP-550 z oczywistych względów najlepiej fotografuje się w zakresie ogniskowych - mniej więcej - 28-200 mm i taki zoom byłby najbardziej pasujący do tej klasy aparatu. Warto jeszcze wspomnieć, że oba aparaty mają tryb "makro", przy czym jest on stopniowany - "zwykłe" makro od 7 cm i "supermakro" od 3 cm (SP-510), a nawet 1 cm (SP-550).
