Creative TravelSound Zen Stone - granie wspomagane
Gdy odtwarzanie dźwięku przez słuchawki to za mało lub jest w danej chwili zbyt niewygodne, dla Zen Stone Plus firma Creative przygotowała ciekawy dodatek. To TravelSound Zen Stone – przenośny zestaw głośnikowy przygotowany z myślą specjalnie o odtwarzaczach Zen Stone i Zen Stone Plus.
Urządzenie o wielkości zbliżonej do słuchawki domowych telefonów wyposażono w dwa głośniki, które, co ciekawe, nie muszą mieć własnego zasilania by odtwarzać muzykę. W trybie pasywnym energia czerpana jest z akumulatora odtwarzacza, co łączy się ze znacznie mniejszą siłą generowanego głosu.
Sprzęt wyposażono w dwa głośniczki z mikromembranami "NeoTitanium". To znak rozpoznawczy Creative. Rozwiązanie spotykane także w innych produktach głośnikowych firmy, w TravelSound Zen Stone musi sprawdzać się w środowisku, w którym jedynym źródłem zasilania jest bądź to wspomniany już akumulator odtwarzacza albo dwie bateryjki typu AAA. W drugim z przypadków, przy zasilaniu paluszkami, mamy do czynienia z działaniem w trybie aktywnym i udostępnieniem użytkownikowi pełnej mocy, po "miażdżące" 0,2 W na kanał.
Cały zestaw głośnikowy mierzy 173,3 na 57 na 32,7 mm, a bez baterii waży 160 gramów. Jak więc widać... brakuje mu ciężaru potężnego subwoofera, co zresztą słychać ;).
W centralnej części urządzenia znajduje się luka z gumowymi prowadnicami oraz wtykiem słuchawkowym typu mini jack. Na górze zestawu zainstalowano włącznik oraz diodę sygnalizującą stan pracy. Z tyłu znalazła się klapka dla baterii oraz druga, odchylana, która służy jako podstawka. Niestety w zestawie zabrakło nawet najmniejszych nóżek z gumy, więc na śliskich powierzchniach głośniki bardzo łatwo jest przesunąć.
Ponieważ w odtwarzaczu Zen Stone Plus zainstalowano tuner radiowy, w połączeniu z TravelSound Zen Stone powstaje nowoczesne radyjko. Antena, w której funkcji pracują w tym przypadku głośniki, sprawuje się w pomieszczeniach gorzej od słuchawek dodawanych wraz z odtwarzaczem, pełniących również rolę anteny. W otwartej przestrzeni jest lepiej.
W przypadku działania pasywnego o głośniejszym graniu nie ma żadnej mowy. To tryb przeznaczony raczej do tworzenia subtelnej atmosfery z muzyką grającą "skądś" i przeznaczony tylko do cichych pomieszczeń lub do zasypiania ;). Jest tak nawet w przypadku głośności maksymalnej. Przy niższych jej wartościach nie ma po prostu o czym mówić.
W przypadku gdy zostanie przesunięty suwak zasilania bateryjnego jest już znacznie lepiej. Dźwięk jest bardziej doniosły, wystarczający, żeby zalać kameralnym dźwiękiem mniejsze mieszkanie, ale i zupełnie wystarczający do użytku poza domem, choćby na plaży, gdzie na ręczniku zapewnić może wiele uciechy ;).
Niestety zastosowanie pary niewielkich głośniczków nie potrafi przenieść wszystkich dźwięków. O ile sprzęt dobrze radzi sobie z odtwarzaniem głosów śpiewanych, wysokich dźwięków instrumentów klawiszowych, krótkich wysokich uderzeń perkusyjnych i sporego zakresu brzmień elektronicznych, to przy tonach niskich i takich uderzeniach perkusyjnych z muzyki popularnej, pada niczym żołnierz, który nawet nie zdążył wyjść z okopu. Słychać co prawda momenty mocniejszych basowych rytmów, jednak niemal tylko na tym się kończy. Za płaskim i suchym "puk, puk" słychać niewiele głębi.
Nie oznacza to jednak że to sprzęt zły. Nikt nie obiecuje przecież przenośnej mini dyskoteki. Odrobinę większa dawka dobrze oddawanych niskich uderzeń nie zaszkodziłaby TravelSound Zen Stone, ale trudno wymagąć wiele od tak mikrych głośniczków.
Producent obiecuje, że na zasilaniu bateryjnym głośniki są w stanie grać nawet przez 21 godzin. Trzeba pamiętać, że by grały, baterie wypełnione energią musi posiadać także odtwarzacz.
Wadą zestawu są zupełnie odkryte głośniki, które w zastosowaniach mobilnych mogą być narażone na uszkodzenia. Inny kłopot to problem z wyłączaniem grającego odtwarzacza w głośniku. By Zen Stone umilkł, trzeba go albo wyciszyć, albo wyciągnąć z głośników TravelSound. Wyłącznik jest bowiem ukryty w niedostępnym miejscu. Szkoda też, że producent nie pomyślał o możliwości zasilania głośników z portów USB , albo z sieci elektrycznej. Czasem wyjeżdża się w miejsca, do których doprowadzono prąd ;).
Gdy odtwarzanie dźwięku przez słuchawki to za mało lub jest w danej chwili zbyt niewygodne, dla Zen Stone Plus firma Creative przygotowała ciekawy dodatek. To TravelSound Zen Stone – przenośny zestaw głośnikowy przygotowany z myślą specjalnie o odtwarzaczach Zen Stone i Zen Stone Plus.
Urządzenie o wielkości zbliżonej do słuchawki domowych telefonów wyposażono w dwa głośniki, które, co ciekawe, nie muszą mieć własnego zasilania by odtwarzać muzykę. W trybie pasywnym energia czerpana jest z akumulatora odtwarzacza, co łączy się ze znacznie mniejszą siłą generowanego głosu.
Sprzęt wyposażono w dwa głośniczki z mikromembranami "NeoTitanium". To znak rozpoznawczy Creative. Rozwiązanie spotykane także w innych produktach głośnikowych firmy, w TravelSound Zen Stone musi sprawdzać się w środowisku, w którym jedynym źródłem zasilania jest bądź to wspomniany już akumulator odtwarzacza albo dwie bateryjki typu AAA. W drugim z przypadków, przy zasilaniu paluszkami, mamy do czynienia z działaniem w trybie aktywnym i udostępnieniem użytkownikowi pełnej mocy, po "miażdżące" 0,2 W na kanał.
Cały zestaw głośnikowy mierzy 173,3 na 57 na 32,7 mm, a bez baterii waży 160 gramów. Jak więc widać... brakuje mu ciężaru potężnego subwoofera, co zresztą słychać ;).
W centralnej części urządzenia znajduje się luka z gumowymi prowadnicami oraz wtykiem słuchawkowym typu mini jack. Na górze zestawu zainstalowano włącznik oraz diodę sygnalizującą stan pracy. Z tyłu znalazła się klapka dla baterii oraz druga, odchylana, która służy jako podstawka. Niestety w zestawie zabrakło nawet najmniejszych nóżek z gumy, więc na śliskich powierzchniach głośniki bardzo łatwo jest przesunąć.
Ponieważ w odtwarzaczu Zen Stone Plus zainstalowano tuner radiowy, w połączeniu z TravelSound Zen Stone powstaje nowoczesne radyjko. Antena, w której funkcji pracują w tym przypadku głośniki, sprawuje się w pomieszczeniach gorzej od słuchawek dodawanych wraz z odtwarzaczem, pełniących również rolę anteny. W otwartej przestrzeni jest lepiej.
W przypadku działania pasywnego o głośniejszym graniu nie ma żadnej mowy. To tryb przeznaczony raczej do tworzenia subtelnej atmosfery z muzyką grającą "skądś" i przeznaczony tylko do cichych pomieszczeń lub do zasypiania ;). Jest tak nawet w przypadku głośności maksymalnej. Przy niższych jej wartościach nie ma po prostu o czym mówić.
W przypadku gdy zostanie przesunięty suwak zasilania bateryjnego jest już znacznie lepiej. Dźwięk jest bardziej doniosły, wystarczający, żeby zalać kameralnym dźwiękiem mniejsze mieszkanie, ale i zupełnie wystarczający do użytku poza domem, choćby na plaży, gdzie na ręczniku zapewnić może wiele uciechy ;).
Niestety zastosowanie pary niewielkich głośniczków nie potrafi przenieść wszystkich dźwięków. O ile sprzęt dobrze radzi sobie z odtwarzaniem głosów śpiewanych, wysokich dźwięków instrumentów klawiszowych, krótkich wysokich uderzeń perkusyjnych i sporego zakresu brzmień elektronicznych, to przy tonach niskich i takich uderzeniach perkusyjnych z muzyki popularnej, pada niczym żołnierz, który nawet nie zdążył wyjść z okopu. Słychać co prawda momenty mocniejszych basowych rytmów, jednak niemal tylko na tym się kończy. Za płaskim i suchym "puk, puk" słychać niewiele głębi.
Nie oznacza to jednak że to sprzęt zły. Nikt nie obiecuje przecież przenośnej mini dyskoteki. Odrobinę większa dawka dobrze oddawanych niskich uderzeń nie zaszkodziłaby TravelSound Zen Stone, ale trudno wymagąć wiele od tak mikrych głośniczków.
Producent obiecuje, że na zasilaniu bateryjnym głośniki są w stanie grać nawet przez 21 godzin. Trzeba pamiętać, że by grały, baterie wypełnione energią musi posiadać także odtwarzacz.
Wadą zestawu są zupełnie odkryte głośniki, które w zastosowaniach mobilnych mogą być narażone na uszkodzenia. Inny kłopot to problem z wyłączaniem grającego odtwarzacza w głośniku. By Zen Stone umilkł, trzeba go albo wyciszyć, albo wyciągnąć z głośników TravelSound. Wyłącznik jest bowiem ukryty w niedostępnym miejscu. Szkoda też, że producent nie pomyślał o możliwości zasilania głośników z portów USB , albo z sieci elektrycznej. Czasem wyjeżdża się w miejsca, do których doprowadzono prąd ;).
