Granie - lepiej niż przeciętnie
Uruchomienie odtwarzacza trwa trochę zbyt długo. Przycisk odtwarzania trzeba przyciskać przez około 5 sekund. Ekran o niewielkiej rozdzielczości oferuje 4096 punktów w technologii OLED. Użytkownicy leworęczni mogą obrócić ekran o 180o, a kontroler przełożyć pod lewą dłoń. Zen Stone Plus może być łatwo obsługiwany jedną ręką.
Podczas odtwarzania plików denerwujące jest znacznie wolniejsze działanie menu. Odtwarzacz obciążony pracą ze zbiorami muzycznymi wyraźnie gorzej radzi sobie z przemieszczaniem się po nieskomplikowanym graficznie interfejsie.
Zen Stone Plus może pracować ze zbiorami MP3 i WMA z jakością do 320 Kb/s, plikami WAV, a także ze zbiorami Microsoftu z zabezpieczeniami DRM.
Sprzęt, mimo niewielkiego ekranu, potrafi sprawnie zaprezentować najważniejsze informacje na temat odgrywanych zbiorów, trybu odtwarzania oraz ewentualnych modyfikacji dźwięku, jak np. podbicie basu. Niewielki ekran najgorzej sprawuje się przy prezentowaniu tytułów nagrań (w przypadku plików MP3 nazwy zbiorów odczytywane są z tagów ID3). Te nie mieszczą się zwykle na ekranie, przewijają się niezbyt żwawo, a prędkość ta nie może być modyfikowana.
Menu odtwarzacza może pracować w języku polskim. Ikonowy system sprawnie kieruje do poszczególnych funkcji. Bardzo wygodnie rozwiązano sprawę dostępu do opcji związanych z poszczególnymi funkcjami urządzenia, jak odtwarzanie plików muzycznych, tuner radiowy czy choćby stoper. Po wyborze, w menu głównym, kolejnymi, najszybciej dostępnymi stają się ikony opisujące grupy opcji podporządkowanych danej funkcji. Proste i wygodne rozwiązanie.
Kłopotliwe jest zaproponowanie przez Creative głównego menu, które nie jest zapętlone. Po prostu po obejrzeniu ośmiu ikonek nie da się posunąć dalej, przeskakując automatycznie do pierwszej z nich.
Układane w pamięci odtwarzacza pliki można katalogować w folderach, które następnie można przeglądać. To prosty, "czysty" i wygodny sposób dostępu do tak posegregowanych nagrań. Pliki można odtwarzać na kilka sposobów, w tym w pętli, losowo czy też pełnymi folderami.
Odtwarzacz udostępnia equalizer oraz system podbicia basów. W przypadku equalizera, prócz pięciu ustalonych z góry ustawień pozostawiono jedno do samodzielnej modyfikacji przez użytkownika. Podbicie basów działa bardzo wyraźnie, choć nie do wszystkich nagrań opcja ta jest przydatna, podnosząc basy zbyt wysoko. Świetnie brzmi to np. w nagraniu Beyonce - Irreplaceable (192 Kb/s).
Przy zastosowaniu słuchawek umieszczanych głębiej w uszach uzyskiwane brzmienia są lepsze, jednak wtedy podbity bas częściej daje nieelegancki, dudniący pogłos.
Brzmienie odtwarzacza jest poprawne. Dołączone do zestawu białe słuchawki sprawują się dobrze przy odtwarzaniu zarówno niskich i wysokich tonów. Choć nie da się uniknąć wrażenia, że dźwiękowi brakuje nieco przestrzeni. Jest płasko.
Głośność odtwarzacza w towarzystwie standardowych słuchawek jest wystarczająca. Producent zaproponował 25-stopniową skalę głośności. Na zerową głośność muszą zaś nastawić się użytkownicy przewijający muzykę. Do czasu puszczenia klawisza przewijania nie można się zorientować w którym fragmencie nagrania znajduje się odtwarzacz.
Prosty tuner radiowy pozwala na automatyczne przeszukiwanie częstotliwości w poszukiwaniu najsilniejszych sygnałów. Tuner nie jest czuły i w zamkniętych pomieszczeniach z dala od nadajników radiowych wykrywa tylko kilka stacji (na kilkanaście dostepnych). Oczywiście "na powietrzu" jest lepiej. W sumie odtwarzacz może zapamiętać do 32 częstotliwości, które w razie potrzeby można ustawić samodzielnie (wybór co 0,1 MHz).
Sprzęt nie oferuje możliwości zapisywania audycji radiowych, ale może to i dobrze, bo wsłuchując się w jakość, z którą pracuje rejestrator głosu, trudno byłoby oczekiwać czegoś spektakularnego. Głos zapisywany jest w plikach monofonicznych przy częstotliwości 9 kHz i rozdzielczości zaledwie 4 bitów.
Odtwarzacz nie jest dyktafonem, ale może posłużyć jako notatnik głosowy. Przy niewielkiej odległości od urządzenia mówiący do niego nie musi zwracać uwagi na to, czy mówi w stronę mikrofonu, czy może w zupełnie inną część urządzenia. Dźwięk zapisywany jest niemal identycznie. Przy oddaleniu odtwarzacza na około metr od źródła dźwięku mikrofon bardzo słabo radzi już sobie z jego rejestrowaniem.
Zainstalowane w Zen Stone Plus stoper i zegarek w interesujący sposób prezentują dane, pokazują je w pionie. Przykładowo, w przypadku zegarka (dostępny tylko w wersji 12-godzinnej), w górnej części ekranu przedstawiana jest godzina, w dolnej tak samo dużymi cyframi opisane są minuty. Wartości te przedziela data.
Odtwarzacz bez kłopotu pracuje w charakterze przenośnej pamięci USB. Brak zintegrowanego złącza sprawia, że by wykorzystywać go w taki sposób potrzebny jest przewód (być może dlatego producent wymyślił, że ma on mieć tylko około 10 cm długości, co z pewnością ułatwia przenoszenie). Pamięć nie jest szybka. Przeniesienie do niej zbioru o wielkości 700 MB zajęło przeszło 8 minut. To nieco za długo jak na możliwości interfejsu USB 2.0, którym podobno sprzęt dysponuje.
Ładowanie baterii możliwe tylko z portu USB i zajmuje ponad dwie godziny. O poziomie naładowania akumulatorów świadczy ikona z miniaturową bateryjką. Urządzenie odtwarzając mieszankę zbiorów MP3 z poziomem bitrate od 128 Kb/s do 192 Kb/s pracowało przez niecałe osiem godzin. Producent obiecuje, że sprzęt może działać aż do 9,5 godziny, jednak to wartości "laboratoryjne" dla plików o niewielkiej jakości. W typowych zastosowaniach jest mniej optymistycznie, ale i tak nieźle.
Uruchomienie odtwarzacza trwa trochę zbyt długo. Przycisk odtwarzania trzeba przyciskać przez około 5 sekund. Ekran o niewielkiej rozdzielczości oferuje 4096 punktów w technologii OLED. Użytkownicy leworęczni mogą obrócić ekran o 180o, a kontroler przełożyć pod lewą dłoń. Zen Stone Plus może być łatwo obsługiwany jedną ręką.
Podczas odtwarzania plików denerwujące jest znacznie wolniejsze działanie menu. Odtwarzacz obciążony pracą ze zbiorami muzycznymi wyraźnie gorzej radzi sobie z przemieszczaniem się po nieskomplikowanym graficznie interfejsie.
Zen Stone Plus może pracować ze zbiorami MP3 i WMA z jakością do 320 Kb/s, plikami WAV, a także ze zbiorami Microsoftu z zabezpieczeniami DRM.
Sprzęt, mimo niewielkiego ekranu, potrafi sprawnie zaprezentować najważniejsze informacje na temat odgrywanych zbiorów, trybu odtwarzania oraz ewentualnych modyfikacji dźwięku, jak np. podbicie basu. Niewielki ekran najgorzej sprawuje się przy prezentowaniu tytułów nagrań (w przypadku plików MP3 nazwy zbiorów odczytywane są z tagów ID3). Te nie mieszczą się zwykle na ekranie, przewijają się niezbyt żwawo, a prędkość ta nie może być modyfikowana.
Menu odtwarzacza może pracować w języku polskim. Ikonowy system sprawnie kieruje do poszczególnych funkcji. Bardzo wygodnie rozwiązano sprawę dostępu do opcji związanych z poszczególnymi funkcjami urządzenia, jak odtwarzanie plików muzycznych, tuner radiowy czy choćby stoper. Po wyborze, w menu głównym, kolejnymi, najszybciej dostępnymi stają się ikony opisujące grupy opcji podporządkowanych danej funkcji. Proste i wygodne rozwiązanie.
Kłopotliwe jest zaproponowanie przez Creative głównego menu, które nie jest zapętlone. Po prostu po obejrzeniu ośmiu ikonek nie da się posunąć dalej, przeskakując automatycznie do pierwszej z nich.
Układane w pamięci odtwarzacza pliki można katalogować w folderach, które następnie można przeglądać. To prosty, "czysty" i wygodny sposób dostępu do tak posegregowanych nagrań. Pliki można odtwarzać na kilka sposobów, w tym w pętli, losowo czy też pełnymi folderami.
Odtwarzacz udostępnia equalizer oraz system podbicia basów. W przypadku equalizera, prócz pięciu ustalonych z góry ustawień pozostawiono jedno do samodzielnej modyfikacji przez użytkownika. Podbicie basów działa bardzo wyraźnie, choć nie do wszystkich nagrań opcja ta jest przydatna, podnosząc basy zbyt wysoko. Świetnie brzmi to np. w nagraniu Beyonce - Irreplaceable (192 Kb/s).
Przy zastosowaniu słuchawek umieszczanych głębiej w uszach uzyskiwane brzmienia są lepsze, jednak wtedy podbity bas częściej daje nieelegancki, dudniący pogłos.
Brzmienie odtwarzacza jest poprawne. Dołączone do zestawu białe słuchawki sprawują się dobrze przy odtwarzaniu zarówno niskich i wysokich tonów. Choć nie da się uniknąć wrażenia, że dźwiękowi brakuje nieco przestrzeni. Jest płasko.
Głośność odtwarzacza w towarzystwie standardowych słuchawek jest wystarczająca. Producent zaproponował 25-stopniową skalę głośności. Na zerową głośność muszą zaś nastawić się użytkownicy przewijający muzykę. Do czasu puszczenia klawisza przewijania nie można się zorientować w którym fragmencie nagrania znajduje się odtwarzacz.
Prosty tuner radiowy pozwala na automatyczne przeszukiwanie częstotliwości w poszukiwaniu najsilniejszych sygnałów. Tuner nie jest czuły i w zamkniętych pomieszczeniach z dala od nadajników radiowych wykrywa tylko kilka stacji (na kilkanaście dostepnych). Oczywiście "na powietrzu" jest lepiej. W sumie odtwarzacz może zapamiętać do 32 częstotliwości, które w razie potrzeby można ustawić samodzielnie (wybór co 0,1 MHz).
Sprzęt nie oferuje możliwości zapisywania audycji radiowych, ale może to i dobrze, bo wsłuchując się w jakość, z którą pracuje rejestrator głosu, trudno byłoby oczekiwać czegoś spektakularnego. Głos zapisywany jest w plikach monofonicznych przy częstotliwości 9 kHz i rozdzielczości zaledwie 4 bitów.
Odtwarzacz nie jest dyktafonem, ale może posłużyć jako notatnik głosowy. Przy niewielkiej odległości od urządzenia mówiący do niego nie musi zwracać uwagi na to, czy mówi w stronę mikrofonu, czy może w zupełnie inną część urządzenia. Dźwięk zapisywany jest niemal identycznie. Przy oddaleniu odtwarzacza na około metr od źródła dźwięku mikrofon bardzo słabo radzi już sobie z jego rejestrowaniem.
Zainstalowane w Zen Stone Plus stoper i zegarek w interesujący sposób prezentują dane, pokazują je w pionie. Przykładowo, w przypadku zegarka (dostępny tylko w wersji 12-godzinnej), w górnej części ekranu przedstawiana jest godzina, w dolnej tak samo dużymi cyframi opisane są minuty. Wartości te przedziela data.
Odtwarzacz bez kłopotu pracuje w charakterze przenośnej pamięci USB. Brak zintegrowanego złącza sprawia, że by wykorzystywać go w taki sposób potrzebny jest przewód (być może dlatego producent wymyślił, że ma on mieć tylko około 10 cm długości, co z pewnością ułatwia przenoszenie). Pamięć nie jest szybka. Przeniesienie do niej zbioru o wielkości 700 MB zajęło przeszło 8 minut. To nieco za długo jak na możliwości interfejsu USB 2.0, którym podobno sprzęt dysponuje.
Ładowanie baterii możliwe tylko z portu USB i zajmuje ponad dwie godziny. O poziomie naładowania akumulatorów świadczy ikona z miniaturową bateryjką. Urządzenie odtwarzając mieszankę zbiorów MP3 z poziomem bitrate od 128 Kb/s do 192 Kb/s pracowało przez niecałe osiem godzin. Producent obiecuje, że sprzęt może działać aż do 9,5 godziny, jednak to wartości "laboratoryjne" dla plików o niewielkiej jakości. W typowych zastosowaniach jest mniej optymistycznie, ale i tak nieźle.
