Okrągły ekran - wreszcie coś widać
Ekran to przydatny dodatek w odtwarzaczach muzycznych. Tym bardziej jest on pomocny, im więcej pamięci oferuje odtwarzacz. Dzięki niemu można łatwiej zorientować się, co znajduje się wewnątrz urządzenia, odciążając tym samym szare komórki. W przypadku poprzednika, modelu Zen Stone, co tęższe umysły mogły stawić czoło wyzwaniu zapamiętania pełnej listy zapisanych w odtwarzaczu nagrań, jednak wraz z powiększoną pamięcią Zen Stone Plus, zadanie to stało się trudniejsze.
Dostarczony do naszej redakcji odtwarzacz dostał różową obudowę w odcieniu typowym dla lalek Barbie. Prócz niego w pudełku jest niewiele: słuchawki (białe), to oczywiste, skompresowana w harmonijkę instrukcja oraz króciutki przewód USB, pełniący rolę przejściówki między standardowym złączem USB a miniaturową jego wersją wbudowaną w urządzenie. To kabelek raczej dla użytkowników laptopów i tych z amatorów stacjonarnych maszyn, którzy mają wyprowadzone popularne porty tuż pod rękę. W innym wypadku pozostanie albo korzystanie z innego przewodu, albo gimnastyka pod biurkiem.
Dziwi nieco brak w opakowaniu jakiegokolwiek oprogramowania. Jednak to dobre posunięcie ze strony producenta, zapowiadające prostą obsługę urządzenia metodą "przeciągnij i upuść" w dowolnym menedżerze plików. W takim wypadku dołączanie krążka z pełniącym te funkcje nawet najlepszym programem mija się z celem.
Po przyzwyczajeniu się do mało męskiego, różowego koloru obudowy (błękitnych nie było?! ;)) można bliżej przyjrzeć się sprzętowi odtwarzającemu. Tak jak Zen Stone, model Plus otrzymał obudowę z błyszczącego tworzywa. Całość jest niemal niezauważalnie większa od poprzednika i nieco cięższa. Stone Plus mierzy 55,6 mm na 35,3 mm na 12,8 mm i waży 21 gramów.
Tak samo jak poprzednik, odtwarzacz ma okrągły kontroler odpowiadający za przewijanie muzyki i zmianę głośności. Guzik odtwarzania oraz programowalny przycisk trafiły na jedną z krawędzi obłego urządzenia, na podłużny przełącznik.
Po lewej stronie kontrolera umieszczono okrągły ekran. Trak naprawdę jest on oczywiście prostokątny, jednak w tym wypadku pozbycie się agresywnych kątów okazało się jak najbardziej uzasadnione. Wyświetlacz dysponuje rozdzielczością 64 na 64 piksele i wyświetla grafikę i napisy tylko w jednym kolorze, turkusowym. Ponieważ to monitor OLED, obraz powinien być wyraźny i widoczny nawet w dużym nasłonecznieniu.
Na dłuższe ścianki odtwarzacza trafiły złącza USB oraz słuchawkowe, przy którym dodatkowo zainstalowano niewielka diodę, w naszym przypadku w kolorze niebieskim.
W obudowie znalazł się jeszcze otwór do zamontowania smyczki. Tej jednak w zestawie nie ma. Niewielkie wymiary odtwarzacza osiągnięto m.in. dzięki zastosowaniu zintegrowanego akumulatora litowo-jonowego.
Zen Stone sprawia niezłe wrażenie, choć nie da się pozbyć myśli, prawdopodobnie dzięki kolorowi, że pochodzi z plastikowego świata "Barbie Girl". Cukierkowy, różowy kolor jest trudny do zaakceptowania dla mężczyzn, choć wśród pań może znaleźć amatorki ;). O wiele lepiej, dostojniej, mimo niewielkich wymiarów, prezentowała się wersja czarna, z którą mieliśmy okazję poznać się przy okazji modelu Zen Stone. Chętni mogą wybierać także inne kolory Zen Stone Plus, biały, zielony, niebieski i czerwony.
Po wyjęciu z opakowania odtwarzacz musi być naładowany przez 3 godziny.
Ekran to przydatny dodatek w odtwarzaczach muzycznych. Tym bardziej jest on pomocny, im więcej pamięci oferuje odtwarzacz. Dzięki niemu można łatwiej zorientować się, co znajduje się wewnątrz urządzenia, odciążając tym samym szare komórki. W przypadku poprzednika, modelu Zen Stone, co tęższe umysły mogły stawić czoło wyzwaniu zapamiętania pełnej listy zapisanych w odtwarzaczu nagrań, jednak wraz z powiększoną pamięcią Zen Stone Plus, zadanie to stało się trudniejsze.
Dostarczony do naszej redakcji odtwarzacz dostał różową obudowę w odcieniu typowym dla lalek Barbie. Prócz niego w pudełku jest niewiele: słuchawki (białe), to oczywiste, skompresowana w harmonijkę instrukcja oraz króciutki przewód USB, pełniący rolę przejściówki między standardowym złączem USB a miniaturową jego wersją wbudowaną w urządzenie. To kabelek raczej dla użytkowników laptopów i tych z amatorów stacjonarnych maszyn, którzy mają wyprowadzone popularne porty tuż pod rękę. W innym wypadku pozostanie albo korzystanie z innego przewodu, albo gimnastyka pod biurkiem.
Dziwi nieco brak w opakowaniu jakiegokolwiek oprogramowania. Jednak to dobre posunięcie ze strony producenta, zapowiadające prostą obsługę urządzenia metodą "przeciągnij i upuść" w dowolnym menedżerze plików. W takim wypadku dołączanie krążka z pełniącym te funkcje nawet najlepszym programem mija się z celem.
Po przyzwyczajeniu się do mało męskiego, różowego koloru obudowy (błękitnych nie było?! ;)) można bliżej przyjrzeć się sprzętowi odtwarzającemu. Tak jak Zen Stone, model Plus otrzymał obudowę z błyszczącego tworzywa. Całość jest niemal niezauważalnie większa od poprzednika i nieco cięższa. Stone Plus mierzy 55,6 mm na 35,3 mm na 12,8 mm i waży 21 gramów.
Tak samo jak poprzednik, odtwarzacz ma okrągły kontroler odpowiadający za przewijanie muzyki i zmianę głośności. Guzik odtwarzania oraz programowalny przycisk trafiły na jedną z krawędzi obłego urządzenia, na podłużny przełącznik.
Po lewej stronie kontrolera umieszczono okrągły ekran. Trak naprawdę jest on oczywiście prostokątny, jednak w tym wypadku pozbycie się agresywnych kątów okazało się jak najbardziej uzasadnione. Wyświetlacz dysponuje rozdzielczością 64 na 64 piksele i wyświetla grafikę i napisy tylko w jednym kolorze, turkusowym. Ponieważ to monitor OLED, obraz powinien być wyraźny i widoczny nawet w dużym nasłonecznieniu.
Na dłuższe ścianki odtwarzacza trafiły złącza USB oraz słuchawkowe, przy którym dodatkowo zainstalowano niewielka diodę, w naszym przypadku w kolorze niebieskim.
W obudowie znalazł się jeszcze otwór do zamontowania smyczki. Tej jednak w zestawie nie ma. Niewielkie wymiary odtwarzacza osiągnięto m.in. dzięki zastosowaniu zintegrowanego akumulatora litowo-jonowego.
Zen Stone sprawia niezłe wrażenie, choć nie da się pozbyć myśli, prawdopodobnie dzięki kolorowi, że pochodzi z plastikowego świata "Barbie Girl". Cukierkowy, różowy kolor jest trudny do zaakceptowania dla mężczyzn, choć wśród pań może znaleźć amatorki ;). O wiele lepiej, dostojniej, mimo niewielkich wymiarów, prezentowała się wersja czarna, z którą mieliśmy okazję poznać się przy okazji modelu Zen Stone. Chętni mogą wybierać także inne kolory Zen Stone Plus, biały, zielony, niebieski i czerwony.
Po wyjęciu z opakowania odtwarzacz musi być naładowany przez 3 godziny.
