Uniesienia MX Air, czyli Air Force One
Skoro oprogramowanie jest zainstalowane, a guziki odpowiednio zaprogramowane, czas sprawdzić mysz w działaniu. Najpierw na biurku. Podłużny kształt urządzenia powoduje, że po w miarę wygodnym jej uchwyceniu przed palcami wyłaniają się jeszcze 2-3 cm myszy. Generalnie mysz nieźle wpasowuje się w miejsce pod dłonią, ale wydaje się, że w swojej centralnej i tylnej części mogłaby być nieco szersza. Ma się bowiem wrażenie, że dłoń spływa z myszy, opierając się na jej krawędziach. Mimo wszystko trzymanie boczne jest niezłe.
Pozostające na powierzchni MX Air dwa palce, wskazujący i środkowy, naturalnie układają się na przyciskach. Jednocześnie dostęp do sensora udającego rolkę oraz do położonych na jego skrajach przycisków jest równie łatwy. Tu jednak pojawia się wada MX Air. Panel dotykowy wraz z wbudowanymi weń przyciskami okazuje się nieco nieergonomiczny. Nie chodzi o to, że brakuje tym elementom precyzji. Jednak w działanie to może się wkraść nieco przypadku. W sytuacji, w której użytkownik zdecyduje się wcisnąć górny lub dolny przycisk, a następnie jego palec powędruje do guzika po przeciwnej stronie sensora, nietrudno jest "zahaczyć" o "rolkę" i uruchomić ją. Można temu zapobiec przenosząc palec z guzika do guzika unosząc go nad panelem, jednak jest to mało wygodne.
Ciekawym rozwiązaniem jest wirtualna bezwładność rolki. Da się ją zauważyć zarówno na ekranie komputera, na którym dokument może przesuwać się długo po tym, kiedy rozpędzi się odpowiednio "kółko" myszy, ale i usłyszeć, bowiem podobnie jak w niektórych z odtwarzaczy multimedialnych, przesuwanie palcem po sensorze jest potwierdzane przez urządzenie odpowiednim dźwiękiem. Dźwiękowy efekt bezwładności można porównać do głosu, który wytwarzało zwalniające "koło fortuny", cykające oraz wolniej i wolniej.
Pozostałe przyciski znajdujące się na myszce raczej nie sprawdzają się w jej biurkowym zastosowaniu, bowiem wymagają odjęcia dłoni od urządzenia i raczej niewygodnej ekwilibrystyki. Te bardziej osiągalne wyraźnym kliknięciem informują o tym, że zadziałały.
Sprzęt działa precyzyjnie, reaguje na minimalne ruchy i jest zdolny do pracy na różnorakich powierzchniach. Dobrze radzi sobie nie tylko na podkładkach dla myszy, ale i na drewnie, tkaninach, kamieniu (kamienny parapet) czy metalowym biurku. Przy okazji tego ostatniego producent ostrzega, że może ono zakłócać komunikację myszy z odbiornikiem radiowym (2,4 GHz) umieszczonym w gnieździe USB. W naszych próbach takich kłopotów nie udało się zaobserwować nawet przy pracy z odległości kilku metrów.
Producent nie chwali się osiągami swojego laserowego sensora, jednak patrząc na to jak dobrze radzi sobie on na wielu różnych powierzchniach, nie ma się co czepiać ;).
Wąski kształt myszy oraz mniejszą dostępność niektórych przycisków można łatwo wytłumaczyć znając drugie z zastosowań MX Air, kiedy sprzęt ma pracować w powietrzu. Wtedy zbyt szerokie urządzenie mogłoby okazać się niewygodne.
Wzięcie myszy w dłoń i odejście od komputera pokazuje jak ciekawym i jak dojrzałym jednocześnie pomysłem jest zdalne sterowanie myszą za pomocą wbudowanych w nią sensorów. To co pierwsze zaskakuje w technologii Freespace wykorzystanej w MX Air jest to, jak łatwo jest się przyzwyczaić do nowego typu sterowania. Niemal od pierwszego podniesienia myszy umiejętności posługiwania się nią przychodzą same.
Logitech chwali się, że jego nowy produkt to efekt zastosowania trzech technologii, MEMS (Microelectromechanical Systems), układów DSP (Digital Signal Processing) oraz komunikacji radiowej. Ta trójca w zespole odpowiada za możliwość zdalnego sterowana myszą akcjami kursora oraz obsługą bardziej skomplikowanych funkcji.
Gdy mysz jest podrywana z biurka niewiele musi się zmienić na ekranie. Program sterujący pozwala wybrać inny wygląd kursora w czasie gdy mysz będzie znajdować się w powietrzu. Jednak ten nowy wskaźnik nie jest wcale bardziej wyraźny.
Błyskawicznie po jej uniesieniu sprzęt jest gotowy do pracy w nowej funkcji. Freespace to technologia na tyle inteligentna, że nie ma dla niej znaczenia w jakim położeniu znajduje się mysz w dłoni, by sterowanie kursorem było możliwe. Oczywiście dostęp do przycisków daje tylko standardowe ułożenie myszy, na podobieństwo pilota sprzętu RTV. Nic nie stoi na przeszkodzie by samo przesuwanie kursorem realizować myszą położoną w dłoni na boku czy wręcz odwróconą górą do dołu.
Najbardziej naturalnie i najwygodniej trzyma się mysz tak jak pilot zdalnego sterowania. Wtedy to pod kciuki trafiają dodatkowe przyciski, poza tymi, dostępnymi bez kłopotu już w czasie pracy sprzętu na biurku. Obsługa jest wygodna, kciukiem można sięgnąć do niemal wszystkich guzików i "rolki". Jedynym przyciskiem dostępnym z nieco większym trudem jest górny guzik nad sensorem dotykowym.
MX Air dobrze leży w dłoni. Nie da się wyczuć tendencji do wyślizgiwania się sprzętu z ręki.
Praca z myszą oddaloną od ekranu ma jednak wadę. By widzieć co też wskazuje się na monitorze, albo trzeba siedzieć odpowiednio blisko ekranu, co raczej zaprzecza idei bezprzewodowego zdalnie pracującego urządzenia, albo też dysponować większym wyświetlaczem. Od razu widać jak ciekawym narzędziem może być MX Air przy prowadzeniu prezentacji np. z użyciem projektora.
Ruchy wskaźnika uzyskuje się najwygodniej przez "celowanie" przodem urządzenia w ekran w miejsce, w którym ma się znaleźć strzałka systemu Windows, lewo, prawo, góra, dół (celowanie nie jest konieczne i równie dobrze można "strzelać" gdzie indziej). Reakcja systemu jest natychmiastowa, nie można zauważyć żadnych opóźnień, przez co praca z MX Air, gdyby nie nietypowy sposób trzymania urządzenia, nie odbiega od pracy ze zwykłą myszą.
Co jednak gdy wskaźnik rozminie się nieco ze wskazaniami myszy, przykładowo, strzałka oprze się już o brzeg ekranu, a ręka z myszą przesunie się jeszcze nieco poza ekran? Po powrocie dłoni przed wyświetlacz może okazać się, że mysz jest nieco rozkalibrowana. To żaden problem. Potrząśnięcie nią wywołuje akcję kalibracji. Po prostu, wskaźnik na kilka sekund przenoszony jest na środek kranu, a sterownik daje użytkownikowi szansę na przytrzymanie myszy wycelowanej w tę samą cześć ekranu. Chwilę później mysz ponownie jest skalibrowana i gotowa do pracy.
A co z precyzją wskazań? Jest wysoka. Łatwo jest przyzwyczaić się do nowego sposobu sterowania. Ikony pulpitu czy opcje programów łatwo jest "trafić", a jedynym problemem może być nauczenie się wykonywania podwójnego kliknięcia kciukiem. By zwiększyć trafność sterowania, MX Air potrafi podobno izolować i nie zwracać uwagi na ruchy wynikające przykładowo z przypadkowych poruszeń ręką. I rzeczywiście, ten swego rodzaju system stabilizacji funkcjonuje, a łatwo to zauważyć próbując delikatnie poruszać wskaźnikiem trzymając mysz w powietrzu. Kursor na te mini drgawki nie zareaguje.
Proste sterowanie wskaźnikiem to nie wszystko. MX Air umie też pracować z bardziej zaawansowanymi komendami ruchowymi. Pozwalają one na przełączanie plików muzycznych czy filmowych, zmianę głośności systemu czy powiększanie dokumentów. Szkoda jednak, że mysz nie może uczyć się nowych gestów. Pozwoliłoby to rozszerzyć raczej skromny katalog tego typu funkcji o nowe, umożliwiające przykładowo szybkie uruchamianie aplikacji.
Te dostępne obecnie to przykładowo ściszanie muzyki lub zmiana ścieżki dźwiękowej. W pierwszym z przypadków wciśnięciu przycisku na myszy towarzyszyć musi przesuwanie przodem myszy na boki lub w pionie (zależnie od wyboru). W przypadku zmiany nagrań, przy przyciśnięciu guzika uruchamiającego tę funkcję należy pokręcić przodem myszy, w prawo, dla zmiany w przód lub w lewo, dla zmiany w tył.
A co z graczami? Cóż... mysz w wersji noszonej może nie do końca dobrze sprawować się w roli zamiennika typowych peryferiów z biurka. Ze względu na charakter oferowanego przez siebie sterowania nie jest w stanie w pełni zastąpić zwykłych myszy. Wystarczy porównać możliwości obu urządzeń w grach typu FPP (First Person Perspective) przy poruszaniu myszą przykładowo na boki. W przypadku zwykłego urządzenia ruch ten można kontynuować po dojechaniu do skraju podkładki, przekładając mysz na wolne pole, tymczasem w przypadku MX Air "wrócić" się nie da. Nie można bowiem jej unieść nad podkładką, takiej bowiem nie ma.
W przypadku posługiwania się MX Air w trybie standardowym z graniem nie ma żadnych kłopotów.
Urządzenie działa bezprzewodowo i jest zasilane wbudowanym akumulatorem. Program współpracujący z myszą posiada zakładkę informującą o przewidywanym czasie pracy sprzętu, który po naładowaniu akumulatorów do pełna powinien wynosić - zdaniem producenta - około 5 dni (zapewne chodzi tu o dni pracy). To całkiem możliwe, bo po kilku godzinach dość intensywnego wykorzystywania myszy, w jej bateriach pozostawało niemal 80 proc. energii.
Mysz wyposażono w wyłącznik, który może pomóc nieco w oszczędzaniu zawartości akumulatorów. Zachowując odpowiedni reżim ładowania baterii za pomocą stojącej w pobliżu komputera ładowarki problem wyczerpującego się zasilania jest właściwie nieistotny. Ładowanie MX Air do pełna zajmuje około dwie godziny.
Poniżej kilka filmów pokazujących myszkę oraz to, w jaki sposób działa.
Skoro oprogramowanie jest zainstalowane, a guziki odpowiednio zaprogramowane, czas sprawdzić mysz w działaniu. Najpierw na biurku. Podłużny kształt urządzenia powoduje, że po w miarę wygodnym jej uchwyceniu przed palcami wyłaniają się jeszcze 2-3 cm myszy. Generalnie mysz nieźle wpasowuje się w miejsce pod dłonią, ale wydaje się, że w swojej centralnej i tylnej części mogłaby być nieco szersza. Ma się bowiem wrażenie, że dłoń spływa z myszy, opierając się na jej krawędziach. Mimo wszystko trzymanie boczne jest niezłe.
Pozostające na powierzchni MX Air dwa palce, wskazujący i środkowy, naturalnie układają się na przyciskach. Jednocześnie dostęp do sensora udającego rolkę oraz do położonych na jego skrajach przycisków jest równie łatwy. Tu jednak pojawia się wada MX Air. Panel dotykowy wraz z wbudowanymi weń przyciskami okazuje się nieco nieergonomiczny. Nie chodzi o to, że brakuje tym elementom precyzji. Jednak w działanie to może się wkraść nieco przypadku. W sytuacji, w której użytkownik zdecyduje się wcisnąć górny lub dolny przycisk, a następnie jego palec powędruje do guzika po przeciwnej stronie sensora, nietrudno jest "zahaczyć" o "rolkę" i uruchomić ją. Można temu zapobiec przenosząc palec z guzika do guzika unosząc go nad panelem, jednak jest to mało wygodne.
Ciekawym rozwiązaniem jest wirtualna bezwładność rolki. Da się ją zauważyć zarówno na ekranie komputera, na którym dokument może przesuwać się długo po tym, kiedy rozpędzi się odpowiednio "kółko" myszy, ale i usłyszeć, bowiem podobnie jak w niektórych z odtwarzaczy multimedialnych, przesuwanie palcem po sensorze jest potwierdzane przez urządzenie odpowiednim dźwiękiem. Dźwiękowy efekt bezwładności można porównać do głosu, który wytwarzało zwalniające "koło fortuny", cykające oraz wolniej i wolniej.
Pozostałe przyciski znajdujące się na myszce raczej nie sprawdzają się w jej biurkowym zastosowaniu, bowiem wymagają odjęcia dłoni od urządzenia i raczej niewygodnej ekwilibrystyki. Te bardziej osiągalne wyraźnym kliknięciem informują o tym, że zadziałały.
Sprzęt działa precyzyjnie, reaguje na minimalne ruchy i jest zdolny do pracy na różnorakich powierzchniach. Dobrze radzi sobie nie tylko na podkładkach dla myszy, ale i na drewnie, tkaninach, kamieniu (kamienny parapet) czy metalowym biurku. Przy okazji tego ostatniego producent ostrzega, że może ono zakłócać komunikację myszy z odbiornikiem radiowym (2,4 GHz) umieszczonym w gnieździe USB. W naszych próbach takich kłopotów nie udało się zaobserwować nawet przy pracy z odległości kilku metrów.
Producent nie chwali się osiągami swojego laserowego sensora, jednak patrząc na to jak dobrze radzi sobie on na wielu różnych powierzchniach, nie ma się co czepiać ;).
Wąski kształt myszy oraz mniejszą dostępność niektórych przycisków można łatwo wytłumaczyć znając drugie z zastosowań MX Air, kiedy sprzęt ma pracować w powietrzu. Wtedy zbyt szerokie urządzenie mogłoby okazać się niewygodne.
Wzięcie myszy w dłoń i odejście od komputera pokazuje jak ciekawym i jak dojrzałym jednocześnie pomysłem jest zdalne sterowanie myszą za pomocą wbudowanych w nią sensorów. To co pierwsze zaskakuje w technologii Freespace wykorzystanej w MX Air jest to, jak łatwo jest się przyzwyczaić do nowego typu sterowania. Niemal od pierwszego podniesienia myszy umiejętności posługiwania się nią przychodzą same.
Logitech chwali się, że jego nowy produkt to efekt zastosowania trzech technologii, MEMS (Microelectromechanical Systems), układów DSP (Digital Signal Processing) oraz komunikacji radiowej. Ta trójca w zespole odpowiada za możliwość zdalnego sterowana myszą akcjami kursora oraz obsługą bardziej skomplikowanych funkcji.
Gdy mysz jest podrywana z biurka niewiele musi się zmienić na ekranie. Program sterujący pozwala wybrać inny wygląd kursora w czasie gdy mysz będzie znajdować się w powietrzu. Jednak ten nowy wskaźnik nie jest wcale bardziej wyraźny.
Błyskawicznie po jej uniesieniu sprzęt jest gotowy do pracy w nowej funkcji. Freespace to technologia na tyle inteligentna, że nie ma dla niej znaczenia w jakim położeniu znajduje się mysz w dłoni, by sterowanie kursorem było możliwe. Oczywiście dostęp do przycisków daje tylko standardowe ułożenie myszy, na podobieństwo pilota sprzętu RTV. Nic nie stoi na przeszkodzie by samo przesuwanie kursorem realizować myszą położoną w dłoni na boku czy wręcz odwróconą górą do dołu.
Najbardziej naturalnie i najwygodniej trzyma się mysz tak jak pilot zdalnego sterowania. Wtedy to pod kciuki trafiają dodatkowe przyciski, poza tymi, dostępnymi bez kłopotu już w czasie pracy sprzętu na biurku. Obsługa jest wygodna, kciukiem można sięgnąć do niemal wszystkich guzików i "rolki". Jedynym przyciskiem dostępnym z nieco większym trudem jest górny guzik nad sensorem dotykowym.
MX Air dobrze leży w dłoni. Nie da się wyczuć tendencji do wyślizgiwania się sprzętu z ręki.
Praca z myszą oddaloną od ekranu ma jednak wadę. By widzieć co też wskazuje się na monitorze, albo trzeba siedzieć odpowiednio blisko ekranu, co raczej zaprzecza idei bezprzewodowego zdalnie pracującego urządzenia, albo też dysponować większym wyświetlaczem. Od razu widać jak ciekawym narzędziem może być MX Air przy prowadzeniu prezentacji np. z użyciem projektora.
Ruchy wskaźnika uzyskuje się najwygodniej przez "celowanie" przodem urządzenia w ekran w miejsce, w którym ma się znaleźć strzałka systemu Windows, lewo, prawo, góra, dół (celowanie nie jest konieczne i równie dobrze można "strzelać" gdzie indziej). Reakcja systemu jest natychmiastowa, nie można zauważyć żadnych opóźnień, przez co praca z MX Air, gdyby nie nietypowy sposób trzymania urządzenia, nie odbiega od pracy ze zwykłą myszą.
Co jednak gdy wskaźnik rozminie się nieco ze wskazaniami myszy, przykładowo, strzałka oprze się już o brzeg ekranu, a ręka z myszą przesunie się jeszcze nieco poza ekran? Po powrocie dłoni przed wyświetlacz może okazać się, że mysz jest nieco rozkalibrowana. To żaden problem. Potrząśnięcie nią wywołuje akcję kalibracji. Po prostu, wskaźnik na kilka sekund przenoszony jest na środek kranu, a sterownik daje użytkownikowi szansę na przytrzymanie myszy wycelowanej w tę samą cześć ekranu. Chwilę później mysz ponownie jest skalibrowana i gotowa do pracy.
A co z precyzją wskazań? Jest wysoka. Łatwo jest przyzwyczaić się do nowego sposobu sterowania. Ikony pulpitu czy opcje programów łatwo jest "trafić", a jedynym problemem może być nauczenie się wykonywania podwójnego kliknięcia kciukiem. By zwiększyć trafność sterowania, MX Air potrafi podobno izolować i nie zwracać uwagi na ruchy wynikające przykładowo z przypadkowych poruszeń ręką. I rzeczywiście, ten swego rodzaju system stabilizacji funkcjonuje, a łatwo to zauważyć próbując delikatnie poruszać wskaźnikiem trzymając mysz w powietrzu. Kursor na te mini drgawki nie zareaguje.
Proste sterowanie wskaźnikiem to nie wszystko. MX Air umie też pracować z bardziej zaawansowanymi komendami ruchowymi. Pozwalają one na przełączanie plików muzycznych czy filmowych, zmianę głośności systemu czy powiększanie dokumentów. Szkoda jednak, że mysz nie może uczyć się nowych gestów. Pozwoliłoby to rozszerzyć raczej skromny katalog tego typu funkcji o nowe, umożliwiające przykładowo szybkie uruchamianie aplikacji.
Te dostępne obecnie to przykładowo ściszanie muzyki lub zmiana ścieżki dźwiękowej. W pierwszym z przypadków wciśnięciu przycisku na myszy towarzyszyć musi przesuwanie przodem myszy na boki lub w pionie (zależnie od wyboru). W przypadku zmiany nagrań, przy przyciśnięciu guzika uruchamiającego tę funkcję należy pokręcić przodem myszy, w prawo, dla zmiany w przód lub w lewo, dla zmiany w tył.
A co z graczami? Cóż... mysz w wersji noszonej może nie do końca dobrze sprawować się w roli zamiennika typowych peryferiów z biurka. Ze względu na charakter oferowanego przez siebie sterowania nie jest w stanie w pełni zastąpić zwykłych myszy. Wystarczy porównać możliwości obu urządzeń w grach typu FPP (First Person Perspective) przy poruszaniu myszą przykładowo na boki. W przypadku zwykłego urządzenia ruch ten można kontynuować po dojechaniu do skraju podkładki, przekładając mysz na wolne pole, tymczasem w przypadku MX Air "wrócić" się nie da. Nie można bowiem jej unieść nad podkładką, takiej bowiem nie ma.
W przypadku posługiwania się MX Air w trybie standardowym z graniem nie ma żadnych kłopotów.
Urządzenie działa bezprzewodowo i jest zasilane wbudowanym akumulatorem. Program współpracujący z myszą posiada zakładkę informującą o przewidywanym czasie pracy sprzętu, który po naładowaniu akumulatorów do pełna powinien wynosić - zdaniem producenta - około 5 dni (zapewne chodzi tu o dni pracy). To całkiem możliwe, bo po kilku godzinach dość intensywnego wykorzystywania myszy, w jej bateriach pozostawało niemal 80 proc. energii.
Mysz wyposażono w wyłącznik, który może pomóc nieco w oszczędzaniu zawartości akumulatorów. Zachowując odpowiedni reżim ładowania baterii za pomocą stojącej w pobliżu komputera ładowarki problem wyczerpującego się zasilania jest właściwie nieistotny. Ładowanie MX Air do pełna zajmuje około dwie godziny.
Poniżej kilka filmów pokazujących myszkę oraz to, w jaki sposób działa.
