Z tyłu Zippo, z przodu politura
Opakowanie Vanquish R Touch nie jest skromnym pudełkiem z zerową ilością dodatków. Odtwarzaczowi towarzyszy płyta z oprogramowaniem, słuchawki, przewód USB, instrukcja (także w języku polskim), firmowa smyczka, przewód USB oraz ładowarka do umieszczeniu w gniazdku elektrycznym. Samo opakowanie najlepszego wrażenia nie sprawia, jednak znaleziony w nim zestaw, więcej niż przeciętny, szybko zaciera to wrażenie.
Skoro wiadomo już, że odtwarzacz nie grzeszy liczbą przycisków, zobaczmy co daje w zamian.
Front urządzenia to przede wszystkim miejsce dla 2,4-calowego wyświetlacza LCD, który zajmuje około dwie trzecie błyszczącego panelu. Obok, w kolistej części dotykowego interfejsu, producent umieścił swoje logo. Boczny panel to miejsce na sześć dotykowych pól, zastępujących w Pentagramie typowe przyciski. O tym, że tam się znajdują, świadczyć mogą jedynie widoczne w błyszczącym panelu symbole, które po włączeniu odtwarzacza są podświetlane. To ta część urządzenia odpowiada za sterowanie najważniejszymi funkcjami sprzętu, często zmieniającymi się zależnie od obsługiwanej przez urządzenie funkcji.
W kolistym polu zamieszczono przyciski kierunkowe. Poza nim znalazły się jeszcze dwa.
Vanquish R Touch nie jest zupełnie pozbawiony standardowych guzików. Te, które mają bardziej typową formę wywędrowały jednak na brzeg odtwarzacza. Znalazł się tam suwak odłączający zasilanie oraz przycisk włącznika, pełniący też rolę m.in. guzika zabezpieczającego interfejs przed przypadkowym wybraniem którejś z funkcji.
Brzegi niespełna centymetrowej grubości odtwarzacza PMP to także miejsce na pozostałe "atrakcje" konstrukcji. Znalazł się tam interfejs USB, typowe złącze słuchawkowe, otwór mikrofonu oraz ucho na smycz. Jeden z dłuższych boków odtwarzacza zajęło gniazdo dla kart pamięci typu microSD. Ten ostatni dodatek pozwala rozszerzyć pamięć urządzenia, jeśli pamięci flash wewnątrz Vanquisha zabraknie. W systemie pamięć wewnętrzna i ta z karty widoczne są jako dwa oddzielne napędy.
Plecy urządzenia oraz wspomniane już boki to części wykonane z chromowanej blaszki. Przypomina to nieco tył iPoda, jednak pomylić się raczej nie można ;). Wygląda ona świetnie, jednak tak samo jak przedni plastikowy panel ma jedną wielką wadę – bardzo się brudzi. Nietrudno jest w kilka chwil zamienić błyszczący gadżet w pełen odcisków palców i "mazajów" drobiazg.
Na tyle znalazła się także wygrawerowana informacja na temat pojemności pamięci odtwarzacza, w tym wypadku 1 GB (zdaniem instrukcji model może mieć od 128 MB do 2 GB, jednak w informacji na stronach firmy można znaleźć dane na temat modeli 1 GB, 2 GB i 4 GB) oraz logo producenta z hasłem "The Perfect Simplicity" (perfekcyjna prostota). Czy rzeczywiście jest tak perfekcyjnie i tak prosto, zobaczymy już za chwilę. Tymczasem zerknijmy na krążek CD.
Opakowanie Vanquish R Touch nie jest skromnym pudełkiem z zerową ilością dodatków. Odtwarzaczowi towarzyszy płyta z oprogramowaniem, słuchawki, przewód USB, instrukcja (także w języku polskim), firmowa smyczka, przewód USB oraz ładowarka do umieszczeniu w gniazdku elektrycznym. Samo opakowanie najlepszego wrażenia nie sprawia, jednak znaleziony w nim zestaw, więcej niż przeciętny, szybko zaciera to wrażenie.
Skoro wiadomo już, że odtwarzacz nie grzeszy liczbą przycisków, zobaczmy co daje w zamian.
Front urządzenia to przede wszystkim miejsce dla 2,4-calowego wyświetlacza LCD, który zajmuje około dwie trzecie błyszczącego panelu. Obok, w kolistej części dotykowego interfejsu, producent umieścił swoje logo. Boczny panel to miejsce na sześć dotykowych pól, zastępujących w Pentagramie typowe przyciski. O tym, że tam się znajdują, świadczyć mogą jedynie widoczne w błyszczącym panelu symbole, które po włączeniu odtwarzacza są podświetlane. To ta część urządzenia odpowiada za sterowanie najważniejszymi funkcjami sprzętu, często zmieniającymi się zależnie od obsługiwanej przez urządzenie funkcji.
W kolistym polu zamieszczono przyciski kierunkowe. Poza nim znalazły się jeszcze dwa.
Vanquish R Touch nie jest zupełnie pozbawiony standardowych guzików. Te, które mają bardziej typową formę wywędrowały jednak na brzeg odtwarzacza. Znalazł się tam suwak odłączający zasilanie oraz przycisk włącznika, pełniący też rolę m.in. guzika zabezpieczającego interfejs przed przypadkowym wybraniem którejś z funkcji.
Brzegi niespełna centymetrowej grubości odtwarzacza PMP to także miejsce na pozostałe "atrakcje" konstrukcji. Znalazł się tam interfejs USB, typowe złącze słuchawkowe, otwór mikrofonu oraz ucho na smycz. Jeden z dłuższych boków odtwarzacza zajęło gniazdo dla kart pamięci typu microSD. Ten ostatni dodatek pozwala rozszerzyć pamięć urządzenia, jeśli pamięci flash wewnątrz Vanquisha zabraknie. W systemie pamięć wewnętrzna i ta z karty widoczne są jako dwa oddzielne napędy.
Plecy urządzenia oraz wspomniane już boki to części wykonane z chromowanej blaszki. Przypomina to nieco tył iPoda, jednak pomylić się raczej nie można ;). Wygląda ona świetnie, jednak tak samo jak przedni plastikowy panel ma jedną wielką wadę – bardzo się brudzi. Nietrudno jest w kilka chwil zamienić błyszczący gadżet w pełen odcisków palców i "mazajów" drobiazg.
Na tyle znalazła się także wygrawerowana informacja na temat pojemności pamięci odtwarzacza, w tym wypadku 1 GB (zdaniem instrukcji model może mieć od 128 MB do 2 GB, jednak w informacji na stronach firmy można znaleźć dane na temat modeli 1 GB, 2 GB i 4 GB) oraz logo producenta z hasłem "The Perfect Simplicity" (perfekcyjna prostota). Czy rzeczywiście jest tak perfekcyjnie i tak prosto, zobaczymy już za chwilę. Tymczasem zerknijmy na krążek CD.
