Obły i nietypowo opakowany
Opakowanie Zen Stone nie jest typowe. Producent nadał mu kształt albumu, którego poszczególne strony umieszczone są na drucianej sprężynce. To w nim znajdziemy płytę CD, sam odtwarzacz, słuchawki, karłowatych rozmiarów kabelek USB oraz pięć ilustracji prezentujących wersje kolorystyczne urządzenia na tle kolorowych owoców. To elegancki dodatek, jednak dla większości odbiorców zupełnie zbędny.
Zen Stone mierzy 53,7 mm na 35,3 mm na 12,8 mm i waży 18,5 grama. To nieco większe wartości niż w przypadku konkurenta z Apple. Jednak forma mieszcząca się w tych wymiarach jest bardzo atrakcyjna. Nieprzypadkowo urządzenie nazwano Stone. Wygląda ono dokładnie tak, jak powinien wyglądać kamień, którego amatorzy "puszczania kaczek" poszukują na brzegach zbiorników wodnych. Jedynym zakłóceniem wysmakowanych kształtów są dwa gniazda, konieczne jednak do sprawnego wykorzystywania sprzętu. Pierwsze to złącze dla słuchawek, a drugie to miejsce dla interfejsu USB 2.0 (mini USB).
Front urządzenia zajmuje okrągły panel sterujący, na którym udało się zgromadzić większość najbardziej potrzebnych odtwarzaczowi przycisków. Odpowiadają one za uruchamianie urządzenia, włączanie odtwarzania, przewijanie nagrań oraz przechodzenie pomiędzy poszczególnymi nagraniami. Zaoferowany przez Creative interfejs jest prosty, co szczególnie nabiera wagi w chwili, gdy w urządzeniu brakuje ekranu LCD.
Prócz sterowania, przód urządzenia to miejsce dla kolorowej diody. W czasie pracy odtwarzacza świeci się ona barwą zieloną, w czasie ładowania wbudowanego akumulatora, lampka pali się na pomarańczowo, pulsując z różnym tempem w zależności od poziomu naładowania.
Tył urządzenia jest nudny. Gładki i błyszczący, mieści jedynie ucho na sznurek, na którym odtwarzacz można zawiesić sobie np. na szyi. Niestety w opakowaniu próżno szukać tego dodatku i użytkownik musi go sobie "zorganizować" we własnym zakresie.
Jak już wspominaliśmy, na bokach odtwarzacza znalazły się, zaburzające nieco obłą formę, dwa gniazda z interfejsami połączeniowymi. Prócz nich, Zen Stone otrzymał przesuwany przełącznik, który spełnia wyjątkowo ważną rolę. Jego trzy położenia umożliwiają sterowanie różnymi trybami odtwarzania.
Uwagę zwraca dodany do odtwarzacza kabelek USB. Nie jest to przewód, który pozwoli na łatwe podłączenie urządzenia do portów USB na tyle komputera. Tym jednak, którzy korzystają z maszyn przenośnych lub z komputerów stacjonarnych, których obudowy oferują łatwo dostępne interfejsy uniwersalnej magistrali szeregowej na przednim panelu, powinien się spodobać. Długość kabelka, niecałe 10 centymetrów, skutecznie zapobiegnie jakiejkolwiek możliwości zawiązania się go w supeł ;).
Opakowanie Zen Stone nie jest typowe. Producent nadał mu kształt albumu, którego poszczególne strony umieszczone są na drucianej sprężynce. To w nim znajdziemy płytę CD, sam odtwarzacz, słuchawki, karłowatych rozmiarów kabelek USB oraz pięć ilustracji prezentujących wersje kolorystyczne urządzenia na tle kolorowych owoców. To elegancki dodatek, jednak dla większości odbiorców zupełnie zbędny.
Zen Stone mierzy 53,7 mm na 35,3 mm na 12,8 mm i waży 18,5 grama. To nieco większe wartości niż w przypadku konkurenta z Apple. Jednak forma mieszcząca się w tych wymiarach jest bardzo atrakcyjna. Nieprzypadkowo urządzenie nazwano Stone. Wygląda ono dokładnie tak, jak powinien wyglądać kamień, którego amatorzy "puszczania kaczek" poszukują na brzegach zbiorników wodnych. Jedynym zakłóceniem wysmakowanych kształtów są dwa gniazda, konieczne jednak do sprawnego wykorzystywania sprzętu. Pierwsze to złącze dla słuchawek, a drugie to miejsce dla interfejsu USB 2.0 (mini USB).
Front urządzenia zajmuje okrągły panel sterujący, na którym udało się zgromadzić większość najbardziej potrzebnych odtwarzaczowi przycisków. Odpowiadają one za uruchamianie urządzenia, włączanie odtwarzania, przewijanie nagrań oraz przechodzenie pomiędzy poszczególnymi nagraniami. Zaoferowany przez Creative interfejs jest prosty, co szczególnie nabiera wagi w chwili, gdy w urządzeniu brakuje ekranu LCD.
Prócz sterowania, przód urządzenia to miejsce dla kolorowej diody. W czasie pracy odtwarzacza świeci się ona barwą zieloną, w czasie ładowania wbudowanego akumulatora, lampka pali się na pomarańczowo, pulsując z różnym tempem w zależności od poziomu naładowania.
Tył urządzenia jest nudny. Gładki i błyszczący, mieści jedynie ucho na sznurek, na którym odtwarzacz można zawiesić sobie np. na szyi. Niestety w opakowaniu próżno szukać tego dodatku i użytkownik musi go sobie "zorganizować" we własnym zakresie.
Jak już wspominaliśmy, na bokach odtwarzacza znalazły się, zaburzające nieco obłą formę, dwa gniazda z interfejsami połączeniowymi. Prócz nich, Zen Stone otrzymał przesuwany przełącznik, który spełnia wyjątkowo ważną rolę. Jego trzy położenia umożliwiają sterowanie różnymi trybami odtwarzania.
Uwagę zwraca dodany do odtwarzacza kabelek USB. Nie jest to przewód, który pozwoli na łatwe podłączenie urządzenia do portów USB na tyle komputera. Tym jednak, którzy korzystają z maszyn przenośnych lub z komputerów stacjonarnych, których obudowy oferują łatwo dostępne interfejsy uniwersalnej magistrali szeregowej na przednim panelu, powinien się spodobać. Długość kabelka, niecałe 10 centymetrów, skutecznie zapobiegnie jakiejkolwiek możliwości zawiązania się go w supeł ;).
