artykuły

Bellwood BMP 151 - proste MP3 z OLED

40
13 marca 2007, 12:45 Piotr Bulski
Małemu czarnemu brakuje urody

Odtwarzacz na pierwszy rzut oka nie prezentuje się rewelacyjnie. Kształty niczym z futurystycznych filmów lat osiemdziesiątych minionego wieku nawet po kilku kolejnych spojrzeniach nie wydają się milsze oku. Obudowa wykonana z matowego, czarnego plastiku pozwala na pewny uchwyt urządzenia. Sterowanie ośmioma przyciskami wymaga jednak użycia obu rąk. Bardziej wprawne osoby szybko będą w stanie nauczyć się, jak sterować tym gadżetem w kieszeni, bez konieczności spoglądania na Bellwooda. Pomocne tu okażą się dobrze rozpoznawalne przyciski o wyraźnym skoku, których ruch nie pozostawia wątpliwości, czy dana funkcja została wybrana.

Przedni panel odtwarzacza mieści niewielki, dwukolorowy ekran OLED oraz największy z przycisków, kwadratowy guzik odtwarzania, odpowiadający za uruchamianie urządzenia. Zastosowanie dwukolorowego ekranu to praktycznie maksimum tego, co wymagać można od sprzętu, którego zadaniem jest wyłącznie odtwarzanie muzyki. Turkusowo-żółty ekran jest wystarczająco wyraźny, by służyć swymi informacjami w słoneczne dni i jednocześnie wygląda dużo lepiej od tradycyjnych jednokolorowych wyświetlaczy LCD, w tym tych wyposażonych w kolorowe podświetlenie.



Oba dłuższe boki BMP 151 to miejsce dla przycisków sterujących głośnością, przemieszczaniem się między poszczególnymi nagraniami, dających dostęp do menu sprzętu oraz odpowiadających za nagrywanie. Także na boki trafiło gniazdo słuchawkowe oraz otwór wbudowanego mikrofonu. Gadżetowi nie zabrakło "hold", suwaka wstrzymującego działanie innych przycisków.





Krótsze ze ścianek odtwarzacza to miejsce z jednej strony na interfejs USB (gniazdo typu mini) oraz ucho do przyczepienia sznurka słuchawek. Konieczność zastosowania zasilania z baterii AAA sprawiła, że na "plecach" urządzenia wyrósł plastikowy garb. Bez niego prezencja modelu byłaby efektowniejsza, jednak stosowanie tak popularnego źródła energii ma też swoje zalety, bo użytkownik nie jest uzależniony od ładowania urządzenia z portu USB. Kształty gadżetu nie są na tyle ekstrawaganckie, by utrudniały przenoszenie go w kieszeni spodni.



Być może odtwarzacz nie wygląda atrakcyjnie dla oka. Jednak nie to jest jego zadaniem. Gumowata, dająca wrażenie odpornej na wstrząsy obudowa "nie straszy" użytkownika możliwością pęknięcia przy najlżejszym upadku. Niełatwo ją też zarysować. Dodatkowo, jest idealnie spasowana, niczym ulana w jeden element. Nawet folia zabezpieczająca szkło wyświetlacza jest dopasowana do ekranu. By korzystać z gadżetu nie trzeba jej usuwać.

3