Nieudany overclocking
Mniejszy wymiar technologiczny kojarzy się zaawansowanym użytkownikom ze zwiększonymi możliwościami przetaktowywania. Jednak w przypadku pierwszych egzemplarzy "Brisbane" już spojrzenie na wartość napięcia zasilającego, wyższą o 50 mV od tak samo taktowanego 90-nanometrowego układu informuje, że na sukcesy overclockerskie nie bardzo można liczyć. I rzeczywiście, maksimum przyspieszenia, przy jakim układ pracował stabilnie, wyniosło zaledwie około dziesięciu procent.
Pod względem wydajności 65-nanometrowy "Brisbane" odniósł niezbyt dotkliwą, ale jednak porażkę, do overclockingu również nie bardzo się nadaje. Czy ma więc jakiekolwiek zalety z punktu widzenia użytkownika? Jednym z oczekiwań wobec mniejszego wymiaru technologicznego jest mniejszy pobór mocy i mniejsze wymagania termiczne. Pod tym względem "Brisbane" pozytywnie zaskakuje. Popatrzmy zresztą na pobór mocy przez zminimalizowany zestaw testowy.

W stanie bezczynności (pulpit Windows) "Brisbane" pobiera o 5,5 W mocy mniej niż "Windsor". Ale w tym stanie obydwa procesory pobierają niewiele. Popatrzmy, jak to wygląda pod obciążeniem.

Przy obciążeniu przez dość energochłonny Cinebench, "Brisbane" pokazuje się z najlepszej strony, pobierając o 14 watów mniej niż "Windsor", pomimo wyższego (!) napięcia zasilania. Warto tu zaznaczyć, że obydwa testowane procesory reprezentują wersje energooszczędne (SFF/Energy Efficient) - w skali ich poboru mocy czternastowatowa różnica to prawdziwa przepaść!
