Muzyka, zdjęcia, filmy i pliki
Obsługiwane przez sprzęt pliki to zbiory WMA i MP3 (32-320 Kb/s), obrazy JPEG, TIFF, PNG, BMP i GIF oraz filmy, konwertowane pliki AVI, MPEG-4, MPEG-2 i MPEG-1, ASF, MOV i WMV. Wprowadzanie niektórych wymaga konwertowania ich na kompatybilne z odtwarzaczem zbiory. Do tego zadania wymagane jest zastosowanie dostarczanego ze sprzętem oprogramowania. I teraz nieco o nim właśnie.

Program Sansa Media Converter umożliwia przeniesienie zbiorów graficznych i filmowych do odtwarzacza w formie akceptowanej przez urządzenie. To nie jedyny program dostępny na załączonej w opakowaniu odtwarzacza płycie. Poza tą istotną aplikacją znaleźć można na niej instalator odtwarzacza Windows Media Player oraz QuickTime.


W oknie głównym aplikacji do dyspozycji mamy panel, do którego dzięki metodzie drag&drop można przeciągać pliki graficzne i filmy. Po podłączeniu odtwarzacza, aplikacja dobiera odpowiedni do wykrytego urządzenia format konwersji zbiorów, a po jej dokonaniu automatycznie przenosi pliki do pamięci odtwarzacza. Okno aplikacji pozwala dowiedzieć się, jak wiele wolnej pamięci znajduje się w e270. Możliwe jest też tu podejrzenie kierowanych do Sansy plików.

O ile konwersja plików graficznych, nawet tych o dużych rozdzielczościach nie zajmuje wiele czasu (są one konwertowane na zbiory BMP o maksymalnych wymiarach 176 na 220 pikseli i przenoszone do e270 razem z odpowiadającymi im miniaturami, także w formacie BMP), to na przerobienie typowego jednopłytowego filmu pobranego z sieci potrzeba więcej czasu.

Nasz testowy zbiór zajmujący niemal równe 700 MB aplikacja konwertowała 44,5 minuty (komputer z procesorem Pentium 4 2,4 GHz, 256 MB RAM). Pliki filmowe zapisywane są w pamięci e270 w zbiorach MOV. Ciekawe jest, że konwersja pliku filmowego 700 MB zamieniła pojedynczy film na kilkanaście zbiorów. W naszym wypadku było to w pierwszej próbie 12 plików zajmujących w sumie 885 MB (w drugim teście konwersja innego 700-megabajtowego filmu zajęła odtwarzaczowi 41 minut, tym razem nagranie zostało podzielone na 10 nierównej wielkości plików, zajmujących w sumie 995 MB). To spore objętości, zważywszy, że wyjściowe zbiory charakteryzowały się niewielką rozdzielczością, szybkością odtwarzania na poziomie 15 klatek na sekundę i dźwiękiem stereo 11,025 KHz. Na szczęście 6 GB wbudowanej pamięci radzi sobie z przechowywaniem tak nieoszczędnie kompresowanych filmów (filmy nie są zapisywane na karcie microSD, rozpoznawanej przez komputer jako dodatkowy napęd).

Niestety aplikacja służąca konwertowaniu zbiorów filmowych nie zaoferowała wyboru różnych poziomów konwersji, przez co użytkownik został skazany na jedno, oferowane przez SanDisk rozwiązanie.
Warto zauważyć, że przy oglądaniu filmów wymagane jest obrócenia odtwarzacza o 90o. Tłumaczy to, dlaczego ekran odtwarzacza (w standardowym położeniu) oferuje dużo większe kąty widzenia w pionie, a nie w poziomie. Jakość wyświetlacza określić można na dobrą. Jego jasność można dobierać w szerokim zakresie, a prezentowane kolory wyglądają żywo.
Podczas oglądania filmów zauważyliśmy, że opcje pozwalające na przewijanie mini filmów nie zawsze funkcjonują poprawnie. Niektóre pliki na tyle obciążają odtwarzacz, że ten nie reaguje, bądź reaguje z dużym opóźnieniem na wciskane przyciski.

Pliki dźwiękowe mogą być przenoszone do odtwarzacza w dowolne miejsce jego pamięci, jako wolne zbiory lub w folderach. W każdym z przypadków Sansa zorientuje się, że w jej pamięci znajduje się nowa muzyka.

Podczas odtwarzania zbiorów dźwiękowych, na ekranie prezentowany jest pasek postępu oraz dwa czasomierze. Jeden odlicza czas odtwarzania, drugi zaś pokazuje czas pozostały do zakończenia pliku. Naciśnięcie środkowego przycisku ujawnia na ekranie nowe gadżety. Jednym z nich jest animowany equalizer oraz okienko wskazujące, jaki to plik znajduje się następny w kolejce odtwarzania. Jeśli razem z plikiem muzycznym do odtwarzacza trafił plik graficzny z okładką płyty, obrazek ten zostanie w momencie odtwarzania pokazany na ekranie.


Otwierane podczas odtwarzania menu daje dostęp do ustawień odpowiedzialnych za nastawianie equalizera czy kolejność odgrywania nagrań. To dzięki niemu można dostać się z powrotem do listy utworów, wejść do panelu oceniania plików (przydatne przy tworzeniu list odtwarzania najwyżej ocenianych zbiorów) oraz do opcji przewijania.

Dziwić może nieco zaprojektowanie tak skomplikowanego dostępu do często wykorzystywanej w odtwarzaczach funkcji przewijania zbiorów. Szkoda to tym większa, że na przednim panelu odtwarzacza znajduje się wystarczająco wiele przycisków, by można było tę opcję zaprogramować w wygodniejszy sposób.
Ciekawym rozwiązaniem jest w e270 ograniczenie głośności odtwarzacza. To coś dla tych, którzy mogą nie pamiętać o oszczędzaniu swego słuchu. Opcja "Volume" pozwala na ograniczenie maksymalnej głośności odtwarzania plików. Dla amatorów mocnego uderzenia pozostawiono nadal możliwość zdjęcia tego elektronicznego "kagańca". W obu ustawieniach możliwa do uzyskania maksymalna głośność jest na tyle duża, by sprawować się nieźle w miejskich środkach komunikacji ;).
Odtwarzanie dowolnych plików multimedialnych nie miałoby sensu, gdyby nie dołączone słuchawki. Te sprzedawane razem z e270 są niezłej jakości. Elegancko wykonane, czarne, nie pełnią w Europie typowej dla odtwarzaczy z wbudowanym radiem funkcji anteny. Są lekkie i dobrze leżą w uszach. Z kolei krótka wtyczka nieznacznie tylko zmienia długość samego odtwarzacza.
A co z brzmieniem? Czwórka. Słuchawki poprawnie radzą sobie z basami. W dynamicznej muzyce dyskotekowej uderzenia potrafią być naprawdę głębokie. Wysokie tony nie gryzą w uszy. Brzmienie nie jest płaskie, nie ma wrażenia, że dźwięki zlewają się w jedną masę. Jak zwykle jednak w przypadku słuchawek, dostarczenie odtwarzaczowi profesjonalnego sprzętu potrafi zdziałać niemal cuda zasługujące na cztery z plusem.

Chcący poprawić brzmienie Sansy mogą skorzystać z dostępnych ustawień equalizera. Jedno z jedenastu nastawień powinno przypaść do gustu, tym bardziej, że ostatnim jest charakterystyka, którą może nastawić sam użytkownik (pięć suwaków).

Obsługiwane przez sprzęt pliki to zbiory WMA i MP3 (32-320 Kb/s), obrazy JPEG, TIFF, PNG, BMP i GIF oraz filmy, konwertowane pliki AVI, MPEG-4, MPEG-2 i MPEG-1, ASF, MOV i WMV. Wprowadzanie niektórych wymaga konwertowania ich na kompatybilne z odtwarzaczem zbiory. Do tego zadania wymagane jest zastosowanie dostarczanego ze sprzętem oprogramowania. I teraz nieco o nim właśnie.

Program Sansa Media Converter umożliwia przeniesienie zbiorów graficznych i filmowych do odtwarzacza w formie akceptowanej przez urządzenie. To nie jedyny program dostępny na załączonej w opakowaniu odtwarzacza płycie. Poza tą istotną aplikacją znaleźć można na niej instalator odtwarzacza Windows Media Player oraz QuickTime.


W oknie głównym aplikacji do dyspozycji mamy panel, do którego dzięki metodzie drag&drop można przeciągać pliki graficzne i filmy. Po podłączeniu odtwarzacza, aplikacja dobiera odpowiedni do wykrytego urządzenia format konwersji zbiorów, a po jej dokonaniu automatycznie przenosi pliki do pamięci odtwarzacza. Okno aplikacji pozwala dowiedzieć się, jak wiele wolnej pamięci znajduje się w e270. Możliwe jest też tu podejrzenie kierowanych do Sansy plików.

O ile konwersja plików graficznych, nawet tych o dużych rozdzielczościach nie zajmuje wiele czasu (są one konwertowane na zbiory BMP o maksymalnych wymiarach 176 na 220 pikseli i przenoszone do e270 razem z odpowiadającymi im miniaturami, także w formacie BMP), to na przerobienie typowego jednopłytowego filmu pobranego z sieci potrzeba więcej czasu.

Nasz testowy zbiór zajmujący niemal równe 700 MB aplikacja konwertowała 44,5 minuty (komputer z procesorem Pentium 4 2,4 GHz, 256 MB RAM). Pliki filmowe zapisywane są w pamięci e270 w zbiorach MOV. Ciekawe jest, że konwersja pliku filmowego 700 MB zamieniła pojedynczy film na kilkanaście zbiorów. W naszym wypadku było to w pierwszej próbie 12 plików zajmujących w sumie 885 MB (w drugim teście konwersja innego 700-megabajtowego filmu zajęła odtwarzaczowi 41 minut, tym razem nagranie zostało podzielone na 10 nierównej wielkości plików, zajmujących w sumie 995 MB). To spore objętości, zważywszy, że wyjściowe zbiory charakteryzowały się niewielką rozdzielczością, szybkością odtwarzania na poziomie 15 klatek na sekundę i dźwiękiem stereo 11,025 KHz. Na szczęście 6 GB wbudowanej pamięci radzi sobie z przechowywaniem tak nieoszczędnie kompresowanych filmów (filmy nie są zapisywane na karcie microSD, rozpoznawanej przez komputer jako dodatkowy napęd).

Niestety aplikacja służąca konwertowaniu zbiorów filmowych nie zaoferowała wyboru różnych poziomów konwersji, przez co użytkownik został skazany na jedno, oferowane przez SanDisk rozwiązanie.
Warto zauważyć, że przy oglądaniu filmów wymagane jest obrócenia odtwarzacza o 90o. Tłumaczy to, dlaczego ekran odtwarzacza (w standardowym położeniu) oferuje dużo większe kąty widzenia w pionie, a nie w poziomie. Jakość wyświetlacza określić można na dobrą. Jego jasność można dobierać w szerokim zakresie, a prezentowane kolory wyglądają żywo.
Podczas oglądania filmów zauważyliśmy, że opcje pozwalające na przewijanie mini filmów nie zawsze funkcjonują poprawnie. Niektóre pliki na tyle obciążają odtwarzacz, że ten nie reaguje, bądź reaguje z dużym opóźnieniem na wciskane przyciski.

Pliki dźwiękowe mogą być przenoszone do odtwarzacza w dowolne miejsce jego pamięci, jako wolne zbiory lub w folderach. W każdym z przypadków Sansa zorientuje się, że w jej pamięci znajduje się nowa muzyka.

Podczas odtwarzania zbiorów dźwiękowych, na ekranie prezentowany jest pasek postępu oraz dwa czasomierze. Jeden odlicza czas odtwarzania, drugi zaś pokazuje czas pozostały do zakończenia pliku. Naciśnięcie środkowego przycisku ujawnia na ekranie nowe gadżety. Jednym z nich jest animowany equalizer oraz okienko wskazujące, jaki to plik znajduje się następny w kolejce odtwarzania. Jeśli razem z plikiem muzycznym do odtwarzacza trafił plik graficzny z okładką płyty, obrazek ten zostanie w momencie odtwarzania pokazany na ekranie.


Otwierane podczas odtwarzania menu daje dostęp do ustawień odpowiedzialnych za nastawianie equalizera czy kolejność odgrywania nagrań. To dzięki niemu można dostać się z powrotem do listy utworów, wejść do panelu oceniania plików (przydatne przy tworzeniu list odtwarzania najwyżej ocenianych zbiorów) oraz do opcji przewijania.

Dziwić może nieco zaprojektowanie tak skomplikowanego dostępu do często wykorzystywanej w odtwarzaczach funkcji przewijania zbiorów. Szkoda to tym większa, że na przednim panelu odtwarzacza znajduje się wystarczająco wiele przycisków, by można było tę opcję zaprogramować w wygodniejszy sposób.
Ciekawym rozwiązaniem jest w e270 ograniczenie głośności odtwarzacza. To coś dla tych, którzy mogą nie pamiętać o oszczędzaniu swego słuchu. Opcja "Volume" pozwala na ograniczenie maksymalnej głośności odtwarzania plików. Dla amatorów mocnego uderzenia pozostawiono nadal możliwość zdjęcia tego elektronicznego "kagańca". W obu ustawieniach możliwa do uzyskania maksymalna głośność jest na tyle duża, by sprawować się nieźle w miejskich środkach komunikacji ;).
Odtwarzanie dowolnych plików multimedialnych nie miałoby sensu, gdyby nie dołączone słuchawki. Te sprzedawane razem z e270 są niezłej jakości. Elegancko wykonane, czarne, nie pełnią w Europie typowej dla odtwarzaczy z wbudowanym radiem funkcji anteny. Są lekkie i dobrze leżą w uszach. Z kolei krótka wtyczka nieznacznie tylko zmienia długość samego odtwarzacza.
A co z brzmieniem? Czwórka. Słuchawki poprawnie radzą sobie z basami. W dynamicznej muzyce dyskotekowej uderzenia potrafią być naprawdę głębokie. Wysokie tony nie gryzą w uszy. Brzmienie nie jest płaskie, nie ma wrażenia, że dźwięki zlewają się w jedną masę. Jak zwykle jednak w przypadku słuchawek, dostarczenie odtwarzaczowi profesjonalnego sprzętu potrafi zdziałać niemal cuda zasługujące na cztery z plusem.

Chcący poprawić brzmienie Sansy mogą skorzystać z dostępnych ustawień equalizera. Jedno z jedenastu nastawień powinno przypaść do gustu, tym bardziej, że ostatnim jest charakterystyka, którą może nastawić sam użytkownik (pięć suwaków).

