Odtwarzacz
Topowa linia odtwarzaczy MP3 od firmy SanDisk opartych na pamięciach flash nie jest zamykana prezentowanym u nas urządzeniem. Najnowszy produkt z oznaczeniem e280 to sprzęt zapewniający swym użytkownikom 8 GB wbudowanej pamięci flash. Nasz model dostał jej o 2 GB mniej. Nie znaczy to, że nie może on oferować więcej miejsca na pliki. Ale zanim o tym, zajrzyjmy do opakowania.
W pudełku oprócz odtwarzacza Sansa e270 znaleźć można płytę z oprogramowaniem, słuchawki z dodatkową parą gąbeczek, sznurek na szyję oraz przewód USB.
Na początek obejrzyjmy odtwarzacz. Sprzęt wykonany jest niezwykle elegancko. Przednia ścianka z kolistym kontrolerem nawiązuje nieco do odtwarzacza iPod Nano firmy Apple. Nie jest to jednak kopia. Prócz 1,8-calowego kolorowego wyświetlacza prezentującego 65 tys. kolorów na obrazach o rozdzielczości 176 na 220 punktów i ułożonego portretowo, razem z podświetlanym niebieskim kolorem kółkiem (niestety nie ma regulacji jasności podświetlania, chociaż razi ono w oczy w ciemnościach i odciąga uwagę od ekranu) na przód trafiło sześć klawiszy odpowiadających za sterowanie urządzeniem.

Nieco nietypowo, na przedzie znalazł się wydzielony włącznik (z dodatkową opcją szybkiego powrotu do menu głównego) oraz klawisze sterujące i pierścień, który w wybranych przypadkach, dublując działanie klawiszy pozwala na szybsze wybieranie opcji. Za zatwierdzanie wyboru odpowiada ostatni z guzików, umieszczony wewnątrz kółka.
Na tyle odtwarzacza nie znajdziemy nic prócz opisu urządzenia, jednak ta część obudowy wykonana jest z efektownie wyglądającego metalu, który nie dość, że nadaje odtwarzaczowi "przyjemny" chłód to ma chronić sprzęt przed zniszczeniem.
Jak łatwo spostrzec, tył obudowy jest przykręcany na cztery śrubki. Ma to pozwalać, w razie takiej konieczności, na prostą wymianę ogniwa zasilającego.

Brzegi urządzenia kryją jego pozostałe przyciski i gniazda. To przede wszystkim wejście słuchawkowe, mikrofon i suwak "Hold" blokujący działanie przycisków. Jest też guzik "Rec" odpowiedzialny za szybkie uruchamianie nagrywania, złącze komunikacyjne odtwarzacza oraz slot dla kart pamięci.
Celowo piszemy o interfejsie pozwalającym na łączenie odtwarzacza z komputerem jako o "złączu komunikacyjnym", gdyż nie jest to typowe połączenie USB spotykane w wielu innych gadżetach. SanDisk postanowił zaoferować użytkownikom wąskie, długie gniazdo, które pozwala nie tylko ładować i przesyłać pliki z i do odtwarzacza, ale i łączyć go z kompatybilnymi zestawami głośnikowymi (podobne rozwiązanie stosuje Creative i Apple).


Mimo że Sansa e270 dysponuje niemałą pamięcią, dodatkowy slot na karty standardu microSD zapewnia możliwość jej rozszerzenia, nawet o dodatkowe 2 GB. W sumie więc nic nie stoi na przeszkodzie, by odtwarzacz mieścił nie 6 GB, ale 8 GB danych.


Topowa linia odtwarzaczy MP3 od firmy SanDisk opartych na pamięciach flash nie jest zamykana prezentowanym u nas urządzeniem. Najnowszy produkt z oznaczeniem e280 to sprzęt zapewniający swym użytkownikom 8 GB wbudowanej pamięci flash. Nasz model dostał jej o 2 GB mniej. Nie znaczy to, że nie może on oferować więcej miejsca na pliki. Ale zanim o tym, zajrzyjmy do opakowania.
W pudełku oprócz odtwarzacza Sansa e270 znaleźć można płytę z oprogramowaniem, słuchawki z dodatkową parą gąbeczek, sznurek na szyję oraz przewód USB.
Na początek obejrzyjmy odtwarzacz. Sprzęt wykonany jest niezwykle elegancko. Przednia ścianka z kolistym kontrolerem nawiązuje nieco do odtwarzacza iPod Nano firmy Apple. Nie jest to jednak kopia. Prócz 1,8-calowego kolorowego wyświetlacza prezentującego 65 tys. kolorów na obrazach o rozdzielczości 176 na 220 punktów i ułożonego portretowo, razem z podświetlanym niebieskim kolorem kółkiem (niestety nie ma regulacji jasności podświetlania, chociaż razi ono w oczy w ciemnościach i odciąga uwagę od ekranu) na przód trafiło sześć klawiszy odpowiadających za sterowanie urządzeniem.

Nieco nietypowo, na przedzie znalazł się wydzielony włącznik (z dodatkową opcją szybkiego powrotu do menu głównego) oraz klawisze sterujące i pierścień, który w wybranych przypadkach, dublując działanie klawiszy pozwala na szybsze wybieranie opcji. Za zatwierdzanie wyboru odpowiada ostatni z guzików, umieszczony wewnątrz kółka.
Na tyle odtwarzacza nie znajdziemy nic prócz opisu urządzenia, jednak ta część obudowy wykonana jest z efektownie wyglądającego metalu, który nie dość, że nadaje odtwarzaczowi "przyjemny" chłód to ma chronić sprzęt przed zniszczeniem.
Jak łatwo spostrzec, tył obudowy jest przykręcany na cztery śrubki. Ma to pozwalać, w razie takiej konieczności, na prostą wymianę ogniwa zasilającego.

Brzegi urządzenia kryją jego pozostałe przyciski i gniazda. To przede wszystkim wejście słuchawkowe, mikrofon i suwak "Hold" blokujący działanie przycisków. Jest też guzik "Rec" odpowiedzialny za szybkie uruchamianie nagrywania, złącze komunikacyjne odtwarzacza oraz slot dla kart pamięci.
Celowo piszemy o interfejsie pozwalającym na łączenie odtwarzacza z komputerem jako o "złączu komunikacyjnym", gdyż nie jest to typowe połączenie USB spotykane w wielu innych gadżetach. SanDisk postanowił zaoferować użytkownikom wąskie, długie gniazdo, które pozwala nie tylko ładować i przesyłać pliki z i do odtwarzacza, ale i łączyć go z kompatybilnymi zestawami głośnikowymi (podobne rozwiązanie stosuje Creative i Apple).


Mimo że Sansa e270 dysponuje niemałą pamięcią, dodatkowy slot na karty standardu microSD zapewnia możliwość jej rozszerzenia, nawet o dodatkowe 2 GB. W sumie więc nic nie stoi na przeszkodzie, by odtwarzacz mieścił nie 6 GB, ale 8 GB danych.


