W działaniu
Wykorzystanie odtwarzacza Creative nie powinno nastręczać kłopotu. Interfejs opracowano w taki sposób, by kontrolowanie funkcji odtwarzacza szybko stało się intuicyjne. A kolorowe menu tylko uprzyjemniają ten proces. Ale powtórzymy raz jeszcze - szkoda, że odtwarzacz nie posiada polskiego menu!
Żaden sprzet nie byłby wiele wart, gdyby nie możliwość pracy z plikami multimedialnymi. W tym wypadku odtwarzacz pracuje ze zbiorami dźwiękowymi oraz nagraniami wideo i plikami graficznymi. Po przeniesieniu ich do pamięci dyskowej odtwarzacza pozostaje już tylko zabawa. Ale pozostańmy jeszcze na chwilę przy przenoszeniu plików.
O ile zbiory filmowe i nagrania wideo można przenosić wprost w wybranych przez siebie katalogach, w przypadku muzyki importowanie do odtwarzacza pogrupowanych nagrań nie ma niestety sensu. Szkoda, bo w prosty sposób pozwoliłoby to użytkownikowi utrzymać ład w plikach dźwiękowych. Tymczasem Zen Vision:M grupuje sobie muzykę ze względu na informacje zawarte w tagach MP3, opisujących artystę, gatunek muzyczny czy albumy. W przypadku plików uzbrojonych w takie informacje, kłopotu być nie powinno, kiedy jednak biblioteka nagrań składa się ze zbiorów z niepełnymi tagami bądź bez nich, na dysku Zena może zapanować nieporządek. Na szczęście można ten kłopot ominąć, przenosząc na dysk odtwarzacza pogrupowane nagrania w postaci list odtwarzania. Być może to jedynie pośrednie rozwiązanie, ale najważniejsze, że skuteczne.

Podczas odtwarzania plików muzycznych, na ekranie widać niewiele, ale to dobrze. Mamy na nim pasek obrazujący upływający czas, numer pliku w albumie, tytuł i wykonawcę. Dopiero w dodatkowym menu użytkownik może dowiedzieć się więcej o każdym z odtwarzanych plików. Możliwe jest odtwarzanie utworów w pętli, wybieranych losowo, odtwarzanie pojedynczego utworu czy zapętlone odtwarzanie wszystkich nagrań w katalogu czy też w całej pamięci odtwarzacza z losową kolejnością.

Użytkownik wybierać może spośród dziesięciu nastawień equalizera (w tym jednego komponowanego samodzielnie), systemu automatycznego wyrównywania głośności odtwarzania plików czy też podbicia basów (podbicie brzmi nieźle, choć jest chyba nieco zbyt silne). Każdy znajdzie tu coś dla siebie. Zen Vision:M pozwala na zwiększanie głośności na 25-stopniowej skali. Już w jej połowie głośność jest wystarczająca do codziennego słuchania. Na 25 stopniu jest nawet za głośno.
Dołączone do zestawu słuchawki sprawują się nieźle. Jak na mini modele umieszczane w uszach, generowane przez nie dźwięki są naprawdę dobrej jakości. Wiadomo jednak, że nie są w stanie zapewnić dynamiki profesjonalnych i drogich modeli, jednak dla nawet bardziej wymagających słuchaczy będą mieć coś do zaoferowania. Da się w nich usłyszeć i wysokie i niskie tony, choć tym ostatnim nieco brakuje. Wyższe tony przy większych natężeniach dźwięku nie „gryzą” w uszy. Patrząc na cenę odtwarzacza można byłoby oczekiwać być może czegoś więcej po słuchawkach, jednak nie ma się do czego przyczepić. Przeciętni konsumenci z pewnością będą zadowoleni.

Białe słuchawki Zena, przypominające te od iPodów pełnią dodatkową rolę. Ich przewód funkcjonuje w roli anteny radiowej. Kiedy nie są podłączone do gniazda w odtwarzaczu, próba włączenia tunera radiowego kończy się pojawieniem na ekranie komunikatu o braku anteny. Podłączenie przewodu od razu staje się widoczne. Wskaźnik podobny do ikonki siły sygnału w telefonach komórkowych informuje o sile odbieranej stacji radiowej.

Opcja „autoscan” pozwala automatycznie odnaleźć dostępne stacje radiowe. Zen umożliwia zapisanie do 32 rozgłośni. Niedociągnięciem w oprogramowaniu jest fakt, że o ile każdą ze stacji można sobie manualnie opisać nazwą, która będzie pokazywać się na ekranie po wybraniu tej właśnie stacji, to w spisie wszystkich zapamiętanych częstotliwości nazwy stacji niestety nie widać, a użytkownik musi pamiętać cyfrowe dane ulubionych rozgłośni. Szkoda.

Audycje radiowe można zapisywać na dysku wprost do plików dźwiękowych. Nagrania zapisywane są w zbiorach WAV (176 Kb/s, 22 KHz). Pliki nazywane są datą i godziną nagrania. W przypadku rejestrowania głosu wbudowanym w odtwarzacz mikrofonem, zapisywane zbiory to także pliki WAV, ale ich jakość jest nieco niższa niż w przypadku rejestracji audycji radiowych, to 128 Kb/s i 16 kHz. Przykładowe nagrania głosowe znajdziecie poniżej.

Nagranie z odległości 20 cm i 50 cm od mikrofonu.

Zarówno fotografie jak i nagrania wideo pozwalają spostrzec jeszcze lepiej jedną z największych zalet Vision:M – ekran. 2,5-calowy wyświetlacz o rozdzielczości 320 na 240 pikseli oferuje świetną jasność, kontrast i żywe kolory. Cokolwiek jest wyświetlane na ekranie, wygląda bardzo dobrze. Nasycone kolory prezentują się żywo.
Kąt, pod jakim możemy oglądać wyświetlany obraz jest w osi pionowej doskonały, w poziomej jest trochę gorzej, ale i tak nieźle.
Creative proponuje ustawienie 10 poziomów jasności podświetlenia ekranu. O ile w w słoneczny dzień najniższe podświetlenie to nieco za mało dla wygodnej pracy, to po ciemku, ekran podświetlany w 100 proc. niemal razi. Możliwe jest też ustawienie czasu, po jakim z wybranego poziomu podświetlenia zmniejszy się ono do minimalnego, oszczędzającego energię w akumulatorach.

Fotografie cyfrowe JPEG przenoszone w skatalogowanej postaci, w takiej też pozostają w pamięci Vision:M. Podglądanie zbiorów danych folderów ułatwione jest jednoczesną prezentacją na monitorze 20 miniatur, które wybiera się do obejrzenia żółtą ramką. Można zmienić ten sposób pokazywania fotografii na prezentację 4 miniatur wraz z nazwami odpowiadających im plików. Pierwszy z trybów jest jednak dużo wygodniejszy, bo umożliwia sprawniejsze poruszanie się po fotograficznych zbiorach.




W razie potrzeby możliwe jest podejrzenie danych dotyczących każdej z fotografii zawierających informacje o czasie powstania, rozdzielczości, wielkości pliku, czasie migawki i czułości, z jaką ją wykonano.


Sprzęt dysponuje możliwością prezentowania serii zdjęć w formie pokazu slajdów. Oczywiście dano do dyspozycji możliwość wyboru długości wyświetlania poszczególnych zdjęć. Jak dla nas, najniższa z wartości, 3 sekundy, wydawała się wystarczającą dla sprawnego oglądania zdjęć. Dodatkowo, pokaz slajdów wzbogacić można efektownymi przejściami, przy czym to opisane jako „Fade”, czyli przenikanie, wydaje się najbardziej efektownym.
Oglądane fotografie można obracać na ekranie oraz powiększać, a w razie napotkania wyjątkowo atrakcyjnego ujęcia, zamieniać na tapetę. Możliwe jest też nadanie oceny każdej z fotografii (za pomocą gwiazdek).




O ile odtwarzacz radzi sobie z plikami graficznymi o wielomilionowej rozdzielczości, to oprogramowanie dodawane do odtwarzacza pozwala na skalowanie fotografii przed przeniesieniem ich do pamięci Vision:M. Dopasowanie ich wymiarami do rozdzielczości ekranu pozwalać ma na zmieszczenie w pamięci większej liczby zdjęć. Niestety wtedy nadają się one niemal wyłącznie do oglądania na tym mini ekranie. Opcji tej warto naszym zdaniem unikać (dysk twardy ma dużą pojemność, którą warto wykorzystać).

Wykorzystanie odtwarzacza Creative nie powinno nastręczać kłopotu. Interfejs opracowano w taki sposób, by kontrolowanie funkcji odtwarzacza szybko stało się intuicyjne. A kolorowe menu tylko uprzyjemniają ten proces. Ale powtórzymy raz jeszcze - szkoda, że odtwarzacz nie posiada polskiego menu!
Żaden sprzet nie byłby wiele wart, gdyby nie możliwość pracy z plikami multimedialnymi. W tym wypadku odtwarzacz pracuje ze zbiorami dźwiękowymi oraz nagraniami wideo i plikami graficznymi. Po przeniesieniu ich do pamięci dyskowej odtwarzacza pozostaje już tylko zabawa. Ale pozostańmy jeszcze na chwilę przy przenoszeniu plików.
O ile zbiory filmowe i nagrania wideo można przenosić wprost w wybranych przez siebie katalogach, w przypadku muzyki importowanie do odtwarzacza pogrupowanych nagrań nie ma niestety sensu. Szkoda, bo w prosty sposób pozwoliłoby to użytkownikowi utrzymać ład w plikach dźwiękowych. Tymczasem Zen Vision:M grupuje sobie muzykę ze względu na informacje zawarte w tagach MP3, opisujących artystę, gatunek muzyczny czy albumy. W przypadku plików uzbrojonych w takie informacje, kłopotu być nie powinno, kiedy jednak biblioteka nagrań składa się ze zbiorów z niepełnymi tagami bądź bez nich, na dysku Zena może zapanować nieporządek. Na szczęście można ten kłopot ominąć, przenosząc na dysk odtwarzacza pogrupowane nagrania w postaci list odtwarzania. Być może to jedynie pośrednie rozwiązanie, ale najważniejsze, że skuteczne.

Podczas odtwarzania plików muzycznych, na ekranie widać niewiele, ale to dobrze. Mamy na nim pasek obrazujący upływający czas, numer pliku w albumie, tytuł i wykonawcę. Dopiero w dodatkowym menu użytkownik może dowiedzieć się więcej o każdym z odtwarzanych plików. Możliwe jest odtwarzanie utworów w pętli, wybieranych losowo, odtwarzanie pojedynczego utworu czy zapętlone odtwarzanie wszystkich nagrań w katalogu czy też w całej pamięci odtwarzacza z losową kolejnością.

Użytkownik wybierać może spośród dziesięciu nastawień equalizera (w tym jednego komponowanego samodzielnie), systemu automatycznego wyrównywania głośności odtwarzania plików czy też podbicia basów (podbicie brzmi nieźle, choć jest chyba nieco zbyt silne). Każdy znajdzie tu coś dla siebie. Zen Vision:M pozwala na zwiększanie głośności na 25-stopniowej skali. Już w jej połowie głośność jest wystarczająca do codziennego słuchania. Na 25 stopniu jest nawet za głośno.
Dołączone do zestawu słuchawki sprawują się nieźle. Jak na mini modele umieszczane w uszach, generowane przez nie dźwięki są naprawdę dobrej jakości. Wiadomo jednak, że nie są w stanie zapewnić dynamiki profesjonalnych i drogich modeli, jednak dla nawet bardziej wymagających słuchaczy będą mieć coś do zaoferowania. Da się w nich usłyszeć i wysokie i niskie tony, choć tym ostatnim nieco brakuje. Wyższe tony przy większych natężeniach dźwięku nie „gryzą” w uszy. Patrząc na cenę odtwarzacza można byłoby oczekiwać być może czegoś więcej po słuchawkach, jednak nie ma się do czego przyczepić. Przeciętni konsumenci z pewnością będą zadowoleni.

Białe słuchawki Zena, przypominające te od iPodów pełnią dodatkową rolę. Ich przewód funkcjonuje w roli anteny radiowej. Kiedy nie są podłączone do gniazda w odtwarzaczu, próba włączenia tunera radiowego kończy się pojawieniem na ekranie komunikatu o braku anteny. Podłączenie przewodu od razu staje się widoczne. Wskaźnik podobny do ikonki siły sygnału w telefonach komórkowych informuje o sile odbieranej stacji radiowej.

Opcja „autoscan” pozwala automatycznie odnaleźć dostępne stacje radiowe. Zen umożliwia zapisanie do 32 rozgłośni. Niedociągnięciem w oprogramowaniu jest fakt, że o ile każdą ze stacji można sobie manualnie opisać nazwą, która będzie pokazywać się na ekranie po wybraniu tej właśnie stacji, to w spisie wszystkich zapamiętanych częstotliwości nazwy stacji niestety nie widać, a użytkownik musi pamiętać cyfrowe dane ulubionych rozgłośni. Szkoda.

Audycje radiowe można zapisywać na dysku wprost do plików dźwiękowych. Nagrania zapisywane są w zbiorach WAV (176 Kb/s, 22 KHz). Pliki nazywane są datą i godziną nagrania. W przypadku rejestrowania głosu wbudowanym w odtwarzacz mikrofonem, zapisywane zbiory to także pliki WAV, ale ich jakość jest nieco niższa niż w przypadku rejestracji audycji radiowych, to 128 Kb/s i 16 kHz. Przykładowe nagrania głosowe znajdziecie poniżej.

Nagranie z odległości 20 cm i 50 cm od mikrofonu.

Zarówno fotografie jak i nagrania wideo pozwalają spostrzec jeszcze lepiej jedną z największych zalet Vision:M – ekran. 2,5-calowy wyświetlacz o rozdzielczości 320 na 240 pikseli oferuje świetną jasność, kontrast i żywe kolory. Cokolwiek jest wyświetlane na ekranie, wygląda bardzo dobrze. Nasycone kolory prezentują się żywo.
Kąt, pod jakim możemy oglądać wyświetlany obraz jest w osi pionowej doskonały, w poziomej jest trochę gorzej, ale i tak nieźle.
Creative proponuje ustawienie 10 poziomów jasności podświetlenia ekranu. O ile w w słoneczny dzień najniższe podświetlenie to nieco za mało dla wygodnej pracy, to po ciemku, ekran podświetlany w 100 proc. niemal razi. Możliwe jest też ustawienie czasu, po jakim z wybranego poziomu podświetlenia zmniejszy się ono do minimalnego, oszczędzającego energię w akumulatorach.

Fotografie cyfrowe JPEG przenoszone w skatalogowanej postaci, w takiej też pozostają w pamięci Vision:M. Podglądanie zbiorów danych folderów ułatwione jest jednoczesną prezentacją na monitorze 20 miniatur, które wybiera się do obejrzenia żółtą ramką. Można zmienić ten sposób pokazywania fotografii na prezentację 4 miniatur wraz z nazwami odpowiadających im plików. Pierwszy z trybów jest jednak dużo wygodniejszy, bo umożliwia sprawniejsze poruszanie się po fotograficznych zbiorach.




W razie potrzeby możliwe jest podejrzenie danych dotyczących każdej z fotografii zawierających informacje o czasie powstania, rozdzielczości, wielkości pliku, czasie migawki i czułości, z jaką ją wykonano.


Sprzęt dysponuje możliwością prezentowania serii zdjęć w formie pokazu slajdów. Oczywiście dano do dyspozycji możliwość wyboru długości wyświetlania poszczególnych zdjęć. Jak dla nas, najniższa z wartości, 3 sekundy, wydawała się wystarczającą dla sprawnego oglądania zdjęć. Dodatkowo, pokaz slajdów wzbogacić można efektownymi przejściami, przy czym to opisane jako „Fade”, czyli przenikanie, wydaje się najbardziej efektownym.
Oglądane fotografie można obracać na ekranie oraz powiększać, a w razie napotkania wyjątkowo atrakcyjnego ujęcia, zamieniać na tapetę. Możliwe jest też nadanie oceny każdej z fotografii (za pomocą gwiazdek).




O ile odtwarzacz radzi sobie z plikami graficznymi o wielomilionowej rozdzielczości, to oprogramowanie dodawane do odtwarzacza pozwala na skalowanie fotografii przed przeniesieniem ich do pamięci Vision:M. Dopasowanie ich wymiarami do rozdzielczości ekranu pozwalać ma na zmieszczenie w pamięci większej liczby zdjęć. Niestety wtedy nadają się one niemal wyłącznie do oglądania na tym mini ekranie. Opcji tej warto naszym zdaniem unikać (dysk twardy ma dużą pojemność, którą warto wykorzystać).

