Spis treści
Constantine'a poznajemy w czasie trwania jednej z jego misji. Właśnie przygotowuje się do przeniesienia w zaświaty, w celu odnalezienia poszukiwanego artefaktu. Od razu zostajemy rzuceni w sam środek piekła – poczwarne demony hordą pełzną w naszą stronę. Nieboskłon tonie we krwi, zaś potężny wicher sprawia, że nad zdewastowanym piekielnymi mocami miastem latają mniej lub bardziej zniszczone samochody. Wszystko jest zniszczone i być może właśnie dlatego demony planują inwazję do świata rzeczywistego, tego ludzkiego.
W mgnieniu oka rozprawimy się z pierwszymi wrogami i odnajdziemy artefakt. Wtedy dopiero okaże się, że cała misja ma znamiona samouczka, mającego zaznajomić nas z obsługą i mechniką gry. Dopiero później przechodzimy do scenariusza właściwego – ginie Elriu, osoba będąca w części człowiekiem i demonem. Zadaniem Johna jest wyjaśnić okoliczności jego śmierci, które nie dość, że są bardzo brutalne, to mają znamiona okultyzmu – wymalowany na ścianie jego krwią symbol pozostaje dla bohatera zagadką, którą musi rozwikłać. Demony z całą pewnością coś knują, a eliminacja Elriu to dopiero początek realizacji ich planu. Nim Constantine zdąży się zorientować jaki jest cel intrygi, demony złamią zasady i rozpoczną inwazję na nasz świat. Tylko John jest w stanie im przeszkodzić i dotrzeć do Baltazara – bynajmniej nie osła, lecz demona w najgorszej i najpodlejszej postaci zarówno na tym, jak i tamtym świecie. Gdzieś w to wszystko wplątana zostaje policjantka, która od dzieciństwa nosi znamię... to samo, które widniało na ścianie apartamentu Elriu. Balansując pomiędzy dwoma światami, John będzie posuwać się do przodu w scenariuszu, by ostatecznie zmierzyć się ze swoim największym wrogiem.
Scenariusz faktycznie jest wciągający, a im dalej się posuwamy, tym ciekawsze wątki zostają ujawniane. Nadęty i pewny siebie John szybko padnie ofiarą własnego ego. Baltazar trafnie przewidział jego posunięcia i zastawił nań pułapki, w które w początkowej części scenariusza Constantine będzie wpadał. Lekcja pokory przyniesie jednak rezultaty i nasz bohater sprawi swoim przeciwnikom bolesne dla nich niespodzianki.
Na wszelkich zdjęciach i zwiastunach widać było, że tytuł bezpośrednio nawiązuje do Maxa Payne'a – widok z tyłu, spowolnienia czasu i nacisk na spektakularne strzelaniny. Życie brutalnie zweryfikowało rzeczywistość – widok z tyłu jest. Spowolnień czasu praktycznie nie ma – jedyne uaktywniają się, gdy John obraca się nagle o 180 stopni – wówczas na kilka sekund wszystko zwalnia tempo. Podobnie jest gdy walczymy na gołe pięści i zadajemy krytyczne uderzenie przeciwnikowi – w zwolnionym tempie widzimy reakcje demona na zadany cios. Tak naprawdę na drugi typ spowolnień wpływu nie mamy żadnego, zaś pierwszy okazuje się niepraktyczny i lepiej z niego nie korzystać. A co ze spektakularnymi strzelaninami? Tak naprawdę ograniczają się one do ostrej jatki z dostępnych broni – ot, zwykłe strzelaniny, które nie wyróżniają się spośród innych gier tego typu. Sprawa nie jest jednak tak zła, jakby się mogło wydawać – w połączeniu z niesamowitym klimatem i atmosferą emanującą z gry, wspomniane strzelaniny dostarczają sporej dawki frajdy.

No ale przecież jak się otwierają na nowym ekranie to who cares jaka to jest rozdzielczość...? Proszę uprzejmie kierownictwo o pozostawianie screenów w oryginalnej rozdzielczości.
Oddaję głos do studia.
"... To dobre rozwiązanie, bo zamiast jednomitowego przerywnika ..." JEDNOMINUTOWEGO
a poza tym recenzje ciekawie sie czyta i oto chyba chodzilo
Fajna literówka
"... To dobre rozwiązanie, bo zamiast jednomitowego przerywnika ..." JEDNOMINUTOWEGO
a poza tym recenzje ciekawie sie czyta i oto chyba chodzilo
Pozdrawiam!
C
Hehs, w sumie to nie powinienem tu zamieszczać takiego pytania bo to totalne OT, ale dziękuje za zainteresowanie, odnośnie radka to wakacje ma cały czas, zrobiłem mu underclocking i wyłączyłem wentylator
Pozdrawiam!
C
Szkoda, że nie oglądałeś
Oglądanie Constantine może sprawić dużą przyjemność, przedstawiono tam kilka ciekawych teorii m.in. nt. nieba i piekła, relacji ziemia - niebo/piekło i niebo - piekło. Jedynym warunkiem jest świadomość, że ten film to hollywodzka produkcja ze wszystkimi "smaczkami" typowymi dla takich filmów - po prostu trzeba je ignorować.
W gierkę nie grałem (sprzedałem k. graficzną żeby nie grać w gry - ale to inna historia)