artykuły

Aleksander... niezbyt Wielki

20
16 kwietnia 2005, 13:07 Piotr Czyszczoń

Mechanika i jednostki: klasyka... standard... i szok

Aleksander

Jednakże wesołe przygody naszego głównego bohatera to nie cały aspekt rozgrywki. „Aleksander” to rasowy przedstawiciel gatunku RTS (Real Time Strategy). Choć tak z ręką na sercu to strategii tutaj niewiele, a realizmu tyle, co kot napłakał. Z mozołem budujemy infrastrukturę, kolejne budynki, których mamy w grze około setki. Wysyłamy chłopów po surowce i na pola otaczające miasta. Cały model ekonomiczny programu jest jednak bardzo uproszczony i podporządkowany aspektowi militarnemu. Często przychodzimy niejako na gotowe. W trybie kampanii często możemy uzupełnić stan osobowy jednostek bojowych w... zdobytych miasteczkach i osadach rozrzuconych na mapie świata.

Pod naszym dowództwem znajdą się miedzy innymi: Ateńscy hoplici, wspomniani już przeze mnie konni hetajrowie, średnia piechota – peltaści, sarissophoros (lub, jak kto woli, sarisoforoi – piechota uzbrojona w ciężkie – około 10 kilogramów – i długie na sześć metrów włócznie zwane sarissami), do tego wszystkiego dochodzą jeszcze odziały łuczników i procarzy.

Aleksander

Bogactwo i zróżnicowanie jednostek w „Aleksandrze” jest bardzo duże. Naszych wojowników możemy gromadzić w formacjach do 100 jednostek w jednym oddziale. Problem polega na tym, że różnice między poszczególnymi wojownikami macedońskiej armii są prawie niezauważalne. Przykładowo, podczas jednej z pierwszych misji w trybie Kampanii, mój oddział procarzy został zaatakowany z flanki przez szarżującą kawalerię. Wynik starcia: jeden do zera dla miotających kamieniami wojowników. Oddział nieprzyjacielskiej jazdy został rozbity w puch! Od tamtej pory – przyznam to szczerze – aż do końca gry korzystałem z niezawodnej taktyki Józefa Stalina. Kupą, mości panowie! Cała finezja rozgrywki w „Aleksandrze” polega na wyprodukowaniu dużej ilości jednostek i wypuszczeniu tej watahy na zaskoczonych przeciwników. Dodam jeszcze, że kiedy na ekranie rozpoczyna się regularna bitwa, tracimy wszelką kontrolę nad jednostkami. Na ekranie panuje chaos i to bynajmniej nie bitewny. Batalie toczone przez króla Macedończyków i jego wesołą ferajnę przypominają raczej stadionowe rozruchy. Każdy leje się zdrowo po mordzie, bez opamiętania...

Oprawa audio-wizualna: powrót do przeszłości

Aleksander

Od strony wizualnej przygody Aleksandra Macedońskiego prezentują się raczej skromnie. Owszem, mamy zróżnicowaną rzeźbę terenu, pagórki, zalesione tereny. Budynki wykonano gustownie i są wizualnie bardzo zróżnicowane. Niestety, postaci są mikroskopijnej wielkości i przypominają ołowiane figurki, jakimi bawili się nasi dziadkowie – choć trzeba uczciwie przyznać, że jak na swoje rozmiary, posiadają sporo detali i nie ma problemu z rozróżnieniem poszczególnych jednostek. Opcja przybliżania i oddalania kamery jest niestety dosyć ograniczona. Często więc nie jesteśmy w stanie ogarnąć wzrokiem całego terenu, na którym rozlazły się, powiedzmy, dwie setki naszych żołnierzy – maruderów.

Podczas walki, jak już wcześniej wspomniałem, nie jesteśmy w stanie zapanować nad bitewnym chaosem. Nad walczącymi unosi się dziwaczna chmura pyłu, która tym bardziej nie pomaga nam w rozeznaniu się w sytuacji. Animacje są równie przeciętne, co cała reszta. Tafla morza przypomina nieco szklaną, chropowatą powierzchnię. Przy brzegu, gdzie błękit przechodzi delikatnie w żółć piasku, wygląda to nawet ładnie. Niestety, kiedy wypływamy całą armadą na pełne morze, uroczy dla oka efekt mija i zaczyna się robić bardzo nieprzyjemnie.

Aleksander

Między misjami oglądamy przerywniki filmowe. Część z nich to znane nam kadry z obrazu Olivera Stone’a. Producent gry sprawił nam jednak niespodziankę. Do programu ukraińskich programistów zaimplementowano ponad jedenaście minut ekskluzywnego materiału, którego na próżno szukać w kinowym hicie. Jest to chyba jedna z nielicznych zalet tego programu.

Na słowa uznania zasługuje oprawa dźwiękowa. Podczas przerywników filmowych towarzyszy nam uroczy głos polskiej lektorki. W samej grze spolszczono jedynie napisy i trzeba przyznać, że Cenega Poland stanęła na wysokości zadania. Również podkład muzyczny w „Aleksandrze” zasługuje na szczerą pochwałę. Muzykę do filmu skomponował sam Vangelis. W grze zastąpił go nadworny muzyk GSC Game World Dymitr Kuźmienko i trzeba przyznać, że ze swojego zadania wywiązał się znakomicie. Doskonale uchwycił nieco patetyczny styl muzyczny mistrza Vangelisa. Miejmy nadzieję, że oprawa muzyczna w nadchodzącym S.T.A.L.K.E.R: Oblivion Lost dorówna tej z „Aleksandra”.

2