Oczarowany grafiką
Na początku byłem oczarowany grafiką, muzyką, cyberpunkowym klimatem sączącym się z przerdzewiałych ścian, migoczących monitorów czy jasnych, parzących świateł reklamowych neonów. Chodziłem po Anachronox, od dzielnicy do dzielnicy, gapiąc się po prostu na budynki i chłonąc. Grafika jest Bezbłędna – przez duże „B”. Technicznie stoi, tak na oko, na poziomie engine Quake 2, zatem nie oferuje żadnych wodotrysków, poza może szybkością. Nawet na tak archaicznym na dzisiejsze czasy sprzęcie, jak komputer z procesorem Celeron 500, gra śmiga aż miło w rozdzielczości 1280x960 (gra oferuje trzy tryby 640x480, 800x600 oraz 1280x960). Zastosowanie starego silnika ma swoje konsekwencje, powiedzmy – „wady”. Tekstury rozłażą się (mała rozdzielczość tekstur), kiedy znajdą się zbyt blisko, co szczególnie widać przy zbliżeniach postaci. Używam cudzysłowa przy słówku „wada” świadomie, a to z dwóch powodów.
Anachronox operuje zazwyczaj olbrzymią skalą architektoniczną, przestrzenią, więc rzadko wyłazi szczególnie perfidna „pikseloza”. Drugim i ważniejszym powodem jest design, który cenię sobie o wiele bardziej, niż doskonałość techniczną. A design w Anachronox jest zaiste imponujący. Smakowite detale architektury, genialne połączenia zużycia, zaniedbania z perfekcyjną technologią hi-tech. Niesamowite pomysły w stylu Escherowskich pasaży, gdzie spacerują sobie nad nami przechodnie. Wielkie przestrzenie, z odległymi kolosami wież w oddali, naszpikowanych światełkami okien i bliższym planem frontu lokalu dla robotów, oświetlonego czerwonym punktem neonu. Każda budowla imponuje, każde wnętrze jest autentyczne, każdy chodnik wygląda na uczęszczany. Każda głupia ścianka i tekstura ma swój urok i wyraźny smak, zgranie palety kolorów, profesjonalizm pomysłu. Dopasowanie kolorów do klimatu, okoliczności występowania detalu – czy jest on samotny, jak jakieś światełko nieznanego urządzenia w ciemnym zaułku, czy też pyszni się on w centrum ludnego dworca. A o tym, jak pozbawiony gustu może być design świata przyszłości, świadczy grafika w Star Trek: Elite Force – kolorowa, jarmarczna i całkowicie pozbawiona smaku. Grafika w Anachronox ma styl i klasę, jest po prostu wielka. Kropka.
Grafika najlepsza jest w miastach – najsłabiej wypada w „alienowanym” wnętrzu roju – choć i tam nie jest kanoniczna i zwykła (kolory!). Chyba jest to typowy przypadek, wystarczy sobie przypomnieć System Shock 2 – z jego bardzo dobrą grafiką pomieszczeń statku kosmicznego i zupełną klapą estetyczną, jaka miała miejsce w gnieździe „obcych”. Współczesna technologia graficzna doskonale radzi sobie ze sztucznymi wnętrzami, dając plamę przy czymś bardziej organicznym... I tak podziwianie grafiki zajęło mi parę pierwszych godzin gry.
Oczarowany muzyką
Klimat w grach nie istnieje bez muzyki. A ona w Anachronox jest kolejną cegiełką doskonałości. Jest... taka jaka powinna być – nie techno, które niby wydaje się być oczywiste dla zaawansowanego świata przyszłości – lecz miękkie, zawiłe melodie trochę w stylu pierwszych Jarre’ów (Oxygene) i ostatnich Vangelisów (El Greco), podlane gdzieniegdzie środkowymi Schulzami (Star Dancer). Totalny odlot estetyczny, kiedy człowiek stoi sobie pod takim niesamowitym niebem, jakie posiada Anachronox, obok ciemno-szarego, milczącego budynku pokrytego lekkimi śladami zniszczenia, obok śmiga jakiś pojazd ciągnąc za sobą kolorową smugę, a przestrzeń dookoła nasączona jest doskonałą muzyką... Czy tak wygląda życie po śmierci?...
I tak podziwianie muzyki zajęło mi kolejne godziny.
Schizofreniczne klimaty, czyli Philip K. Dick żyje!
Czymże jest jednak świat bez mieszkańców? I oto dalsza część opowieści o doskonałości. Znacie Philipa K. Dicka? Zapewne, gość w końcu jest kanonem w literaturze SF. W każdej jego powieści można spotkać szalenie charakterystyczne... sprzęty domowe, roboty. Są to przyjazne zazwyczaj istnienia, dumające sobie nad własnym losem, zatopione w swojej samotności. Po świecie Anachronox pętają się właśnie takie istnienia. Maszyny sprzątające (beznadziejnie jest być odkurzaczem), roboty (pokazać ci moje baterie?... zbawienie jest blisko, ludzie są niewolnikami, to roboty są wolne...). Roboty zajęte własnymi sprawami, bądź szukające rozrywki lub stojące samotnie w ciemnym kącie i marznące. Oczywiście, nie tylko roboty zamieszkują świat. Spotkać można przedstawicieli kilku ras – mniej lub bardziej człekokształtnych. Każdy napotkany mieszkaniec ma swój problem, z którym – być może – podzieli się z nami. Mnóstwo uroku posiadają takie informacje z życia innych. Raz są zupełnie surrealistyczne, a raz zupełnie zwyczajne – w Anachronox są wszyscy – dzieci, kobiety, mężczyźni, rodziny, pary, zakochani, radośni, smutni, głupi, mądrzy, niezrozumiali, roboty i... inni (no cóż, w porządnych lokalach można zobaczyć w toaletach troje drzwi – dla pań, dla panów i dla „innych”...). I tak rozmowy z mieszkańcami zajęły mi czas.
