artykuły

Alias - heroiczna pupencja w akcji

20
5 lutego 2005, 11:11 Michał Speier

Alias Alias nie jest grą wybitną, Alias to taki słabszy, przesłodzony klon starej, dobrej gry O.N.I. Ma swój dziecinny, zabawny, lekko seksowny styl – co może się spodobać. Z zastrzeżeniem, iż ów styl potrafi przerodzić się w upierdliwą trudność – bo Alias nie oferuje klasycznych save’ów, a tylko specjalne punkty, gdzie można się nagrać (jak na port z konsoli Xbox przystało) – i lubi prezentować elementy czasowe, co w połączeniu z brakiem save'ów rodzi wiadome konsekwencje.

Alias Oceniam Alias na 6/10. Dlaczego aż tyle? Alias daleko do Blood Rayne czy Heavy Metal: FAKK 2. Wydaje się być lepszy niż najnowszy Tomb Raider: Angel of Death z powodu braku zadęcia i całkiem sporej ilości słodkiej bezpretensjonalności. Alias jest po prostu przyjemną, niezbyt długą grą, gdzie można sobie zawiesić oko na zgrabnej postaci panienki Sydney, gdzie można sprawić naprawdę solidny, seksowny łomot złym charakterom. I to łomot w zadziwiająco różnorodnym stylu. Można się ładnie poskradać – a zapewniam, iż w pewnych strojach skradanie się panienki Sydney wygląda całkiem interesująco. Ot, po prostu Alias jest całkiem przyjemną grą, jeżeli ktoś potrzebuje nabrać dystansu do świata...

Alias I zarazem ocena 6/10 to tylko tyle, ponieważ Alias, poza szaloną różnorodnością tego, czym może walczyć Sydney, nie reprezentuje żadnej nowej jakości w niczym praktycznie. Jest grą za łatwą, aby stanowić poważne wyzwanie dla bardziej zaawansowanych graczy, nie posiada żadnej sensownej fabuły, system walki i całą mechanikę gry można określić słowem “słodkie”, co oczywiście pochlebstwem specjalnym nie jest. Zwłaszcza w porównaniu do swojego prekursora – gry O.N.I - Alias wypada blado. Stąd właśnie 6/10 – gra słodka, zabawna, seksowna i zwinna, bez pretensji. Taki sobie cukiereczek do possania, kiedy nic innego nie przychodzi nam na myśl – w co tutaj pograć...

3