Podobno ludzie uwielbiają się bać. Chadzają do kin na krwawe horrory tylko po to, aby popcorn mógł utknąć im w zaschłych z przerażenia gardłach. Kupują książki, gdzie pomiędzy scenami zawsze perwersyjnego seksu gęsto leje się krew i plaskają wnętrzności rzucane na zimną posadzkę. Grają w niepokojąco ponure gry komputerowe w nocy po to, aby otrzeć się o zawał... Podobno taka jest już natura ludzka. Nie do końca zgadzam się z takim poglądem. Uważam, iż ludzie nie tyle lubią się bać (bo strach nie jest wszak przyjemną emocją), a tylko uwielbiają udawać, iż się boją. Miło jest patrzeć na fontanny krwi na ekranie z budującą świadomością krążącą sobie wygodnie tuż tuż, iż jest to ketchup. Miło jest czytać straszną książkę, mogąc w każdej chwili ją zamknąć. To taki sztuczny strach, jak lew w zoo – duży i zębaty – ale bezpiecznie schowany za żelaznymi kratami. Najważniejsza jest zawsze świadomość – to nie jest REALNE... Problem pojawia się wtedy, kiedy coś jest na tyle podstępne (obraz czy słowo), iż zdoła nas przekonać, że jest jednak realne. Doskonałym przykładem jest świetny japoński horror The Ring. Zero krwi, zero przemocy – ale całość jest po prostu przerażająca dla osób o bujnej wyobraźni. Mnie ów film najzwyczajniej w świecie przeraził – mimo mojej racjonalizacji faktu, iż jest to fikcja filmowa... Bowiem dobra fikcja jest na tyle perwersyjna, iż zostawia całą brudną robotę naszej własnej wyobraźni. Gdzie mieszkają najgorsze demony? Tylko w naszej głowie...
Spis treści
Gracze konsolowi uknuli pojęcie Survival Horror na oznaczenie specyficznego gatunku gier. Zaczęło się od słynnego Resident Evil (Biohazard – w wersji japońskiej) stworzonego przez Shinji Mikami. Choć nie od rzeczy będzie wspomnienie wcześniejszego Alone in the Dark. RE wszakże rzuciło się na gracza całym przeraźliwym przepychem grafiki i starannie zaprojektowanego klimatu – stąd właśnie to ten tytuł uznaje się za przodka tego gatunku. Idea jest prosta – penetracja pewnego obszaru, strzelanie do stwora i rozwiązywanie zagadek logicznych. Nie brzmi to imponująco, ale i nie o treść chodziło do tej pory w tych grach. Survival Horror karmi się bowiem przede wszystkim klimatem. Żeruje na wyobraźni gracza, jego fobiach i lękach. Przemawia do tej części naszego jestestwa, która zawsze chowa nogi pod koc w nocy, która z lękiem spogląda w ciemność i która wzdryga się, kiedy słyszy niezidentyfikowany dźwięk. Silent Hill 2, druga część słynnej poprzedniczki, jest właśnie taka. Mnie ta gra przeraziła... nie dlatego, iż jest krwawa czy pokręcona, lecz dlatego, iż jest choro-klaustrofobiczna. Ciemne korytarze, gdzie każdy szczegół, każda banalna rzecz przybiera przerażającą maskę zniekształcenia kiedy jasny snop światła latarki wyławia je z mroku. To by było straszne w normalnym świecie, a Silent Hill 2 dzieje się w jakiejś koszmarnej, zdeformowanej rzeczywistości. Pomieszczenia są schizofrenicznie zniszczone – jakby spalone, zniszczone kurzem, czasem i zaniedbaniem, a przecież noszą ślady niedawnego zamieszkania. Wszędzie widać ślady starej krwi, która jest bardziej przerażająca niż świeże plamy. Wszędzie widać koszmarną rdzę, brud, tłustą nieczystość. I wszędzie jest ciemno. Jeżeli na tym tle wyłania się coś oślizgłego, drgającego konwulsyjnie, to niewiele potrzeba do paniki. Pierwsze spotkanie z grą jest koszmarne – zaś pierwsze wnętrza do zbadania – po prostu niemożliwie. Nie mówię wcale o stworach, które choć przeraźliwe, to jednak “są”, w tym sensie, iż są objawione, widoczne, do „rozwalenia” – nie są już tajemnicą. Najgorsze w Silent Hill 2 nie jest bowiem to, co już widać, bowiem to można sobie oswoić, uciec, przyzwyczaić się czy po prostu rozwalić w miazgę. Nie, stwory, choć zniekształcone, pokręcone, śliskie i koszmarne, nie są najgorsze.
Najgorsze w Silent Hill 2 jest to, czego jeszcze nie ma, czego jeszcze nie widać – a co tworzy wyobraźnia grającego. Stąd moje przerażenie, kiedy powoli zwiedzałem puste, ciemne, zapuszczone pomieszczenia. Wszystko wydawało się zagrożeniem – byle cień, byle dźwięk – a każda niezwiedzona lokacja ziała napięciem. Paradoksalnie – akcja i potwory rozładowują ową nieznośną atmosferę zagrożenia. Jeżeli posiada się bujną wyobraźnię, Silent Hill 2 może okazać się przerażającym doświadczeniem.Człowiek nie ma szans na oswojenie się z poczuciem zagrożenia i ciemnością. Wydawałoby się, iż najgorsze są początki, pierwszy i drugi apartament, może jeszcze szpital. Do teraz pamiętam jedno niewinne pomieszczenie w pierwszej lokacji (Woodside Apartments) – pokój z manekinem dzierżącym latarkę – wejście tam jest absolutnie niesamowite i przerażające – wyłaniające się ciało z ciemności – nieruchome i ciche… Żywe? Trup? Wisielec? Koszmar... Lecz świat gry deformuje się coraz bardziej w miarę upływu czasu. Pomieszczenia nagle zmieniają swój charakter, rzeczywistość płynie przechodzi z warstwy w warstwę, złuszcza się jak stara tapeta z obdrapanych ścian, jak stary bandaż z zaropiałej rany. Tutaj nie ma miejsca na oddech i złudną pewność, wszystko zanurzone jest w przerażającym, chorym strumieniu świadomości i każda odpowiedź rodzi więcej pytań, więcej koszmarów...

Edycja: Czy zdradzenie wszystkich zakończeń, łącznie z ukrytymi, to jakaś nowa szkoła pisania recenzji?
Gratulacje
Znacie może jakąś strone gdzie opisane są wszystkie zakończenia ??
na recke tej gry nigdy niejest za pozno !!, SH2 to super swietny horror
jest to jedna z moim ulubionych gier, a napewno najlepsza z całego gatunku survival horror !!
aby delektować się w pełni tą grą należy tylko w ten sposób zagrać(ukończyć) ją.
jak dla mnie jedna z nielicznych gier której przydzielam najwyższą możliwą ocenę czyli 10/10 !!
no, to musi być jakieś szczególne hardcore
Chcieli zrobić kontynuacje fantastyczego SH1 ale 2 nie wyszła...
trójka to nadrobiła