Gier osadzonych w świecie Tolkiena było już mnóstwo. Za sprawą trylogii Petera Jacksona z roku na rok przybywa ich coraz więcej. Obecnie nowościami są RTS 3D Bitwa o Śródziemie oraz taktyczna gra RPG Trzecia Era. Tę pierwszą dopiero testujemy, drugą zaś prezentujemy w niniejszej recenzji. Trzecia Era jest niczym innym jak serią Final Fantasy osadzoną w realiach Władcy Pierścieni. Jej atrakcyjność podnosi fakt, że nie wcielamy się w niej w żadną z postaci znanych z twórczości Tolkiena. Głównym bohaterem nie jest więc żaden członek drużyny pierścienia, lecz nikomu znany gondorczyk Berethor, który został wysłany w misję pomocy Boromirowi. Oznacza to ni mniej ni więcej, że przygody naszego bohatera toczą się równolegle do wyprawy Froda, Gandalfa i reszty drużyny. Wszystko to zostało osadzone w klimatycznej oprawie fantasy, której grafika wykorzystuje karty graficzne do granic ich możliwości. Trzecia Era jest ciekawa, grywalna i pełna fajerwerków. Jakieś wady? Ach tak, dostępna jest wyłącznie na konsole nowej generacji. Szkoda, bo pecetowcy stracili jedną z najlepszych gier osadzonych w świecie Władcy Pierścieni. Co w niej takiego dobrego? Szczegóły poznacie w dalszej części recenzji!
Spis treści
Formuła Final Fantasy jest dosyć nietypowa, przynajmniej jeśli chodzi o rynek pecetowy. Siódma część tej serii została dosyć dobrze przyjęta przez graczy, jakkolwiek nie na tyle, aby producentowi chciało się dokonywać konwersji kolejnych części. Co prawda ostatnio ukazał się jedenasty epizod serii, ale nie słychać było specjalnych euforii ze strony graczy. Pecetowi gracze bardziej wolą taktyczne potyczki rodem z Heroes of Might & Magic czy Etherlords, aniżeli Final Fantasy. Sytuacja jest zupełnie inna w przypadku rynku konsolowego. Tam sklepy są rocznie zatapiane egzemplarzami kolejnych "finalo-podobnych" produkcji. Sam producent – Square Software – wypuszcza kilka bliźniaczych tytułów każdego roku. Osobiście byłem zaskoczony, że Electronic Arts wprowadziła świat Tolkiena w schemat Final Fantasy. Zaskoczenie było duże, ale spotkało się z wielką aprobatą tego pomysłu. Już po pierwszych minutach gry i po ukończeniu kilku potyczek wiedziałem, że Trzecia Era przykuje mnie do telewizora na bardzo długo.
Ucieczka w dobrze znane klimaty Final Fantasy
W gruncie rzeczy mamy do czynienia z hybrydą trzech gatunków gier – pierwsza to RPG, z której zaczerpnięto systemy czarów i umiejętności specjalnych, rozwoju postaci i ekwipunku. Drugi to strategia, z nasileniem na jej odłam taktyczny. Wreszcie trzeci to przygoda. Mariaż mógłby się wydawać karkołomny, jednak w przypadku formuły Final Fantasy sprawdza się wyśmienicie. W przeciwieństwie do większości gier RPG nie tworzymy tutaj własnej postaci, naszym głównym bohaterem jest Berethor. Dysponuje on swoimi parametrami wejściowymi i skromnym ekwipunkiem. Potencjał możliwości, jaki w nim drzemie zostaje oddany do naszej dyspozycji. Zresztą podobnie jest z kolejnymi postaciami, które przyłączą się do naszej drużyny. Zabawa parametrami i charakterystykami stanowi jeden z głównych elementów grywalności Trzeciej Ery. Do zarządzania mamy cztery podstawowe cechy, wpływające na punkty życia, punkty akcji (wykorzystywania przy używaniu specjalnych zdolności i czarów), inicjatywę i zręczność. Zdobywane punkty doświadczenia przeliczane są na pulę punktów, które z kolei sami rozdzielamy na powyższe cechy. Im dalej będziemy zagłębiać się w fabule, tym trudniejsze decyzje rozwoju postaci przyjdzie nam podejmować – w pewnym momencie trzeba zdecydować, czy dany członek naszej drużyny ma się rozwijać w stronę wytrzymałości, czy może siły, bądź inicjatywy? Rozdzielać punkty będziemy bardzo często, gdyż punkty doświadczenia zwiększają się bardzo szybko, a trupów po każdej wygranej potyczce jest coraz więcej.

Do zarządzania mamy cztery podstawowe cechy, wpływające na punkty życia, punkty akcji (wykorzystywania przy używaniu specjalnych zdolności i czarów), inicjatywę i zręczność.
może w nawiasie zjadło Kokoszowi " DO"? czyli ... wpływające na punkty życia, punkty akcji ( do wykorzystywania przy używaniu specjalnych zdolności i czarów)
Ale wsród tych 5 (4), wpływających m.in. na punkty życia i akcji, jest właśnie zręczność! A po chwili wrzuca się do jednego worka te dwie pozycje oraz zręczność! Czyli zręczność wpływa na zręczność?
To i ja łapię, nie tego się czepiam.
Może tylko 4 z nich wpływają na 3 parametry (KP, AP, HP)?
Do zarządzania mamy cztery podstawowe cechy, wpływające na punkty życia, punkty akcji (wykorzystywania przy używaniu specjalnych zdolności i czarów), inicjatywę i zręczność.
może w nawiasie zjadło Kokoszowi " DO"?
dla starego RPGowca
a tych cech głownych to faktycznie masz rację wojtzuch. 5 jest z tego co widać.
No ja lecę. W końcu trzeba się zabrać do recenzji nowego Prince of Persia i jeszcze pomarudzić w Wordzie nad prawie ukończonym (ach co ze mnie za leń, miało być na wczoraj! Przyznaję się bez bicia!) Full Spectrum Warrior.
Do zarządzania mamy cztery podstawowe cechy, wpływające na punkty życia, punkty akcji (wykorzystywania przy używaniu specjalnych zdolności i czarów), inicjatywę i zręczność.
Pomijając gramatyczność konstrukcji "punkty akcji wykorzystywania", coś jest pomieszane jeśli chodzi o te cechy, i to mocno.
Po pierwsze po stronie cech widzę 5 pozycji, a po stronie parametrów - 3.
Po drugie punkty życia i akcji, jak i zręczność (dexterity) znajdują się po różnych stronach.
Tak czy inaczej zręczność nie może wpływać na zręczność!
Raczej 5 cech, albo część z nich (w tym zręczność), wpływa na 3 parametry (zakładam, bo nie wiem): HP (p. zdrowia), AP (p. akcji) i Armor (klasa pancerza; tu pewnie także zręczność ma znaczenie).
Kokosz poślij mi priorytetem konsolę na dwa tygodnie;), bo jakoś nie mogę się zebrać na zakup. Ilekroć juz już mam kupowac.... i.... coś innego biorę
CD Projekt już miał gotowe teksty i nagranych aktorów do Baldur'a. Problem polaga na tym, że fundusze się skończyły po stronie producenta i oni nie zdążyli (zanim projekt nie został zamknięty) przygotowac polskiej kompilacji
Rozumiem, że chodzi Ci o zmiane aragorna na kogostam, boromira na innego itp.
IMO gdyby tego nie zrobili to gra nie mialaby sensu. wszystko byloby w 100% przewidywalne i juz dawno oklepane. oczywiscie imo.
skoro gra nazywa sie Lord of the Rings to powinnismy sie wcielic w Aragorna, Legolasa, Gandalfa itd.