Dobrnęliśmy w końcu do najciekawszego moim zdaniem momentu testu. Wkładam na tackę płyty z filmami DivX.

Pirat na tacce
Napęd, po rozpoznaniu płyty, automatycznie wyświetla w niewielkim okienku podgląd filmu. Do tego, użytkownik otrzymuje informacje o długości trwania nagrania oraz o jakości z jaką skompresowano plik (bitrate).

Okienko podglądu
To także moment, kiedy samodzielnie można sobie wybrać z płyty plik z napisami. Producent obiecuje, że czytnik radzi sobie ze wszystkimi formatami napisów. Rzeczywiście, ciężko zaprzeczyć temu twierdzeniu. Każda z testowanych przeze mnie płyt bezbłędnie prezentowała w dolnej części ekranu litery z polskimi znakami.


Film w okienku podglądu nie odtwarza się płynnie
Tak jak w przypadku płyt z filmami DVD, włącza się tu irytujący zegarek w górnym rogu. Problem trzeba skorygować za pomocą pilota.


Znów ten czasomierz...
Wyświetlane napisy nie są za małe. Można rzec - są w sam raz. Dla tych, którzy nie lubią białych napisów, istnieje możliwość zmiany ich koloru. Paleta dostępnych barw nie jest szeroka. Daje jedną alternatywę. Zamiast bieli można wybrać żółć.


Litery białe i żółte
Tak jak w przypadku filmów z płyt DVD, możliwe jest powiększenie obrazu. Tym razem o dwa razy. Litery pozostają w tym samym miejscu, a w filmach panoramicznych, kosztem „boków” filmu, wypełniamy dotychczas czarne pasy u dołu i u góry ekranu.
Istnieje też możliwość wyświetlania literek nieco wyżej lub niżej. Filmy można przewijać w obu kierunkach z szybkością 2x, 4x, 8x i 16x.



Szybciej, wyżej, niżej.
Na koniec filmowego testu, pełen nadziei sprawdziłem, czy w przeciwieństwie do testowanych przeze mnie odtwarzaczy KiSS, Bellwood poradzi sobie z filmem zakodowanym z technologią Qpel. Niestety, także tutaj musiałem pogodzić się z porażką.
Napęd po włożeniu płyty z filmem wygenerował jedynie napis o nieobsługiwanym kodeku. Bellwood nie jest więc doskonały. Ale być może nowe oprogramowanie rozwiąże ten kłopot.

Problem ze filmem
Aktualizacja oprogramowania odtwarzacza ogranicza się do włożenia płyty z nagranym na niej programem do czytnika i wybranie odpowiedniego folderu. Reszta odbywa się automatycznie, a po kilku chwilach sprzęt jest znowu gotowy do pracy.
Zapomniałbym. Wspominałem na początku o opcji nazwanej „dzwonek”. Odpowiada ona za odtwarzanie podczas otwierania tacki na płytę, dźwięku podobnego do hotelowego dzwonka wzywającego recepcjonistę. Ciekawy pomysł, ale po kilkukrotnym wysunięciu płytki nudzi się :). Ważne, że możliwe jest wyłączenie tej opcji.

Napęd, po rozpoznaniu płyty, automatycznie wyświetla w niewielkim okienku podgląd filmu. Do tego, użytkownik otrzymuje informacje o długości trwania nagrania oraz o jakości z jaką skompresowano plik (bitrate).

To także moment, kiedy samodzielnie można sobie wybrać z płyty plik z napisami. Producent obiecuje, że czytnik radzi sobie ze wszystkimi formatami napisów. Rzeczywiście, ciężko zaprzeczyć temu twierdzeniu. Każda z testowanych przeze mnie płyt bezbłędnie prezentowała w dolnej części ekranu litery z polskimi znakami.


Tak jak w przypadku płyt z filmami DVD, włącza się tu irytujący zegarek w górnym rogu. Problem trzeba skorygować za pomocą pilota.


Wyświetlane napisy nie są za małe. Można rzec - są w sam raz. Dla tych, którzy nie lubią białych napisów, istnieje możliwość zmiany ich koloru. Paleta dostępnych barw nie jest szeroka. Daje jedną alternatywę. Zamiast bieli można wybrać żółć.


Tak jak w przypadku filmów z płyt DVD, możliwe jest powiększenie obrazu. Tym razem o dwa razy. Litery pozostają w tym samym miejscu, a w filmach panoramicznych, kosztem „boków” filmu, wypełniamy dotychczas czarne pasy u dołu i u góry ekranu.
Istnieje też możliwość wyświetlania literek nieco wyżej lub niżej. Filmy można przewijać w obu kierunkach z szybkością 2x, 4x, 8x i 16x.



Na koniec filmowego testu, pełen nadziei sprawdziłem, czy w przeciwieństwie do testowanych przeze mnie odtwarzaczy KiSS, Bellwood poradzi sobie z filmem zakodowanym z technologią Qpel. Niestety, także tutaj musiałem pogodzić się z porażką.
Napęd po włożeniu płyty z filmem wygenerował jedynie napis o nieobsługiwanym kodeku. Bellwood nie jest więc doskonały. Ale być może nowe oprogramowanie rozwiąże ten kłopot.

Aktualizacja oprogramowania odtwarzacza ogranicza się do włożenia płyty z nagranym na niej programem do czytnika i wybranie odpowiedniego folderu. Reszta odbywa się automatycznie, a po kilku chwilach sprzęt jest znowu gotowy do pracy.
Zapomniałbym. Wspominałem na początku o opcji nazwanej „dzwonek”. Odpowiada ona za odtwarzanie podczas otwierania tacki na płytę, dźwięku podobnego do hotelowego dzwonka wzywającego recepcjonistę. Ciekawy pomysł, ale po kilkukrotnym wysunięciu płytki nudzi się :). Ważne, że możliwe jest wyłączenie tej opcji.
