Grand Theft Auto III przełamała pewną barierę i wyznaczyła nowy trend wśród gier - w czasach, kiedy wydawało się, że wszystko, co było do wymyślenia już istnieje... Rockstar wydał trzecią część swojego przeboju i dosłownie zrewolucjonizował rynek! Trochę to trwało, ale w końcu zaczęły się pokazywać konkurencyjne produkty. Czesi zaatakowali dobrą, choć nieco skostniałą, Mafią. Wielka Brytania próbowała podbić świat Driv3rem. Zaś Amerykanie mają swoje True Crime: Streets of L.A. Żaden z tych trzech tytułów nie może się równać trzeciej odsłonie Grand Theft Auto. Mało tego – quasi-rozszerzenie Vice City (pomimo miliardów bugów) również zostawiło konkurentów w tyle. Kolejna część GTA - San Andreas już została wydana na Playstation 2 (w chwili obecnej ją testujemy - recenzja wkrótce) i z czystym sumieniem można powiedzieć, że nie tylko wyprzedziła ona pozostałe gry tego typu, ale w porównaniu z nimi, wyprzedza je o długość całego układu słonecznego. Gdzie w tym wszystkim plasuje się True Crime? Przeczytajcie recenzję, a sami się przekonacie!
Spis treści
Nick Kang to twardy i bezkompromisowy glina, którym szczyciłaby się niejedna hollywoodzka produkcja. Jego ojciec był legendą policji Los Angeles, jednak Kang nie miał okazji się o tym przekonać na własnej skórze. Jego staruszek któregoś dnia zniknął bez śladu i nikomu nie udało się dowiedzieć, co się właściwie stało. Krążyły plotki, jakoby był przekupnym policjantem, który chciał dostawać więcej niż mu się należało, w wyniku czego ktoś go sprzątnął. Jeszcze inni twierdzili, że nie wytrzymał presji i ulotnił się, rozpoczynając zupełnie nowe życie. Dla Nicka było to bez znaczenia. Wyrósł, wstapił do policji i liczyło się dla niego tylko łapanie bandziorów. Nie przebierał w środkach i naginał prawo, by tylko wsadzić do więzienia kolejnego przestępcę. To właśnie przez swój brak poszanowania regulaminu został zawieszony w czynnościach. Jednak długo bezrobotny nie był. Jego ojciec miał wielu przyjaciół, wśród nich Nick cieszył się popularnością. Szefowa EOD (Elite Operation Division) właśnie zwerbowała Kanga do walki ze zorganizowaną przestępczością. W Los Angeles źle się dzieje - mafia z Chinatown przygotowuje się do dużej roboty. Rosjanie też coś knują. A Nick Kang wylądował właśnie w samym środku intrygi, której początki sięgają przeszłości i dotyczą jego ojca. Jeśli gracz będzie miał wystarczająco dużo samodyscypliny i szczęścia, to być może odkryje największą zbrodnię, jaka miała miejsce w Los Angeles.
Im dalej w fabułę, tym więcej niespodzianek odkryje ona przed nami. Przede wszystkim trzeba wiedzieć, że została ona podzielona na kilka rozdziałów, te z kolei składają się z epizodów. Żeby było ciekawiej, każdy rozdział posiada alternatywne epizody, które wzajemnie się wykluczają. Zasada jest prosta - jeśli niczego nie spieprzymy, to nie uaktywnią się nam alternatywne (czyt. "karne") epizody. Cały scenariusz zakłada trzy możliwe warianty ukończenia gry: pierwszy i najszybszy jest dla największych nieudaczników, którzy spartolą wszystko, co tylko jest to spartolenia w pierwszych epizodach. Jeśli jednak uda się nam przejść pozytywnie pierwsze "rozwidlenie" fabuły, to przed nami kolejne wyzwanie. O ile w pierwszym przypadku trzeba się bardzo starać, aby szybko zakończyć grę najgorszym z możliwych zakończeń... o tyle w drugim przypadku sprawa jest kompletnie odmienna. Ciężko będzie ukończyć epizody tak, aby nie zboczyć z głównego toru i zaliczyć drugie zakończenie. Jeśli jednak jesteśmy wystarczająco dobrzy, to dotrzemy do końca końców - finału, który odkryje przed nami wszystkie tajemnice, a z Kanga zrobi superglinę. Nie chcę zagłębiać się w szczegóły fabuły, bo musiałbym zbyt wiele rzeczy Wam wyjaśniać. Scenariusz jest jedną z niewielu rzeczy, dla których warto w True Crime zagrać. Gra, pomimo swoich niedopracowań, posiada dopiętą na ostatni guzik fabułę.
Misje, które wykonujemy w samochodzie nie ograniczają się wyłącznie do pościgów. Oprócz typowego przemierzania ulic Los Angeles i ścigania wszelakich bandziorów, próbujących przed nami uciec w swoich "cegłopodobnych" samochodach, będziemy też musieli brać udział w karkołomnych rajdach i wyścigach z czasem. O ile pierwsze rodzaje misji nie będą obce miłośnikom GTA, o tyle te ostatnie wprowadzają trochę świeżego powietrza do gry. Jeśli naszym zadaniem jest dojechać w określone miejsce przed upływem jakiegoś czasu, to nieźle będziemy musieli się napracować, aby ten cel zrealizować. W przeciwieństwie do GTA, większości misji nie uda się nam zrealizować za pierwszym razem. Takie wyścigi z czasem wymagają niezwykłej precyzji (może nie jest ona tak wywindowana jak w Driv3rze, ale też nie pozostawia marginesu na błędy). Pierwszych kilka podejść do takich misji spędzimy na poznawaniu najkrótszej trasy do celu. Później będziemy pędzić na złamanie karku i skupiać się na wymijaniu samochodów, które nieoczekiwanie wyłaniać się będą zza winkli. Nie zabraknie oczywiście misji, w których będziemy musieli śledzić jakiś wóz, czy ścigać się i ostrzeliwać oponentów jednocześnie. Czasami trzeba też będzie po prostu wiać, gdzie pieprz rośnie przed goniącymi nas oprychami. Słowem: typowe GTA. 
IMO duzo, duzo lepsza
Pozdrawiam niezwykle serdecznie.
Jak ktoś twierdzi inaczej, to chyba kierownicy nie ma
"nieco skostniała, Mafia" - hehe
No i tryb biegania po mieście też pozostawia wiele do życzenia. Co nie oznacza, że nie grało mi sie w Mafię fajnie. Chętnie zagrałbym w kontynuację
Oczywiście gry są rozłączne (od strony technicznej rozgrywki) i nie jestem specjalnym zwolennikiem ich porównywania.
Po prostu piękna gra! grało mi się cudownie. No i to zakończenie...
GTAIII pograłem ciutes... dłużej w Vice City... Ale Mafia rządzi dla mnie