Adwersarze: Trigen? Ni pies to, ni wydra... coś na kształt świdra!
Archipelag wysp doktora Kriegera to niestety istne piekło na ziemi. Wojskowe obozy pełne najemników, piesze patrole na rajskich plażach. Snajperzy w strażniczych wieżyczkach. Nawet asystenci i obsługa techniczna laboratoryjnych instalacji rozsianych po wysepkach jest agresywnie nastawiona do głównego bohatera gry. W dżungli czyhają natomiast krwiożercze Trigeny – efekt genetycznych eksperymentów szalonego naukowca. W pewnym momencie okropne monstra wyrwą się spod kontroli swojego stworzyciela. Nie trudno chyba zgadnąć, iż to właśnie biedny Jack Carver będzie musiał przysłowiowo „pozamiatać śmieci”. Jednym słowem nie dość, że Jacka ścigają uzbrojeni najemnicy dr. Kriegera, pod wodzą zwariowanego militarysty, pułkownika Richarda Crowe’a, to jeszcze będzie się on musiał opędzać od tabunów zdegenerowanych mutantów. Trzeba przyznać, że walka z tymi drapieżcami nie należy do najłatwiejszych, są nie tylko piekielnie szybkie i zwinne, ale w dodatku występują w kilku koszmarnych odmianach. Mamy więc paskudne, krępe bestie atakujące pazurami, potężnie umięśnione, wielgaśne behemoty uzbrojone w wyrzutnie rakiet oraz najbardziej uciążliwe – mutanty posiadające umiejętność wtopienia się w otoczenie. Kamuflaż godny samego Predatora. Nigdy więc nie wiadomo, czy za rogiem nie czyha na nas groźny przeciwnik.
Multiplayer: Strzały znikąd...
W ostatnich latach każda szanująca się produkcja typu FPS musi posiadać porządny tryb multiplayer (wspólnej gry wielu graczy). Nie inaczej jest z programem ze stajni CryTek’a. Trzydziestu dwóch wirtualnych zawodników może zmagać się na kilku dostępnych mapach. W znakomitej większość teatrem działań w wersji gry dla wielu graczy są – podobnie jak w trybie dla pojedynczego gracza – otwarte przestrzenie, gęsta dżungla i malownicze plaże. Programiści z Koburga oddali do naszej dyspozycji trzy tryby rozgrywki – Free For All, Team Deathmatch i najciekawszy, Assault. Dwie pierwsze opcje to klasyczny „każdy na każdego” i gra drużynowa. „Szturm” to najciekawszy aspekt rozgrywki multiplayer w Far Cry. W wielkim skrócie – dwie drużyny próbują opanować strategiczne punkty na mapie. Do wyboru są również trzy klasy postaci: zwykły żołnierz, snajper oraz „wsparcie” (wybaczcie, drodzy czytelnicy, ale staram się operować pojęciami z polskojęzycznej wersji językowej programu). Ostatnia klasa potrafi leczyć, reperować budynki itd. Jednakże ze względu na specyfikę map w trybie dla wielu graczy, prawdziwym królem Far Cry jest... niepozorny snajper. To niestety najpoważniejsza wada sieciowej rozgrywki w FC. Grając postacią wyposażoną w broń snajperską, jesteś drogi graczu niemalże BOGIEM. Cóż z tego, że wraz z innymi członkami zespołu właśnie przeprowadzasz finezyjny atak na bazę przeciwnika, prujesz dziko krętą drogą w potężnym Humvee. Za chwilę i tak ukryty na wzniesieniu snajper powystrzela was wszystkich jak kaczki! Takie są moje doświadczenia po kilkunastu dniach intensywnego grania w sieci. Wielka szkoda, że klasy postaci są tak źle wyważone, ale pretensję można też mieć do samej mechaniki gry oraz obszernych map, które jak ulał pasują wszystkim lubującym się w strzelaniu zza *ekhem* winkla...
Oprawa audio-wizualna: Istny raj na wirtualnej Ziemi...
O CryEngine – silniku graficznym napędzającym Far Cry napisano już wiele. Dość powiedzieć, że od samego początku nasze zmysły atakowane są istną feerią barw rodem z najprawdziwszej – jakżeby inaczej – tropikalnej wyspy. Modele postaci, dzięki zastosowaniu opatentowanej przez CryTeka technologii PolyBumb wyglądają doskonale , realistyczne cienie idealnie budują atmosferę gry. O aspekcie technicznym silnika graficznego CryEngine rednacz rozpisywał się już w tym artykule.
Doskonałej oprawie wizualnej Far Cry dorównuje świetny dźwięk. Technologia EAX i zastosowane w grze efekty środowiskowe zasługują na medal. Również przewodni motyw muzyczny jest wysmakowany i doskonale pasuje klimatem do akcji, którą śledzimy na ekranie monitora. Wbrew pozorom nie jest to łatwa sztuka. Wielokrotnie muzyka w grach komputerowych była traktowana, mówiąc ambiwalentnie, dosyć po macoszemu. Albo „muzyką” zajmowały się jakieś szarpidruty trzeciego sortu, albo rzemieślnik wywodzący się na ogół z demosceny. Tak, to jest aluzja do ostatniego rodzimego hitu, nie da się ukryć (pozdrowienia dla pogrobowców z zespołu Mech, to były piękne, szalone lata 80!)
Archipelag wysp doktora Kriegera to niestety istne piekło na ziemi. Wojskowe obozy pełne najemników, piesze patrole na rajskich plażach. Snajperzy w strażniczych wieżyczkach. Nawet asystenci i obsługa techniczna laboratoryjnych instalacji rozsianych po wysepkach jest agresywnie nastawiona do głównego bohatera gry. W dżungli czyhają natomiast krwiożercze Trigeny – efekt genetycznych eksperymentów szalonego naukowca. W pewnym momencie okropne monstra wyrwą się spod kontroli swojego stworzyciela. Nie trudno chyba zgadnąć, iż to właśnie biedny Jack Carver będzie musiał przysłowiowo „pozamiatać śmieci”. Jednym słowem nie dość, że Jacka ścigają uzbrojeni najemnicy dr. Kriegera, pod wodzą zwariowanego militarysty, pułkownika Richarda Crowe’a, to jeszcze będzie się on musiał opędzać od tabunów zdegenerowanych mutantów. Trzeba przyznać, że walka z tymi drapieżcami nie należy do najłatwiejszych, są nie tylko piekielnie szybkie i zwinne, ale w dodatku występują w kilku koszmarnych odmianach. Mamy więc paskudne, krępe bestie atakujące pazurami, potężnie umięśnione, wielgaśne behemoty uzbrojone w wyrzutnie rakiet oraz najbardziej uciążliwe – mutanty posiadające umiejętność wtopienia się w otoczenie. Kamuflaż godny samego Predatora. Nigdy więc nie wiadomo, czy za rogiem nie czyha na nas groźny przeciwnik.Multiplayer: Strzały znikąd...
W ostatnich latach każda szanująca się produkcja typu FPS musi posiadać porządny tryb multiplayer (wspólnej gry wielu graczy). Nie inaczej jest z programem ze stajni CryTek’a. Trzydziestu dwóch wirtualnych zawodników może zmagać się na kilku dostępnych mapach. W znakomitej większość teatrem działań w wersji gry dla wielu graczy są – podobnie jak w trybie dla pojedynczego gracza – otwarte przestrzenie, gęsta dżungla i malownicze plaże. Programiści z Koburga oddali do naszej dyspozycji trzy tryby rozgrywki – Free For All, Team Deathmatch i najciekawszy, Assault. Dwie pierwsze opcje to klasyczny „każdy na każdego” i gra drużynowa. „Szturm” to najciekawszy aspekt rozgrywki multiplayer w Far Cry. W wielkim skrócie – dwie drużyny próbują opanować strategiczne punkty na mapie. Do wyboru są również trzy klasy postaci: zwykły żołnierz, snajper oraz „wsparcie” (wybaczcie, drodzy czytelnicy, ale staram się operować pojęciami z polskojęzycznej wersji językowej programu). Ostatnia klasa potrafi leczyć, reperować budynki itd. Jednakże ze względu na specyfikę map w trybie dla wielu graczy, prawdziwym królem Far Cry jest... niepozorny snajper. To niestety najpoważniejsza wada sieciowej rozgrywki w FC. Grając postacią wyposażoną w broń snajperską, jesteś drogi graczu niemalże BOGIEM. Cóż z tego, że wraz z innymi członkami zespołu właśnie przeprowadzasz finezyjny atak na bazę przeciwnika, prujesz dziko krętą drogą w potężnym Humvee. Za chwilę i tak ukryty na wzniesieniu snajper powystrzela was wszystkich jak kaczki! Takie są moje doświadczenia po kilkunastu dniach intensywnego grania w sieci. Wielka szkoda, że klasy postaci są tak źle wyważone, ale pretensję można też mieć do samej mechaniki gry oraz obszernych map, które jak ulał pasują wszystkim lubującym się w strzelaniu zza *ekhem* winkla...Oprawa audio-wizualna: Istny raj na wirtualnej Ziemi...
O CryEngine – silniku graficznym napędzającym Far Cry napisano już wiele. Dość powiedzieć, że od samego początku nasze zmysły atakowane są istną feerią barw rodem z najprawdziwszej – jakżeby inaczej – tropikalnej wyspy. Modele postaci, dzięki zastosowaniu opatentowanej przez CryTeka technologii PolyBumb wyglądają doskonale , realistyczne cienie idealnie budują atmosferę gry. O aspekcie technicznym silnika graficznego CryEngine rednacz rozpisywał się już w tym artykule. Doskonałej oprawie wizualnej Far Cry dorównuje świetny dźwięk. Technologia EAX i zastosowane w grze efekty środowiskowe zasługują na medal. Również przewodni motyw muzyczny jest wysmakowany i doskonale pasuje klimatem do akcji, którą śledzimy na ekranie monitora. Wbrew pozorom nie jest to łatwa sztuka. Wielokrotnie muzyka w grach komputerowych była traktowana, mówiąc ambiwalentnie, dosyć po macoszemu. Albo „muzyką” zajmowały się jakieś szarpidruty trzeciego sortu, albo rzemieślnik wywodzący się na ogół z demosceny. Tak, to jest aluzja do ostatniego rodzimego hitu, nie da się ukryć (pozdrowienia dla pogrobowców z zespołu Mech, to były piękne, szalone lata 80!)
