Graficznie gra prezentuje się, jak widać na screenach, po prostu rewelacyjnie. Postacie rycerzy i bohaterów są bardzo ładne i wręcz wyidealizowane. Zupełnie inaczej natomiast wyglądają cywile, których na obrazkach z oficjalnych stron gry w ogóle nie pokazano (zapewne ze względów marketingowych). W żadnej jeszcze bowiem grze nie widziałem tak beznadziejnego uproszczenia. W takim oto Orleanie, niby niegdyś wielkim mieście, przemieszczają się jakieś szare maszkary, od biedy przypominające ludzi. Ale co to za ludzie? Wyglądają - wypisz-wymaluj - jak żebrzący trędowaci z jakichś starych sztychów. Kobiety, dzieci i starcy - wszyscy zdają się mieć po 70 lat i nie mieć grosza przy duszy. Rozumiem, że w średniowieczu nie było kolorowo, ale proszę spojrzeć na obrazki Lerrenzettiego (Dobrodziejstwa Sprawiedliwych Rządów). Odwrotnie niż dzisiaj, właśnie wtedy nie było żadnych dyktatorów mody, którzy lansują większość rzeczy na jedno kopyto. Ludzie właśnie w średniowieczu eksponowali swoje pstrokate, ale jakże kolorowe ciuchy, gdy dziś każdy eksponuje tylko i wyłącznie logo jakiegoś mniej lub bardziej drogiego krawca. Cóż, miasta i mieszczanie w grze to jedna wielka pomyłka.
Grafika to jedno, a animacje to drugie. I te w Joannie są po prostu fatalne. Nic tu nie ma płynnego. Joanna porusza się jak Miś Jogi, którego kiedyś proponował nam Adam Słodowy: koreczek i cztery nóżki, którymi kręcimy, by uzyskać efekt marszu. Zginające się kolana to marzenie. Efekt przyspieszonych animacji w walce jest niby nawet pożyteczny, ponieważ tylko dzięki temu autorzy uzyskali najwyraźniej zaplanowany japoński model machania mieczem. Animując walkę wykorzystano chyba tylko dwa lub trzy ujęcia. Miecz w dłoni, miecz nad głową przeciwnika, miecz w głowie przeciwnika. W tym momencie jednak trzeba przypomnieć, że walka w Joannie nie jest krwawa. Joanna mieczem swym nikogo nie dźga, lecz jedynie uderza i to - jak się wydaje - płaską jego częścią (czyli tzw. płazem, a nie ostrzem). Przeciwnicy bowiem najczęściej są tymi uderzeniami ogłuszani, a dopiero po zadaniu jakichś dwudziestu ciosów padają bez tchu. W grze nie ma ani kropli krwi - wszystko to zatem przypomina staromodny western, w którym też - jak wiadomo - kowboje nigdy nie krwawili od kul. Walka zatem nijak nie przypomina niczego średniowiecznego, a jak najbardziej upodobnia się do bijatyki Kung-Fu.
Ale walka jako tako jeszcze uchodzi - w walce bowiem tak czy inaczej wszystko zazwyczaj dzieje się szybko. Najgorszy w grze jest sposób wykonania terenu i możliwości poruszania się w nim. Teren, na którym rozgrywa się akcja jest ogromny i graficznie oddaje jakieś jesienne klimaty średniowiecza - rzeki, lasy, łąki, zamki i wioski - wygląda to średnio dobrze, ale nie jest najgorzej. Źle się jednak robi, gdy zaczynamy się orientować, iż wszystko to stanowi tylko i wyłącznie dekorację. Idąc bowiem przez "las" ścieżką okazuje się, że idziemy tunelem - ni sposób zboczyć ze ścieżki, przejść na skróty - tam jest po prostu ściana. To samo, gdy spotykamy mały domek i płotek wysokości kolana. Nie da rady go przeskoczyć - płotek jest niewidzialnym murem sięgającym chyba niebios. Silnik gry z jednej strony jest oczywiście wyjątkowo słabo zorganizowany do odegrania odpowiednio swej roli, a z drugiej strony rzuca się w oczy zwykłe niechlujstwo twórców.
Grafika to jedno, a animacje to drugie. I te w Joannie są po prostu fatalne. Nic tu nie ma płynnego. Joanna porusza się jak Miś Jogi, którego kiedyś proponował nam Adam Słodowy: koreczek i cztery nóżki, którymi kręcimy, by uzyskać efekt marszu. Zginające się kolana to marzenie. Efekt przyspieszonych animacji w walce jest niby nawet pożyteczny, ponieważ tylko dzięki temu autorzy uzyskali najwyraźniej zaplanowany japoński model machania mieczem. Animując walkę wykorzystano chyba tylko dwa lub trzy ujęcia. Miecz w dłoni, miecz nad głową przeciwnika, miecz w głowie przeciwnika. W tym momencie jednak trzeba przypomnieć, że walka w Joannie nie jest krwawa. Joanna mieczem swym nikogo nie dźga, lecz jedynie uderza i to - jak się wydaje - płaską jego częścią (czyli tzw. płazem, a nie ostrzem). Przeciwnicy bowiem najczęściej są tymi uderzeniami ogłuszani, a dopiero po zadaniu jakichś dwudziestu ciosów padają bez tchu. W grze nie ma ani kropli krwi - wszystko to zatem przypomina staromodny western, w którym też - jak wiadomo - kowboje nigdy nie krwawili od kul. Walka zatem nijak nie przypomina niczego średniowiecznego, a jak najbardziej upodobnia się do bijatyki Kung-Fu.
Ale walka jako tako jeszcze uchodzi - w walce bowiem tak czy inaczej wszystko zazwyczaj dzieje się szybko. Najgorszy w grze jest sposób wykonania terenu i możliwości poruszania się w nim. Teren, na którym rozgrywa się akcja jest ogromny i graficznie oddaje jakieś jesienne klimaty średniowiecza - rzeki, lasy, łąki, zamki i wioski - wygląda to średnio dobrze, ale nie jest najgorzej. Źle się jednak robi, gdy zaczynamy się orientować, iż wszystko to stanowi tylko i wyłącznie dekorację. Idąc bowiem przez "las" ścieżką okazuje się, że idziemy tunelem - ni sposób zboczyć ze ścieżki, przejść na skróty - tam jest po prostu ściana. To samo, gdy spotykamy mały domek i płotek wysokości kolana. Nie da rady go przeskoczyć - płotek jest niewidzialnym murem sięgającym chyba niebios. Silnik gry z jednej strony jest oczywiście wyjątkowo słabo zorganizowany do odegrania odpowiednio swej roli, a z drugiej strony rzuca się w oczy zwykłe niechlujstwo twórców.
