artykuły

Painkiller - hit (?) z Polski rodem

30 maja 2004, 10:49 Piotr Czyszczoń
Dobra polska gra! Ilekroć słyszę podobne zdanie, ogarnia mnie smutek. Ileż to razy polscy producenci rozbudzali w nas – graczach – nadzieje? Rodzimy dorobek nie obfituje niestety w hity światowego formatu. Chrome i Crime Cities to chyba jedyne produkcje, które odniosły sukces na zachodnich rynkach. Niestety, trzeba to powiedzieć – sukces bardzo wątpliwy. Na tle naszych południowych sąsiadów, na których konto zaliczyć można takie produkcje, jak Hidden&Dangerous, Operation Flashpoint czy w końcu niesamowita Mafia, wypadamy bardzo blado. Nie mnie oceniać, co jest powodem takiego stanu rzeczy. Ale jak dotąd faktem jest, iż Polacy nie potrafią robić dobrych gier, a przynajmniej jak dotąd żadna polska firma nie pokazała przysłowiowego lwiego pazura. Jednakże oto jest jutrzenka nowego świtu w rodzimej branży elektronicznej rozrywki – Painkiller. Ta nowa, od dawna zapowiadana produkcja, sygnowana przez samego Adriana Chmielarza i jego nowy zespół People Can Fly, ma stanowić nową jakość, wyznaczyć nowe trendy i zmazać hańbiącą nieudolność polskich twórców gier. Czy spełniły się ambitne zamierzenia? Czy Painkiller jest „nową jakością”, czy może... zwykłą, odmóżdzającą tandetą i chłamem? Przekonajmy się.

Spis treści

Fabuła

Fabularna otoczka nowej gry ze stajni People Can Fly nie predestynuje do jakichś głębszych rozważań. Nasz bohater, Daniel Garner, to zwykły człowiek i mąż swojej żony Katarzyny ;), posiadacz domku i bliżej nieokreślonego czerwonego bolidu z grubsza przypominającego Forda Mustanga. Prawdziwa sielanka rodem z amerykańskiego snu. Niestety zrządzeniem losu, Daniel i jego szanowna małżonka giną w samochodowej kraksie. Cwaną babkę hurtem wzięto do Nieba. Niestety, nasz biedny Daniel nie dostąpił tego zaszczytu i trafia do Czyśćca. Tak więc, oglądając przydługą introdukcję, zastajemy naszego bohatera w towarzystwie białowłosego jegomościa o urodzie hermafrodyty. Ani chybił anioł. Jegomość oznajmia Danielowi, iż potężna armia pod wodzą Lucyfera zmierza w kierunku bram niebios. No cóż, wygląda na to, że w Niebie zabrakło twardzieli pokroju świętego Jerzego, który to ponoć walczył ze smokiem. Wszyscy chowają się po kątach, trzęsąc zadkami ze strachu. Lecz oto w Boskim Planie pojawił się on – Daniel Garner, który z nakazu białowłosego anioła: „zabije wszystko, co się rusza” - koniec cytatu.

Głównym celem naszego bohatera są czterej generałowie Lucyfera. Pierwszy to wielgaśny cudak z protezą nóżki. Kolejnym popaprańcem jest półprzezroczyste, bagienne monstrum w stylu „Bloba-zabójcy”. Następny stwór to ogromny, ryczący paralityk z wielkim bojowym młotem. Ostatni sługa Lucyfera to skrzydlaty potwór z wyraźnym zespołem upośledzenia umysłowego. Wybaczcie moje rozbawienie, Drodzy Czytelnicy, ale o fabule serwowanej nam w Painkillerze mogę pisać tylko z nutką ironii albo wcale. Prawdę mówiąc, czuję się wręcz zażenowany kronikarskim obowiązkiem streszczenia Wam tego bezwstydnego i bezbrzeżnego kiczu. Oczywiście na końcu historii, biednemu Danielowi G. przyjdzie zmierzyć się z samym... ekhem... panem piekieł, upadłym aniołem, a imię jego 666... i tak dalej. Znaczy się z Lucyperem vel. Lucyferem przyjdzie nam skrzyżować broń.

Arsenał

Właśnie! Painkiller to przecież rasowa gra z gatunku First Person Shooter, więc przedzierając się przez hordy wrogów, nasz bohater musi być wyposażony w nieliche zabawki. Czym eksterminuje piekielne zastępy wybraniec niebios? AK47? To zbyt proste! Glock17? Nie, nie! Daniel Garner to nie rachityczny naukowiec z tajnego laboratorium Black Mesa. Daniel ma 50 centymetrów... w bicepsie, posturę Arnolda S. i fizys obtłuczonego na kwaśne jabłko Sylwka Stallone. Musi więc posiadać coś specjalnego w swoim arsenale. W końcu, nasz bohater ma uratować świat i pokonać całe kohorty diabelskich zastępów, a nie skroić staruszce torebkę z emeryturą! Oj tak! Nasz bohater ma broń nie lada! Pierwsza zasada pogromców Szatana brzmi: Na wroga idź z wiertarką skrzyżowaną z trzepaczką do miksera!

Oto i on, Szanowni Państwo, tytułowy Painkiller! Wykwit szalonej wyobraźni rodem z „Telezakupy Mango”. Nawet Klaudiusz Sevkovic przestałby kłapać radośnie dziobem, gdyby musiał przedstawić wszystkie funkcje tego „cuda na kiju”! Nasza wiertarko-trzepaczka wyposażona w ostrza sieka wrogów na plasterki wręcz niemiłosiernie! Dalej jest równie ciekawie – potężna strzelba, wyrzutnia rakiet połączona z obrotowym karabinem. Kolejna broń to dziwaczne połączenie kołowrotka wystrzeliwującego shurikeny z baterią wytwarzającą łuk elektryczny, którym smagamy wrogów wedle własnych, sadystycznych upodobań. Rasowemu graczowi największą przyjemność sprawi jednak kołkownica! Ten szatański wynalazek, będący połączeniem kuszy i wyrzutni granatów, jest esencją rozgrywki w PK. Cóż mogę dodać, sami twórcy gry do znudzenia perorowali nam, jak to miło można przybić adwersarza do ściany, tudzież podłogi lub sufitu.

Strona:
stefeZobacz profil
Poziom ostrzeżenia: 0%
stefe2004.05.30, 11:19
"Kiedy biednego Garnera atakują zastępy wroga, do uszu biednego gracza dociera totalny chłam i kakofonia, którą tylko przez przypadkiem można nazwać muzyką. Te dźwięki przywodzą mi na myśl zalaną w trupa wiejską kapelę, próbującą naśladować wyczyny zespołu Metallica. Efekt jest godny pożałowania."



cos mi sie zdaje, ze czas zmienic karte dzwiekowa albo glosniki... ewentualnie przestac sluchac lubu dubu.
czesiuZobacz profil
Poziom ostrzeżenia: 0%
czesiu2004.05.30, 11:21
aaa tak wlasnie mialem napisac ze dziwi mnie niska ocena za dzwiek/muzyke...
gkolZobacz profil
Poziom ostrzeżenia: 0%
gkol2004.05.30, 11:22
Według mnie gra oprocz grafiki i fizyki nie ma w sobie nic. Zupełnie nie przyciąga do monitora. Kupilem sobie ją, pograłem moze z 20 minut i nie miałem na to więcej ochoty.
molekZobacz profil
Poziom ostrzeżenia: 0%
molek2004.05.30, 11:54
Dlatego ze to tylko nawalanka bez myslenia. Idziesz naprzod i zabijasz wszystkich wrogow, wtedy otwiera sie nastepna lokacja i tak w kolko. Mnie tez gra nie przypadla za bardzo do gustu wlasnie przez to ze ciagle robi sie to samo tylko ze czasem jakis nowy wrog dojdzie i to wszystko. Poprostu bezmyslna nawalanka a ja takich nie lubie wole cos na wzor Half Life'a.
ikk2004.05.30, 12:00
Nie zgadzam się z tak krytycznę oceną tej gry.

Autor recenzji przyczepił sie do wszystkiego oprócz grafiki.

Trudno porównywać ta grę z ET (może jeszcze z America's Army ?), owszem przypomina Quake'a, ale bardziej Serious Sama którego rozkłada na obie łopatki pod każdym względem.

Oprawa graficzna i dźwiekowa, fabuła i klimat są na bardzo wysokim poziomie, jest to świetna gra nawet gdyby kosztowała 120 zł, ale przy cenie 20 zł jest grą DOSKONAŁĄ.

Faktem jest, że mogą być problemy ze znalezieniem sposobu na wykończenie niektórych bossów, trudno się dostać do sekretów, od wyboru poziomu trudnosci gry zależy liczba poziomów dostepnych w grze - to odróżnia ją m.in. od Quake'a, ale dla mnie są to właśnie zalety Painkillera, a nie wady.

Nie znam tak dobrego FPS'a, który debiutował w Polsce z tak śmiesznie niska cena, szkoda, że tak szybko zniknał z kiosków, pozdrawiam i polecam.
SqubiiZobacz profil
Poziom ostrzeżenia: 0%
Squbii2004.05.30, 12:25
Popieram przedmówcę. Jeszcze tak stronniczej recenzji nie czytałem - radziłbym Autorowi najpierw się zastanowić nad tym, co się pisze a dopiero później klepać w klawisze. Co do dźwięku i filmów - owszem są nie najlepszej jakości (bo mają słabszy bitrate), ale to nie wina samej gry a jej wydania. Jeśli komuś są niezbędne do życia filmy jakości DVD i dźwięk formatu Audio CD to niech pojedzie np do Niemiec i tam sobie kupi wydanie z tym bajerami za 40 dolarów!! Fabuła - czy jakikolwiek ze znanych shooterów miał dobrą fabułe?? Nie rozśmieszajcie mnie - UT, Q3 i wszystkie te legendy nie miały dobrej i mocno rozbudowanej fabuły - tam chodziło o tryb multiplayer i dobrą zabawe przez sieć... Poza tym jeśli byłaby to aż taka tragiczna gra (bezmyślna, beznadziejna, z przeciętnym multiplayerem) to dlaczego coraz częście zaczynają odbywać się turnieje (w których pula nagród już teraz zaczyna przekraczać 25 tys. dolarów!). I fakt chyba najbardziej przemawiający za Painkillerem jest taki, że w tępie błyskawicznym zniknęła pierwsza partia dostarczona do punktów sprzedaży... To chyba jednak dobrze świadczy o tej grze... Tyle ode mnie na ten temat...
kicekZobacz profil
Poziom ostrzeżenia: 0%
kicek2004.05.30, 12:44
Na ostatnim zdjęciu w galerii można zauważyć polski akcent w grze - lokomotywa, sądząc po numerze, wzorowana na serii EU07/EP07.
pAq2004.05.30, 12:52
nie wiem co za .. osioł pisał tą recenzję. czemu nie napisał jej "ktoś normalny"?? jak ją czytałem to miałem wrażenie że KAZANO recenzentowi za karę grać w tą grę.



nie zgadzam z żadnym z zarzutów postawionym tej spoko gierce. uwielbiam q3 i serious sam'a, moim zdaniem painkiller też jest wyrąbisty
*Konto usunięte*2004.05.30, 13:09
Nie zgadzam się, że jedyne polskie gry jakie się wybiły na zagranicznych rynkach to Chrome i Crime Cities



Może autor zna taką firmę jak Reality Pump z Krakowa, ona produkuje gry z serii Earth od 1997 roku i jej gry są znane nawet w Chinach i w Ameryce Południowej. Grając w Earth'a 2150 na serwerze MoonNet można spotkać ludzi z całego świata, widać, że gra jest bardzo znana i lubiana. Obecnie w produkcji jest część Earth 2160.
lukasZobacz profil
Poziom ostrzeżenia: 0%
lukas2004.05.30, 13:40
Recenzja w miarę dobra; przydało by się za jakieś dwa dni wstawić reckę FarCry - tak dla porowniania
Funkcja komentowania została wyłączona. Do dyskusji zapraszamy na forum.
1