Wymagania sprzętowe
Wymagania sprzętowe najnowszej polskiej gry są na światowym poziomie. Procesor klasy Pentium III 1 GHz i 384 MB RAM to absolutne niezbędne minimum, jeśli chcemy cieszyć się grą. Karta graficzna klasy GeForce3 lub RADEON z serii 8500/9100 też by się przydała. My testowaliśmy Painkillera na dwóch konfiguracjach – Pentium 4 3 GHz plus RADEON 9700 PRO oraz Athlon XP 1600+ i RADEON 8500. Obydwie konfiguracje miały po pół gigabajta pamięci RAM. Dość powiedzieć, że na pierwszym komputerze Painkiller chodził płynnie w rozdzielczości 1280x1024. Niestety, mimo najnowszych łatek do gry, wynikły drobne problemy z komputerem wyposażonym w kartę RADEON 8500. Na szczęście kilkuminutowe szperanie w opcjach sterownika pomogło.
Painkiller to również opcja multiplayer. Do dyspozycji gracza oddano pięć trybów rozgrywki, w tym standardowy zespołowy deatchmatch. Powiem szczerze i podkreślam, to moja subiektywna opinia. Tryb gry sieciowej nie przypadł mi do gustu. Mamy rok 2004, a nie 1996. Quake BYŁ świetny, kiedyś. Może jestem za stary, ale nie podnieca mnie rozchlapywanie flaków i przybijanie przeciwników kołkownicą do podłoża. Ja wolę ot choćby darmowego Enemy Territory. Nie sądzę też, aby zagorzali gracze Counter Strike odnaleźli się w PK. Ale zaznaczam raz jeszcze, to moja subiektywna opinia!
Cóż mogę dodać na koniec? Prawie się udało! Painkiller to naprawdę dobra, choć nie wybitna produkcja. Infantylna fabuła może zniechęcić starszych graczy. Ale kto wie, może tryb sieciowy przypadnie im do gustu? Te wszystkie odpustowe dodatki – karty Czarnego Tarota, złote monety w rozbijanych garnkach. To wszystko można było sobie darować.
Zmiana w demona po zebraniu 66 dusz zabitych wrogów jest efektowna, ale... całkowicie zbędna. Chlubą Painkillera jest podobnież fizyka gry (znowu Havok 2.0). Owszem, miło jest przybić adwersarza kołkiem do ściany, ale interakcja z otoczeniem nie stoi na najwyższym poziomie. Niektóre szyby są chyba z żelbetonu, krzesła to zwykła dekoracja, a kawiarniany stolik na stacji kolejowej, owszem, przewraca się całkiem ładnie. Szkoda, że tylko on jeden, a nie wszystkie na sali.
Kolejny zarzut to epatowanie... nie, nie brutalnością. PK nie przekracza granicy dobrego smaku w takim stopniu, jak osławiona druga odsłona Postala. Painkiller jest jałowy i pusty. Gra nie ma klimatu. Kolejne poziomy to nielogiczne skoki z lokacji do lokacji. Stylowy gmach opery, chwilę potem zamczysko. Naprawdę diabli chyba tylko wiedzą, jaki w tym sens. Kolejny niesmak to nachalne nawiązywanie do pierwszej odsłony Quake’a. Ja rozumiem, że id Software może być wzorem, ale bez przesady. Ostatnia kwestia to znowu powrót do fabuły. Fabuły, która jest beznadziejnym połączeniem filmu kategorii „B” pod tytułem „Armia Boga” ze zwykłą siekaniną, w której samotny bohater, co to się kulom nie kłania, niszczy wszystko, co napotka na swej drodze. Wreszcie, nie podoba mi się prostackie wykorzystanie biblijnych mitów i przekazów. Ot, choćby trzeci generał Lucyfera, ten, którego ochrzciłem na początku recenzji mianem „ryczącego paralityka”. Nosi on imię Sapathorael. Jest to jeden z 36 żywiołów-demonów, wezwanych przez Króla Salomona (tak, TEGO Salomona), aby wzniósł słynną świątynię. A tu co widzę? Ryczący kretyn z młotem, ciskający się na prawo i lewo. Ja wiem, że się czepiam, rozumiem, że to tylko gra FPS. Ale ja naprawdę nie znoszę, kiedy w prostacki sposób ktoś sięga w głębiny naszych mitów i wierzeń, wyciąga je na światło dzienne i przekształca je wedle swojego widzimisię! Ale to tylko moje zdanie i moja prywatna opinia.
OCENA:
Dystrybutor: Dobra Gra
Cena: 19,90 zł
Na następnej stronie zamieszczamy galerię zrzutów ekranowych z Painkiller.
Wymagania sprzętowe najnowszej polskiej gry są na światowym poziomie. Procesor klasy Pentium III 1 GHz i 384 MB RAM to absolutne niezbędne minimum, jeśli chcemy cieszyć się grą. Karta graficzna klasy GeForce3 lub RADEON z serii 8500/9100 też by się przydała. My testowaliśmy Painkillera na dwóch konfiguracjach – Pentium 4 3 GHz plus RADEON 9700 PRO oraz Athlon XP 1600+ i RADEON 8500. Obydwie konfiguracje miały po pół gigabajta pamięci RAM. Dość powiedzieć, że na pierwszym komputerze Painkiller chodził płynnie w rozdzielczości 1280x1024. Niestety, mimo najnowszych łatek do gry, wynikły drobne problemy z komputerem wyposażonym w kartę RADEON 8500. Na szczęście kilkuminutowe szperanie w opcjach sterownika pomogło.Painkiller to również opcja multiplayer. Do dyspozycji gracza oddano pięć trybów rozgrywki, w tym standardowy zespołowy deatchmatch. Powiem szczerze i podkreślam, to moja subiektywna opinia. Tryb gry sieciowej nie przypadł mi do gustu. Mamy rok 2004, a nie 1996. Quake BYŁ świetny, kiedyś. Może jestem za stary, ale nie podnieca mnie rozchlapywanie flaków i przybijanie przeciwników kołkownicą do podłoża. Ja wolę ot choćby darmowego Enemy Territory. Nie sądzę też, aby zagorzali gracze Counter Strike odnaleźli się w PK. Ale zaznaczam raz jeszcze, to moja subiektywna opinia!
Cóż mogę dodać na koniec? Prawie się udało! Painkiller to naprawdę dobra, choć nie wybitna produkcja. Infantylna fabuła może zniechęcić starszych graczy. Ale kto wie, może tryb sieciowy przypadnie im do gustu? Te wszystkie odpustowe dodatki – karty Czarnego Tarota, złote monety w rozbijanych garnkach. To wszystko można było sobie darować.
Zmiana w demona po zebraniu 66 dusz zabitych wrogów jest efektowna, ale... całkowicie zbędna. Chlubą Painkillera jest podobnież fizyka gry (znowu Havok 2.0). Owszem, miło jest przybić adwersarza kołkiem do ściany, ale interakcja z otoczeniem nie stoi na najwyższym poziomie. Niektóre szyby są chyba z żelbetonu, krzesła to zwykła dekoracja, a kawiarniany stolik na stacji kolejowej, owszem, przewraca się całkiem ładnie. Szkoda, że tylko on jeden, a nie wszystkie na sali.Kolejny zarzut to epatowanie... nie, nie brutalnością. PK nie przekracza granicy dobrego smaku w takim stopniu, jak osławiona druga odsłona Postala. Painkiller jest jałowy i pusty. Gra nie ma klimatu. Kolejne poziomy to nielogiczne skoki z lokacji do lokacji. Stylowy gmach opery, chwilę potem zamczysko. Naprawdę diabli chyba tylko wiedzą, jaki w tym sens. Kolejny niesmak to nachalne nawiązywanie do pierwszej odsłony Quake’a. Ja rozumiem, że id Software może być wzorem, ale bez przesady. Ostatnia kwestia to znowu powrót do fabuły. Fabuły, która jest beznadziejnym połączeniem filmu kategorii „B” pod tytułem „Armia Boga” ze zwykłą siekaniną, w której samotny bohater, co to się kulom nie kłania, niszczy wszystko, co napotka na swej drodze. Wreszcie, nie podoba mi się prostackie wykorzystanie biblijnych mitów i przekazów. Ot, choćby trzeci generał Lucyfera, ten, którego ochrzciłem na początku recenzji mianem „ryczącego paralityka”. Nosi on imię Sapathorael. Jest to jeden z 36 żywiołów-demonów, wezwanych przez Króla Salomona (tak, TEGO Salomona), aby wzniósł słynną świątynię. A tu co widzę? Ryczący kretyn z młotem, ciskający się na prawo i lewo. Ja wiem, że się czepiam, rozumiem, że to tylko gra FPS. Ale ja naprawdę nie znoszę, kiedy w prostacki sposób ktoś sięga w głębiny naszych mitów i wierzeń, wyciąga je na światło dzienne i przekształca je wedle swojego widzimisię! Ale to tylko moje zdanie i moja prywatna opinia.
| Grafika: | 8/10 |
| Dźwięk: | 6/10 |
| Ogółem: | 7,5/10 |
Dystrybutor: Dobra Gra
Cena: 19,90 zł
Na następnej stronie zamieszczamy galerię zrzutów ekranowych z Painkiller.
