artykuły

Max Payne 2

11 maja 2004, 14:09 Piotr Czyszczoń
Audi, vide, sile – albo opowieść o tym, co widać i słychać

Oprawa wizualna Max Payne 2: The Fall of Max Payne stoi na bardzo wysokim poziomie. Efekty świetlne – ogień z rozgrzanej lufy karabinu, rozmycie podczas „Bullet Time”, to wszystko sprawia, że druga odsłona przygód Maxa jest jedną z najładniejszych gier ostatniego półrocza. Na słowa uznania zasługują też modele postaci - to prawdziwy majstersztyk. Największą metamorfozę przeszedł główny bohater. Max zrzucił komiczną facjatę programisty Remedy, Sama Lake’a. Hawajska koszula przegrała w starciu z szykowną bielą i krawatem, w kąt rzucono odpustowy, złoty łańcuch. Nasz policjant spoważniał i zmężniał. „Twarzy” użyczył Maxowi hollywoodzki aktor, Timothy Gibbs, znany szerszej publiczności ot choćby z popularnego (u nas również pod koniec lat 80) tasiemca „Santa Barbara” oraz z epizodycznej roli w komediowym serialu bijącym ostatnio rekordy popularności - „Sex w wielkim mieście”.

Oczywiście inne postacie są również wycyzelowane do granic możliwości. Przy Monie Sax, biedna Niobe z Enter The Matrix wygląda niczym uboga krewna. Animacje postaci biją na głowę zarówno ostatnią porażkę z cycatą panią archeolog (czytaj: Tomb Raider), jak i wspomniany wyżej Enter The Matrix. Naprawdę, osobę odpowiedzialną za animację w ETM skazałbym na ciężki obóz pracy. Totalnie spartaczyła robotę! Kto nie wierzy, niech sprawdzi – bohaterowie komputerowej wersji Matrixa poruszają się tak, jakby im ktoś - za przeproszeniem Szanownych Państwa - wraził w miejsce, gdzie „słońce nie dochodzi”, kij od szczotki. Max Payne 2 to zupełnie inna liga – animacje są płynne i naturalne, zakres ruchów przeogromny. Na potrzeby MP2, programiści z Remedy zaimplementowali silnik fizyczny HAVOK w wersji 2.0. Dzięki temu poziom interakcji z otoczeniem wspiął się na przysłowiowe wyżyny. Max może przewracać stoły, krzesła, wiadra i kartonowe pudła, trafiona pociskiem beczka przetoczy się w dół schodów, a drewniany podest rozpadnie, jak domek z kart. Od strony graficznej Max Payne 2 prezentuje się nad wyraz okazale, projekty poszczególnych poziomów zachwycają – obskurne mieszkanie Maxa, posiadłość senatora Woodena, brudne korytarze podejrzanych kamienic i – wreszcie – prawdziwy majstersztyk – zakład psychiatryczny „Różowy ptak”. Gwoli ścisłości, jest to plan filmowy z surrealistycznymi, „drewnianymi” makietami, wyjętymi wprost z koszmaru psychopaty.

Podczas rozgrywki w Max Payne 2 towarzyszy nam sugestywna muzyka i równie świetny dźwięk. Głosy postaci dobrano perfekcyjnie. Ich brzmieniu oraz intonacji nie mam absolutnie nic do zarzucenia. Dystrybutor programu w Polsce, firma Cenega, nie zdecydowała się na lokalizację produktu. I chwała jej za to, do dziś oblewa mnie zimny pot, kiedy przypomnę sobie pierwszą część przygód biednego Maxa. W roli głównej młodszy z braci Pazurów... Dalszy komentarz jest chyba zbędny...

O tempora, o mores – albo słów kilka o sprzętowych wymaganiach...

Minimalna konfiguracja sprzętowa, zalecana przez producenta, to procesor klasy Pentium III lub Athlon/Duron z zegarem 1,2 GHz, 256 MB RAM plus karta graficzna klasy GeForce3. Program wykorzystuje dobrodziejstwa Pixel Shaderów – niestety aby w pełni cieszyć się graficznym wyuzdaniem najnowszej produkcji programistów z Remedy, Twoja karta graficzna, drogi Czytelniku, musi wspierać technologię cieniowanie pikseli co najmniej w wersji 1.4 – tak więc posiadacze kart z rodziny GeForce3/4, będą musieli przeboleć brak kilku efektów specjalnych. My testowaliśmy najnowszą odsłonę przygód Maxa Payne’a na komputerze z procesorem Pentium 4 2,4 Ghz z 512 MB RAM i kartą graficzną RADEON 9700 PRO. W rozdzielczości rzędu 1280x1024 z włączonymi wszystkimi detalami oraz poczwórnym antyaliasingiem i filtrowaniem anizotropowym, gra zachowywała się znakomicie. Na drugim testowym komputerze – Athlon XP 1600+ z 384 MB RAM i RADEONem 8500 – zadowalającą płynność działania uzyskaliśmy dopiero po zredukowaniu rozdzielczości do standardowej 1024x768, niestety odbyło się to również kosztem wygładzania krawędzi. Cóż, wymagania sprzętowe rosną.

Per aspera ad astra – albo opowieść, że mimo wszystko mogło być lepiej…

Niestety Max Payne 2 to nie tylko same superlatywy, do tej beczki miodu muszę niestety dodać łyżkę dziegciu. Przede wszystkim, gra jest za krótka. Osiem do dziesięciu godzin rozgrywki to stanowczo zbyt mało. Widać, programiści nie wyciągnęli wniosków z zarzutów kierowanych do nich po premierze pierwszej części. Rozumiem, że fabularna konwencja gry narzuca szybkie tempo rozgrywki, ale bez przesady. Max Payne 2 jest jak dobre kino akcji – kończy się stanowczo zbyt szybko. Kolejny zarzut skierowany pod adresem programu to niekonsekwencja! Modele postaci, jak już wcześniej wspominałem, wyglądają porażająco, projekty poziomów również nie wzbudzają większych zastrzeżeń. Niestety graficzną spójność świata psują modele... pojazdów. Tak jest! Modele furgonetek i innych samochodów to czysta kpina. Wyglądają nienaturalnie, rażą niedopracowaniem, na ich tle pojazdy z GTA3 to szczyt graficznego wyuzdania! Co ciekawe, te nieszczęsne wehikuły są chyba zmorą programistów z Remedy. W poprzedniej edycji przygód Maxa również prześladowały mnie pudła na kółkach. Czyżby w Finlandii nie było samochodów?...

Quot capita, tot sententiae – Podsumowanie

Na tle innych produkcji ze świata wirtualnej rozrywki, obydwie części przygód Maxa Payne są doprawdy wyjątkowe. Nietuzinkowa, mroczna, dojrzała opowieść wyróżnia się na tle innych gier. Główni bohaterowie dramatu - Max i Mona to prawie żywe postaci. To spory wyróżnik w branży elektronicznej rozrywki, pełnej super herosów odartych z szeroko pojętego człowieczeństwa. Główny bohater nie jest genetycznie zmutowaną, jednoosobową armią w super-pancerzu, nie jest też maniakalnym truposzem po wypadku samochodowym, biegającym po planszy z przerobioną trzepaczką do miksera udającą „środek przeciwbólowy” na Zło Tego Świata. O nie! Max jest zwykłym gliną po tragicznych przejściach. Ta historia urzeka w każdym calu – tak zwyczajna, tak prawdziwa, a jednocześnie wywołująca niepokój i chwilę refleksji.

Niewiele było takich programów, które dały mi prawdziwą satysfakcję – The Nomad Soul, Half-Life, Fallout, przygody „Bezimiennego” z Planescape: Torment, pierwszy System Shock, Deus Ex, Alone in the Dark. Te wszystkie gry – tak przecież różne - miały w sobie to „coś”, co przyciągało mnie na długie godziny. Cieszę się, że na moją osobistą listę „hitów” trafi kolejny tytuł – Max Payne 2!


dla Max Payne 2


Na następnej stronie zamieszczamy galerię zrzutów ekranowych z Max Payne 2.

OCENA:

Grafika:8,5/10
Dźwięk:9/10
Ogółem:9/10


Dystrybutor: Cenega
Cena: 139,90 zł
2