Zanim znowu przeklniesz, gdy aparat wypadnie Ci z ręki. Niemało ludzi upuściło kiedyś aparat fotograficzny. Każdy pechowiec zapewne w ciągu tych ułamków sekundy zdążył zrobić się blady, a wielu pewnie nawet całe życie przeleciało przed oczami. Jeżeli upuściliście kiedyś aparat na ziemię, a ten przeżył, to nie uznawajcie się za prawdziwych szczęściarzy. Jeden z instruktorów skoków spadochronowych z Flordy (USA) prawdopodobnie pobił wszelkie rekordy. Wyobraźcie sobie taką sytuację. Spadacie sobie wykonując jakiekolwiek akrobacje, aż tu nagle, na wysokości ponad 900 metrów nad ziemią, przymocowane do hełmu aparat fotograficzny oraz kamera postanawiają obrać własne kursy i kontynuować podróż ku Ziemi, ale bez Was.
Owszem, czasu na wulgaryzmy, wyzywanie wszystkich wokół, bo to przecież ich wina, macie spoooro więcej, ale to chyba i tak żadna przyjemność.
Tak się własnie stało w tym przypadku. Canon Rebel XT, dotychczas trochę krytykowany za niezbyt mocną budowę, przeżył upadek z takiej właśnie wysokości. Szacunkowa prędkość aparatu, tuż przed upadkiem, wynosiła około 160 kilometrów na godzinę. Po wylądowaniu właściciel sprzętu szukał go przez około 15 do 20 minut.
Rebel XT z upadku wyszedł tylko z małym pęknięciem w obudowie oraz delikatnym brzęczeniem przy zbliżaniu i oddalaniu obrazu. Oprócz tego urządzenie jest w pełni funkcjonalne. Razem z aparatem odpadła kamera cyfrowa, ale jej stan jest już znacznie gorszy, bo urządzenie jest niesprawne. Na szczęście możliwe będzie odtworzenie materiału wideo, jaki zarejestrowała przed upadkiem.
Nie próbujcie tego, gdy będziecie fruwać na dużych wysokościach ;-) .
więcej »









