Gry i konsole
Artykuły
Artykułów na stronę
Michał Speier | 05.03.2005 | 126185 odsłon | 27 komentarzy
John Carmack zapytywany o czas ukończenia Doom 3 zwykł lakonicznie odpowiadać: “kiedy będzie skończony”. Carmack jest typowym perfekcjonistą, który nie lubi wypuszczać niedorobionej gry. Choć właściwie rynek gier by mu ów krok wybaczył. Autorzy “Sacred”, dla przykładu, nie bali się posądzenia o nieprofesjonalizm i śmiało wypuścili swoją grę, a w raz z nią, co tydzień nową poprawkę. I jakoś to przeszło, bo i gra jest miła. Wszak ludzie się zdołali przyzwyczaić do wiecznych beta w oprogramowaniu, w sterownikach, w grach. Co więcej, bez ciągłej zmiany numerków wersji uważają dany program za martwy, a zatem i nieinteresujący. Gra bez patcha... kuriozalne... W kontekście omawianego tytułu, gry Vampire: The Masquerade – Bloodlines, fani poprawek powinni być zadowoleni. Bloodlines trapią przeraźliwie błędy, przy których gra uwielbia siać blue screenami. Bloodlines chodzi bardzo wolno, nawet na szybkich komputerach (grze wybitnie pomaga fakt posiadania 1,5-2 GB RAMu...). Bloodlines koncertowo wykłada się w jednej lokacji. Są to wady techniczne, wady, które można w teorii łatwo poprawić. Bloodlines niedokończony jest jednak także na głębszym poziomie. Poziomie scenariusza. Poziomie konceptu, własnej tożsamości i celu, czym gra ma być. I to jest problem, którego nie da się wyprostować. więcej »
Michał Speier | 27.02.2005 | 57601 odsłon | 17 komentarzy
Niniejsza recenzja gry Anachronox powstała koło roku 2000. Pięć lat to cała epoka w świecie gier komputerowych. Mimo to, nie powstało nic choćby zbliżonego do Anachronoxa, gry, która na pozór jest kopią Final Fantasy. Wyszły kolejne części sagi Final Fantasy – IX i X, choć już nie na PC, a tylko na konsolę PlayStation (na PC dostępne są części VII i VIII bezpośrednio, a za pomocą emulatorów – części 1-6 – w wersjach zarówno na SNES, jak i PSX). Ale Anachronox jest inny niż Final Fantasy, niż Chrono Trigger i Chrono Cross, inny niż saga Star Ocean, po prostu inny niż wschodnie RPG. Anachronox nie jest kopią wschodniego pomysłu na RPG. Jest bardziej twórczą wariacją powstałą na bazie skądinąd wygodnego, turowego systemu walk. RPG zachodnie kojarzą się z Morrowind, Baldurs Gate, Might & Magic czy Ultimą. Anachronox pozostaje swoim rodzynkiem zarówno pod względem unikalnej fabuły (naprawdę unikalnej), cudownej muzyki i wysmakowanej grafiki. Gra pomimo swojego wieku i oparcia silnika na starożytnym Quake'u 2 nadal robi wrażenie. Wrażenie rozmachem, wysmakowaniem i klimatem. Ale przede wszystkim fabułą. Anachronox w dobie takich gier jak Half-Life 2, któremu nie udało się być więcej niż naszpikowanym shaderami odgrzewanym kotletem mielonym, pełnym dobrze znanych elementów z innych gier, w dobie takich gier jak Far Cry czy Doom 3, niezbyt przejmujących się słowem “fabuła”, po prostu świeci treścią, pomysłami, dowcipem, inteligencją i przede wszystkim dystansem i zabawą z graczem. A to naprawdę jest rzadkość w szalenie poważanie traktujących swoją rozrywkową funkcję gier. Jeżeli ktoś przeszedł Chronicles of Riddick: Escape from Butcher Bay w trybie “Commentary”, to może mieć pewne pojęcie o podejściu Anachronoxa do gracza... Anachronox był i jest grą unikalną. Mimo iż minęło już parę lat od jego premiery, warto poznać ten znakomity tytuł. więcej »
Piotr Czyszczoń | 20.02.2005 | 48075 odsłon | 36 komentarzy
Marketing! To jedyna rzecz, która odstrasza mnie czasami od gier komputerowych. Propagandowa papka, bez żenady wtłaczana do głów żądnych sensacji dziennikarzy przez speców od rynku i „branży”. Nie inaczej było w przypadku Full Spectrum Warrior. Chwytliwe, nadęte hasełko o wkładzie programistów z Pandemic Studios w tworzenie ultra-realistycznego symulatora pola walki na potrzeby U.S. Army, było motorem napędowym promocji tego tytułu na całym świecie. Do tych wszystkich rewelacji podchodziłem z wrodzonym sceptycyzmem. Wielokrotnie zapowiedzi twórców gier mijały się z rzeczywistością. Jak jest w przypadku Full Spectrum Warrior? Czy twórcy średnio udanego Battlezone 2 i Dark Reign 2 oraz fatalnej strategii czasu rzeczywistego – Army Men, stanęli na wysokości zadania? Czy tworząc swoisty melanż kilku gatunków gier nie popełnili błędu? Zaraz się o tym przekonamy. więcej »
Krzysztof Marcinkiewicz | 13.02.2005 | 41990 odsłon | 19 komentarzy
Sytuacja w Korei traktowana była dotychczas jako temat tabu. Zagrożenie ze strony Korei Północnej w showbiznesie zostało wykorzystane dopiero w ostatniej części przygód Jamesa Bonda w filmie Śmierć nadejdzie jutro. Film oczywiście został zakazany w tym państwie i wydawało się, że producenci zdecydowali się na dalszą ignorancję tematu. Sytuację stara się zmienić studio deweloperskie Pandemic (znane graczom chociażby z Full Spectrum Warrior), które ukończyło prace nad swoją nową taktyczną grą akcji. Mercenaries jest mariażem dwóch kultowych gier, których hybryda z pozoru wydawać się może karkołomna. Otóż Jagged Alliance 2 postanowiono przenieść w realia Grand Theft Auto: San Andreas. Zarys fabularny inspirowany był wydarzeniami dziejącymi się w Korei, jakkolwiek połączony został z antycypacją eskalacji konfliktów zbrojnych, które mogą zaistnieć na przełomie najbliższych lat. Oto bowiem generał sił zbrojnych Korei Północnej - Song - morduje swojego ojca i prezydenta zarazem. Przejmuje władzę i rozpoczyna inwazję na Koreę Południową. Siły Aliantów nie czekają i rozpoczynają interwencję, a Strefa Zdemilitaryzowana zmienia się w pole bitwy... więcej »
Krzysztof Marcinkiewicz | 06.02.2005 | 34162 odsłony | 32 komentarze
Osłabiona Ewa resztkami sił ratuje Daniela z opresji. Otaczające go hordy przeciwników nieubłaganie nacierają na ledwo żywych wojowników. Ewa otwiera portal, który wyprowadza ich z Piekła. Garner zdaje sobie jednak sprawę, że udało mu się jedynie spowolnić realizację planów Alastora, oraz że niedługo znów będzie on gotowy do podbojów. Jedyne wyjście to dorwać go i rozwalić, nim zregeneruje swoje siły. Nie ma innej opcji - Daniel chwyta painkillera i rusza do sierocińca umiejscowionego w czyśćcu. Miejscu, w którym Alastor werbuje nieświadome swojej sytuacji dusze dzieci. W ten oto sposób rozpoczyna się nowa misja Garnera, która tym razem oprócz grozy rodem z najstraszniejszych horrorów balansuje na granicy schizofrenii, a im dalej zagłębiamy się w scenariusz gry, tym obłęd staje się większy... więcej »
Michał Speier | 05.02.2005 | 38375 odsłon | 20 komentarzy
Heroiczne Komputerowe Pupencje – w skrócie HKP – zwrot ów, przyznaję nader złośliwy, pozwoliłem sobie przyznać Paniom - bohaterkom gier komputerowych. Dlaczegóż “Heroiczne”? Ponieważ dokonują one czynów iście bohaterskich. Dlaczegóż “Pupencje”? Ponieważ ich wygląd odpowiada ściśle ilości hormonów w ciele statystycznego kupującego gry komputerowe. Samiec, biały, nastolatek, pokryty pryszczami. Choć prawdę powiedziawszy, skoro instrumentalizacja wizerunku ciała towarzyszy nam od owych Szalenie Cycatych, prehistorycznych figurek nazwanych “Wenus”, to niby dlaczego gry komputerowe miałyby być gorsze? więcej »
Michał Speier | 30.01.2005 | 100659 odsłon | 9 komentarzy
Silent Hill... Silent Hill jest zastanawiającą serią gier. Mam tutaj na myśli ich niejednoznaczną wielowarstwowość. Warstwy doskonałego klimatu, doskonałej grywalności, cudownie niepokojącej warstwy graficznej, urywanych dialogów i schizofrenii fabuły. Silent Hill przypomina mi obrazy Boscha. Zagadkowe, straszne, ale jednak rozpoznawalne, niepokojąco znajome. Czym jest Silent Hill? Odpowiedź na to pytanie intryguje wielu – we wszystkich materiałach poświęconych tej serii gier zawsze – mniej lub bardziej, ale zawsze – widać próbę zracjonalizowania świata Silent Hill. Wyjaśnienia go, dorobienia historii postaci, uwiarygodnienia ich poczynań, stworzenia racjonalnych teorii opisujących to, co widać na ekranie. Lecz tak właśnie oswaja się strach, poprzez nazwanie go, uprzedmiotowienie, oświetlenie jasnym promieniem umysłu. Potrzeba owa jest silna, a to świadczy o mocy perswazji mrocznego, zdeformowanego świata Silent Hill... więcej »
Krzysztof Marcinkiewicz | 22.01.2005 | 45644 odsłony | 54 komentarze
To ciekawe, jak kontrowersyjne pomysły świetnie się sprzedają. Burnout od samego początku swojego istnienia przeznaczony był na konsole i preferował brawurową jazdę samochodem. Za pędzenie na pełnym gazie pod prąd, bliskie wymijanie samochodów i doprowadzanie do wypadków gracz nagradzany był dodatkowymi punktami. Druga część serii wniosła coś zupełnie niesamowitego – tryb rozgrywki polegający na powodowaniu wypadków. Wprowadzono bonusy, modyfikatory punktów, a później możliwość detonacji swojego samochodu, o ile doprowadziliśmy wcześniej do odpowiedniej ilości zderzeń innych wozów. Seria stała się na tyle popularna, że trzecią jej odsłonę zakupiła Electronic Arts. Mało tego, pod wpływem sukcesów zdecydowano się na implementację niektórych elementów Burnoutów do Need For Speed: Underground 2. Konsolowy przebój na silniku Grand Theft Auto III jak na razie jest lepszą maszynką do zarabiania pieniędzy niż ostatni NFS. Jesteście gotowi przycisnąć pedał gazu do dechy, włączyć turbo-doładowanie i stworzyć demolkę wartą kilkaset tysięcy dolarów? więcej »
Michał Speier | 16.01.2005 | 37971 odsłon | 16 komentarzy
Po ukończeniu trzeciej części Silent Hill, odetchnąłem z ulgą. Niepokojące doznanie... I rozkoszne zarazem. Każda część Silent Hill jest jak seans masochistyczny, gdzie zza kurtyny bólu wyłania się groza przyjemności. Silent Hill 3 jest bowiem straszną, psychodeliczną gra. A przecież po skończeniu części drugiej byłem przygotowany na wszystko – znałem już wszak mechanizmy, jakimi lubi posługiwać się Silent Hill. Problem wszakże nie leży w grze, a w każdym razie nie do końca, lecz bardziej w psychice gracza... więcej »
Michał Speier | 15.01.2005 | 43954 odsłony | 43 komentarze
Podobno ludzie uwielbiają się bać. Chadzają do kin na krwawe horrory tylko po to, aby popcorn mógł utknąć im w zaschłych z przerażenia gardłach. Kupują książki, gdzie pomiędzy scenami zawsze perwersyjnego seksu gęsto leje się krew i plaskają wnętrzności rzucane na zimną posadzkę. Grają w niepokojąco ponure gry komputerowe w nocy po to, aby otrzeć się o zawał... Podobno taka jest już natura ludzka. Nie do końca zgadzam się z takim poglądem. Uważam, iż ludzie nie tyle lubią się bać (bo strach nie jest wszak przyjemną emocją), a tylko uwielbiają udawać, iż się boją. Miło jest patrzeć na fontanny krwi na ekranie z budującą świadomością krążącą sobie wygodnie tuż tuż, iż jest to ketchup. Miło jest czytać straszną książkę, mogąc w każdej chwili ją zamknąć. To taki sztuczny strach, jak lew w zoo – duży i zębaty – ale bezpiecznie schowany za żelaznymi kratami. Najważniejsza jest zawsze świadomość – to nie jest REALNE... Problem pojawia się wtedy, kiedy coś jest na tyle podstępne (obraz czy słowo), iż zdoła nas przekonać, że jest jednak realne. Doskonałym przykładem jest świetny japoński horror The Ring. Zero krwi, zero przemocy – ale całość jest po prostu przerażająca dla osób o bujnej wyobraźni. Mnie ów film najzwyczajniej w świecie przeraził – mimo mojej racjonalizacji faktu, iż jest to fikcja filmowa... Bowiem dobra fikcja jest na tyle perwersyjna, iż zostawia całą brudną robotę naszej własnej wyobraźni. Gdzie mieszkają najgorsze demony? Tylko w naszej głowie... więcej »
Krzysztof Marcinkiewicz | 09.01.2005 | 53187 odsłon | 17 komentarzy
Gier osadzonych w świecie Tolkiena było już mnóstwo. Za sprawą trylogii Petera Jacksona z roku na rok przybywa ich coraz więcej. Obecnie nowościami są RTS 3D Bitwa o Śródziemie oraz taktyczna gra RPG Trzecia Era. Tę pierwszą dopiero testujemy, drugą zaś prezentujemy w niniejszej recenzji. Trzecia Era jest niczym innym jak serią Final Fantasy osadzoną w realiach Władcy Pierścieni. Jej atrakcyjność podnosi fakt, że nie wcielamy się w niej w żadną z postaci znanych z twórczości Tolkiena. Głównym bohaterem nie jest więc żaden członek drużyny pierścienia, lecz nikomu znany gondorczyk Berethor, który został wysłany w misję pomocy Boromirowi. Oznacza to ni mniej ni więcej, że przygody naszego bohatera toczą się równolegle do wyprawy Froda, Gandalfa i reszty drużyny. Wszystko to zostało osadzone w klimatycznej oprawie fantasy, której grafika wykorzystuje karty graficzne do granic ich możliwości. Trzecia Era jest ciekawa, grywalna i pełna fajerwerków. Jakieś wady? Ach tak, dostępna jest wyłącznie na konsole nowej generacji. Szkoda, bo pecetowcy stracili jedną z najlepszych gier osadzonych w świecie Władcy Pierścieni. Co w niej takiego dobrego? Szczegóły poznacie w dalszej części recenzji! więcej »
Krzysztof Marcinkiewicz | 02.01.2005 | 16631 odsłon | 24 komentarze
Soldier of Fortune zawsze należał do moich ulubionych FPS-ów i bardzo często do niego wracam pomimo tego, że na rynku dostępnych jest mnóstwo bardziej zaawansowanych gier. Żyjemy w czasach, w których coraz bardziej stawia się na realizm rozgrywki (Operation Flashpoint do tej pory jest synonimem symulacji żołnierza). Mimo to SOF zawsze jest dla mnie miłym odprężeniem. Jakoś nie przypadły mi do gustu te ultra-hardcore’owe symulacje, w których misja uznana zostanie za niewykonaną, jeśli zapomnimy zasalutować przełożonemu. Z podobnego założenia wyszła firma Zombie, która graczom znana jest chociażby z serii Spec Ops. Tym razem zabrali się oni za strzelaninę FPP, w której akcję postawiono na pierwszym planie. Shadow Ops: Red Mercury jest wszystkim tym, czego nie znajdziecie w Medal of Honor, Call of Duty czy innych grach tego typu. więcej »
Krzysztof Marcinkiewicz | 25.12.2004 | 57678 odsłon | 44 komentarze
Vin Diesel. Chodząca kontrowersja prosto z Hollywood. Kaskader filmowy, który nieoczekiwanie przeobraził się w wielkiego gwiazdora. Abstrahując od jego talentu aktorskiego i jakości merytorycznej filmów, każda produkcja z jego udziałem przynosi miliony dolarów zysków. Zaczęło się od zrobionego minimalnymi kosztami dreszczowca Pitch Black, w którym wcielił się w antybohatera Riddicka – bezwzględnego skazańca, dbającego wyłącznie o własny tyłek. Jednak prawdziwą sławę przyniosła mu rola w Szybkich i Wściekłych – sensacji o nielegalnych wyścigach samochodowych po ulicach wielkich miast. Dla jednych film stał się kultowy, dla drugich to tandetna szmira. Jakby na ten obraz nie patrzeć, zarobił on mnóstwo pieniędzy, a Vinowi przysporzył kolejnych ról, w tym w filmie xXx, kolejnej produkcji reżysera i scenarzystów Szybkich i Wściekłych. Pomimo iż filmy te do ambitnych nie należą, to stały się na tyle komercyjne, że Diesel stał się jednym z bardziej pożądanych aktorów dla reżyserów. Niedawno na ekrany kin wszedł obraz Kroniki Riddicka, będącego kontynuacją Pitch Black. Wielkie kino SF, pełne efektów specjalnych i dynamicznej akcji. Sukces sprawił, że Diesel postanowił wyprodukować grę opowiadającą losy Riddicka. Założył własną firmę, podpisał kontrakt z dobrze zapowiadającym się (szwedzkim) studiem deweloperskim Starbreeze. Microsoft wyczuł sukces nosem i wykupił wyłączność na konsolę Xbox. Sukces musiał być pewny. I wyjątkowo... dla gry opartej o licencję filmową mamy do czynienia nie tylko z sukcesem komercyjnym, ale i niesamowicie grywalnym! więcej »
Piotr Czyszczoń | 07.12.2004 | 262654 odsłony | 138 komentarzy
Rok 1998 obfitował w trzy – bardzo ważne dla branży elektronicznej rozrywki – wydarzenia. Zachowując chronologię były to, kolejno: premiera drugiej odsłony Quake* oraz pojawienie się długo wyczekiwanego Unreala. Ostatnią niespodzianką był Half-Life. Producentem programu była debiutująca, nikomu nieznana na rynku gier firma – Valve Software. Pod egidą potężnego koncernu Sierra, przygody skromnego naukowca z tajnego laboratorium Black Mesa stały się prawdziwym przebojem. Half-Life zdobył szereg nagród i wyróżnień. Nawet prestiżowy The Wall Street Journal oraz telewizja CNN poświęciły nieco uwagi zjawisku o nazwie Half-Life. więcej »
Krzysztof Marcinkiewicz | 21.11.2004 | 255480 odsłon | 47 komentarzy
"Niech Was szlag, konsolowcy!" - większość z nas - pecetowców - ma ochotę wykrzyczeć to zdanie na samą myśl, że gra Grand Theft Auto: San Andreas już w październiku miała swoją premierę na Playstation 2. Posiadacze pecetów muszą czekać jeszcze blisko rok! Czy jest powód do nerwów? Oczywiście, że tak! Ale tych jak najbardziej pozytywnych. Jest bowiem na co czekać. Najnowsza część GTA bije na głowę wszystkie swoje poprzedniczki, a konkurentów miażdży z kretesem. Ponieważ był już precedens, także odważę się nazwać San Andreas po imieniu: gra jest zajebista! Chcecie wiedzieć dlaczego? więcej »
Krzysztof Marcinkiewicz | 14.11.2004 | 62108 odsłon | 30 komentarzy
Grand Theft Auto III przełamała pewną barierę i wyznaczyła nowy trend wśród gier - w czasach, kiedy wydawało się, że wszystko, co było do wymyślenia już istnieje... Rockstar wydał trzecią część swojego przeboju i dosłownie zrewolucjonizował rynek! Trochę to trwało, ale w końcu zaczęły się pokazywać konkurencyjne produkty. Czesi zaatakowali dobrą, choć nieco skostniałą, Mafią. Wielka Brytania próbowała podbić świat Driv3rem. Zaś Amerykanie mają swoje True Crime: Streets of L.A. Żaden z tych trzech tytułów nie może się równać trzeciej odsłonie Grand Theft Auto. Mało tego – quasi-rozszerzenie Vice City (pomimo miliardów bugów) również zostawiło konkurentów w tyle. Kolejna część GTA - San Andreas już została wydana na Playstation 2 (w chwili obecnej ją testujemy - recenzja wkrótce) i z czystym sumieniem można powiedzieć, że nie tylko wyprzedziła ona pozostałe gry tego typu, ale w porównaniu z nimi, wyprzedza je o długość całego układu słonecznego. Gdzie w tym wszystkim plasuje się True Crime? Przeczytajcie recenzję, a sami się przekonacie! więcej »
Piotr Czyszczoń | 07.11.2004 | 41033 odsłony | 22 komentarze
Trzy lata temu gra debiutującej na rynku elektronicznej rozrywki firmy developerskiej Timegate Studios, narobiła niemałego zamieszania. Niepozorna strategia czasu rzeczywistego utrzymana w klimatach fantasy − Kohan: Immortal Sovereigns − zdobyła wiernych, choć nielicznych wielbicieli oraz wiele branżowych pochwał i rekomendacji. Jeżeli teraz, drodzy Czytelnicy zachodzicie w głowę i próbujecie wytężyć szare komórki sięgając pamięcią wstecz, aby przypomnieć sobie te wydarzenia, tudzież wspomniane przeze mnie branżowe laury, to próżny Wasz trud. Do pięknego kraju nad Wisłą pierwsza odsłona Kohan trafiła niemalże pół roku po zachodniej premierze − w momencie, kiedy wszyscy z zapartym tchem oczekiwali premiery trzeciej odsłony Warcrafta. Przy takiej konkurencji, słabo promowany Kohan: Immortal Sovereigns wyzionął ducha. Jakiś czas później producent zdecydował się na wydanie dodatku o podtytule Ahriman’s Gift. Na naszym rynku po „sukcesie” pierwowzoru, pies z kulawą nogą nie zainteresował się wydaniem programu. Ostatecznie dodatek trafił na płytę specjalnego wydania jednego z polskich magazynów o grach. No cóż... taki jest nasz rodzimy rynek, farsa... rzec by można...

Historia lubi się powtarzać; oto kilka tygodni temu, Timegate Studios bez wielkiego rozgłosu zaprezentowała kontynuację programu o podtytule „Kings of War”. Czy i tym razem utrzymana w realiach fantasy strategia czasu rzeczywistego, opowiadająca o zmaganiach nieśmiertelnej, nobliwej rasy zwanej Kohan z zakusami Zła przejdzie na naszym rynku bez echa i większego zainteresowania ze strony rodzimych graczy? Przekonajmy się! więcej »
Michał Speier | 31.10.2004 | 77593 odsłony | 41 komentarzy
Recenzja gry Hitman 2 powstała już jakiś czas temu, co zresztą widać w tekście, poprzez odwołania do niezbyt aktualnych tytułów gier. Minęło troszkę czasu i wbrew oczekiwaniom, nie pojawił się Hitman 3, lecz Hitman: Contracts – ni to pełna gra, ni to dodatek. Contracts bazuje wiernie na poprzednich dwóch częściach (włącznie z wykorzystaniem niektórych plansz), dlatego nie było sensu poświęcać mu pełnowymiarowej recenzji. Powstał więc mały dodatek do nienajświeższej recenzji Hitmana 2. W sumie, to brakuje do kompletu tylko części pierwszej Hitmana – mielibyśmy wtedy pełną trylogię o łysym jak kolano zabójcy w malowniczym krawacie... więcej »
Michał Speier | 30.10.2004 | 54803 odsłony | 84 komentarze
Czy kiepskiej grze należy się długa recenzja? Albo czy w ogóle należy się recenzja? Deus Ex: Invisible War jest bowiem niemożebnie, tudzież straszliwie kiepską grą. Oceniany jako zwykły FPP, żenuje i budzi zniechęcenie, ale dopiero mając w pamięci część pierwszą, skala stopniowania miernoty może się skończyć. Deus Ex 2 pobił wyczyn innej, także słynnej czy może lepiej niesławnej, drugiej części Unreala. Pamiętając wielkość i świeżość Deus Ex 1 nie da się po prostu grać w część drugą. Nie da się jej nazwać częścią drugą, nie narażając się jednocześnie na niemiłą czkawkę moralno-estetyczną. Deus Ex 2 jest jakąś dziwaczną popłuczyną, nieudaną wariacją na temat swego przodka, żenadą żerującą bezczelnie na sławie słynnego tytułu. Oto mamy do czynienia z grą denna i wartą zapoznania się z nią li tylko w celach prosektoryjnych i patologicznych. Gra dla badaczy zwyrodnień, psychiatrów tudzież pediatrów lubiących wyrzucać pieniądze w błoto. Ale za nic gra dla fanów Deus Ex 1. więcej »
Paweł Pilarczyk | 25.10.2004 | 29534 odsłony | 32 komentarze
W dniach 23-24 października w warszawskiej hali Centrum Expo XXI odbyły się targi Warsaw Game Show. To jedna z największych imprez poświęconych grom w Polsce. Ponieważ PCLab.pl był jednym z patronów medialnych targów, oczywiście nie mogło nas tam zabraknąć. Poniżej przedstawiamy zestaw zdjęć, które wykonaliśmy podczas obu dni targowych. więcej »
Artykułów na stronę
Aktualności
Koniec z czasem na herbatkę lub papierosa (ew. pół paczki). 41
HDR jak niegdyś 3D - magnes na konsumentów. 4
Miniaturowy komputer z Apollo Lake. 16
Świetny wynik platformy Azure, bardzo słaby działu mobilnego. 10
Obudowa do najbardziej rozbudowanych zestawów komputerowych. 11
Tym razem z ośmioma złączami PCIe. 5
Całkiem wydajne SSD. 6
Koniec z czasem na herbatkę lub papierosa (ew. pół paczki). 41
Rząd będzie mógł odbierać prawa autorskie. 157
Sprzęt chłodzony w pełni pasywnie. 11
Poziom żenady - ponad 9000. 119
Pierwsze zdjęcia i brak specyfikacji. Atari wraca na rynek konsol z urządzeniem o nazwie Ataribox. 40
Więcej zła - teraz za darmo. 20
Trojan skierowany w działanie niewielkich przedsiębiorstw. 3
Facebook
Ostatnio komentowane