Recenzja
qjin, Poniedziałek, 1 listopada 2010, 21:27

Dekadę temu kontroler, co gamepadem się zowie, kojarzono głównie z konsolami stacjonarnymi, a w gronie „blaszaków” ów przedmiot bywał traktowany niemalże na równi z bożkiem. Prawdziwa egzotyka – wymyka się z ust. Zastanawiające było wówczas podejście graczy, którym konsole serca nie skradły, do tego niegdyś mało popularnego urządzenia wskazującego, będącego swoistym zbawieniem dla „pożeraczy” wszelkich platformówek czy innych gier stricte zręcznościowych. Padem zamiast wiecznie żywym tandemem klawiatura i mysz? Albo padem w FPS-y? Jak to? Nikt nie wmawiał nikomu, żeby od razu wypływać na szerokie morze. Po prostu warto czasem przemóc się i zbadać inne – nieznane wcześniej – terytoria, czerpiąc z tego nie mniejszą przyjemność. Niekoniecznie zważywszy na wiek. Sprawdźmy zatem, w jakiej formie jest tytułowy staruszek!

 

Wspominek czas

Od czasu debiutu bohatera niniejszego artykułu upłynęło trochę wody w Wiśle, niektórym zmienił się stan cywilny, innym natomiast na świat przyszły upragnione szkraby, a te starsze dzieci wkroczyły dumnym krokiem w dorosłe życie. Sytuacja z padami również diametralnie się zmieniła. Zatwardziali pecetowcy wyszli z podziemia, opuścili jaskinie zacofania, a ich umysły stały się mniej oporne względem nadchodzącego wysypu coraz to nowszych i bardziej wygodnych w obsłudze gamepadów. Społeczeństwo nie wegetowało już na diecie jedynie klawiszowo-myszkowej. W końcu zrozumiano, że do gier platformowych czy sportowych zostały stworzone takie wynalazki, jak pady. Prosto od następujących firm: Logitech, Microsoft, Saitek czy dla mniej wymagającego odbiorcy – Thrustmaster, Manta i Trust. Dla każdego coś miłego.

000011124cceea9e.jpg

Na warsztat wziąłem stary, ale wciąż jary model P880 marki Saitek. Mimo że najlepsze lata ma dawno za sobą, to wcale nie czuje się tak staro i śmiało może stanąć w szranki, jeśli chodzi o wykonanie i komfort z użytkowania, z najlepszymi obecnie dostępnymi na rynku padami. Witamy, chylimy czoło, rozmasowujemy nadgarstki i zabieramy się za testowanie!

000011144cceeac0.jpg Nieszpetny, a zarazem wygodny

Na początku XXI wieku triumfy święcił DualShock z numerkiem 2 – pad-legenda (także w wersji pierwotnej zdobył zaszczytne miejsce w rankingach zapalonych graczy). Był on na tyle popularny, że wszystkie „podróbki” wzorowano właśnie na nim. W końcu przykład bierze się z najlepszych, czyż nie? Takim samym tokiem myślenia podążyły najjaśniejsze umysły największych koncernów – z Logitechem i Saitekiem na przedzie. Postawiono na wygląd typowo „dualshockowy”, z mniej lub bardziej znaczącymi niuansami, ale nie tylko to było powodem naśladownictwa. Wszak pady do PlayStation 2, niemające w żadnym razie alergii na komputery osobiste, nosiły i wciąż noszą miano mało podatnych na uszkodzenia. Wytrzymałość przez duże „W” była także tym, do czego dążyły inne firmy.

000011134cceeaac.jpg

Udało się to zrealizować w dużej mierze, ale niestety nie całkowicie. Po kolei jednak. Saitek P880 (przewodowy) sprzedawany był w kartonowym pudełku w przeciwieństwie do takich padów, jak Logitech ChillStream czy Microsoft Xbox 360 Wireless Controller for Windows, które swoją aparycję dumnie prezentują w przezroczystym, plastikowym opakowaniu. Postęp zgodny z trendami – dziś przecież większość chętniej się rozbiera lub bywa rozbierana.

000011174cceec0c.jpg

Wygląd w dniu premiery nie zaskakiwał, był dość standardowy, ale mimo to wyróżniał się na tle Sony DualShock czy Logitech Dual Action Game Pad tym, że prawa strona urządzenia odbiegała trochę rozłożeniem i liczbą przycisków. Na wzmiankę zasługuje jeszcze długość kabla, która w zupełności wystarcza nawet po rozłożeniu się na sofie całkiem spory kawałek oddalonej od komputera.

000011184cceec13.jpg

P880 ma kolor niebieski, ale utrzymany jest w dość ciemnej tonacji. Pokrycia gumowe na kontrolerze, jak i obu gałkach są granatowe, choć o zupełnie innym odcieniu niż dominująca barwa. Natomiast krzyżak, większość z przycisków oraz centralna część z przodu obudowy zabarwione zostały dla urozmaicenia na szaro. Dodam, że wówczas w sklepach szeregi zasilało także nieco świeższe spojrzenie na ten model Saiteka - o przeważającym kolorze czarnym i niewiele odświeżonym designie. Układy sterujące, zarówno z lewej, jak i prawej strony są odpowiednio wyprofilowane, część przycisków, gałki oraz krzyżak są na nieznacznym podwyższeniu, dzięki czemu urządzenie trzyma się wygodniej. Do tego jego rozmiary są również większe niż w przypadku np. Logitecha Rumble. Zyskuje więc dodatkowo przychylność w oczach tych, którzy mają większe dłonie.

000011194cceec1d.jpg

Do rozmieszczenia poszczególnych elementów nie mam większych zastrzeżeń. Po odpakowaniu zaraz dostrzegamy ułożone standardowo dla padów zbliżonych konstrukcją do DualShocków dwa dolne analogi. Nad nimi straszy wyśrodkowany przycisk „digital”, decydujący o tym, czy chcemy grać mało przyjemnym w obsłudze krzyżakiem, czy wspomnianymi gałkami. Po prawej stronie zaś przycisków nie ma czterech, jak do tego nas przyzwyczajono, tylko sześć + magiczny guzik „shift” (podświetlany na czerwono). A w sumie, włącznie z użytecznymi analogami, jest ich 12 (i krzyżak do wykorzystania w wybranych tytułach).

0000111a4cceec25.jpg

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że Saitek P880 został skonstruowany idealnie dla tych, którzy odczuwają niedobór przycisków w niektórych grach, ale czar nieco pryska, gdy obrócimy pada i zobaczymy, iż na górnej stronie znajdują się zaledwie dwa guziki zamiast czterech. Dziwi mnie trochę taka decyzja producenta, zwłaszcza że są one dość duże i zajmują niepotrzebnie wolną przestrzeń, którą można by znacznie lepiej zagospodarować. Po części rekompensuje nam to wspomniany już „shift”, mający ukrytą funkcję, ale o niej szepnę słówko w dalszej części artykułu przy okazji omawiania sterowników.

0000111b4cceec2e.jpg

Zawartość kartonika nas nie rozpieszcza – w środku, prócz oczywiście samego urządzenia, znajduje się karta gwarancyjna, której ważność wynosi 12 miesięcy, oraz płyta ze sterownikami i dodatkowym oprogramowaniem. O wymaganiach możemy przeczytać na zewnętrznej części pudełka - wystarczy sprawne wejście USB i system operacyjny wedle naszych upodobań. Kontroler bowiem bez problemu działa na starszych, lecz i na aktualniejszych OS-ach Microsoftu – XP, Vista czy 7. Co więcej, w przypadku tych ostatnich nawet nie trzeba instalować sterowników z płyty, bo pad zostaje od razu poprawnie rozpoznany i nie ma najmniejszych kłopotów z jego funkcjonowaniem.

Entliczek pentliczek, kochany sterowniczek!

Domyślne – wgrywane przez system operacyjny – sterowniki nie różnią się właściwie niczym od sterowników innych gamepadów. Nie trzeba instalować nic z płyty ani pobierać świeższych wersji ze strony internetowej producenta. Ma to swoje minusy, ponieważ bez odpowiedniego oprogramowania skazani jesteśmy wyłącznie na skąpe możliwości przetestowania zakupionego produktu.

000011264cceec9e.jpg

W najbardziej ubogim wydaniu mamy dwie zakładki – jedna odpowiedzialna za kalibrację urządzenia bądź przywrócenie domyślnych ustawień, druga natomiast to zwykłe przetestowanie osi, przełącznika ustawień oraz przycisków. Dzięki niej sprawdzamy działanie naszego pada – w razie niedoprecyzowania, np. analogów, należy ponownie skalibrować (czasem ten zabieg powtarzałem kilkakrotnie, by gałki sprawowały się w niektórych grach całkowicie bez zarzutu. Ład naruszył nieco podstarzały tytuł Ubisoftu - Prince of Persia: Piaski Czasu).

000011264cceec9e.jpg

Na więcej, jeśli chodzi o testy, możemy sobie pozwolić po zainstalowaniu sterowników z płyty/strony producenta (http://www.saitek.com/uk/down/drivers.php), wygląd właściwości prezentuje się nieco inaczej – bardziej przejrzyście. Co ciekawe, ku mojemu zaskoczeniu znikła zakładka z opcją kalibracji.

000011254cceec9a.jpg

Sterowniki w obu wersjach jednak nie dają pełnej satysfakcji. Zwłaszcza że bez odpowiedniej aplikacji (do ściągnięcia z wcześniej podanego odnośnika) nie jesteśmy w stanie wykorzystać dodatkowej funkcji nazwanej „shift” (wówczas traktujemy ją jak normalny przycisk). Edytor oferuje całkiem spore możliwości konfiguracji przycisków, które pozwolą nam wycisnąć z pada jeszcze więcej. Mankamentem jest instalator uniemożliwiający nam wybór ścieżki zapisu na dysku twardym, dodatkowo zaśmiecając system niepotrzebnym oprogramowaniem dla innych urządzeń.

0000111c4cceec3d.jpg

000011284cceef5a.jpg Są gry, jest pad – jest zabawa!

Na potrzeby testu przygotowałem liczne i dość różnorodne gatunkowo produkcje. Lista obejmuje zarówno tytuły, które mają rodowód konsolowy, a dopiero potem zostały przeniesione – w gorszym lub lepszym stylu – na komputery osobiste. Nie mogło również zabraknąć miejsca dla jednych z najbardziej udanych gier wieloplatformowych wydanych w ostatnich latach, jednocześnie tak dobranych, żeby gra padem nie mijała się z celem. Co również istotne, wykorzystałem parę nieco bardziej wiekowych perełek, do których bez pada najlepiej w ogóle nie podchodzić. Oto główne „ofiary” przeprowadzanego badania:

- Assassin’s Creed II;

- Batman: Arkham Asylum;

- Bioshock 2;

- Bully: Scholarship Edition;

- Dead Rising 2;

- Fahrenheit;

- FIFA 11;

- Gears of War;

- Lost Planet;

- Mafia II;

- Mirror’s Edge;

- NBA 2K9;

- NFS: Shift;

- Pure;

- Race Driver: GRID;

- Rayman: Szalone Kórliki;

- Star Wars The Force Unleashed: Ultimate Sith Edition;

- Street Fighter IV.

000011344cceefdd.jpg

Wyścigowo

Na pierwszy ogień poszły ostatni (do czasu premiery odświeżonego Hot Pursuit) Need For Speed – Shift, oraz nieco starszy konkurent – od „mistrzów kodu” - GRID. W obu grach Saitek P880 sprawował się bez zarzutu, przyjemność z jazdy przy użyciu gałek analogowych, zwłaszcza po odpowiednim ustawieniu czułości, była na wyższym poziomie niż w przypadku zastosowania tradycyjnej klawiatury. Samochody reagowały dokładnie na poruszanie gałką – w przypadku delikatnego ruchu w bok pojazd zmienił kierunek jazdy tak, jak powinien – minimalnie.

0000112e4cceefa4.jpg

Na tym polu zdecydowanie przodują produkcje z serii Race Driver - już w pierwszej części z tej serii były spore możliwości skonfigurowania pada w samej grze. Kontroler zaliczył test bezbłędnie, obyło się też bez uszczerbków na zdrowiu. Choć w obu tytułach Saitek P880 zdał jazdę w stopniu zadowalającym, to podczas bardziej męczących i emocjonujących rywalizacji o stawki większe niż życie guma „przylepiona” do uchwytów pada z obu stron, mająca niwelować efekt ślizgania się rąk, może nie wystarczyć na nasze spocone dłonie (bardziej wskazany byłby tu ChillStream ze swoim systemem chłodzenia).

0000111d4cceec48.jpg

000011324cceefcc.jpg

Absolutnie bez zastrzeżeń pad wypadł w Pure – ekstremalnych wyścigach, w których nie chodzi wyłącznie o ściganie się dla samej ścigania, ale także wykręcanie niesamowitych akrobacji w powietrzu, przypominających trochę wyczyny na deskorolce w Tonym Hawku (tylko wielokrotnie pomnożone). Jest to zresztą jedna z tych gier, do których bez odpowiedniego kontrolera ani rusz. W przeciwieństwie do tradycyjnych przedstawicieli tego gatunku nie szukamy tutaj na siłę kompromisu między padem a kierownicą.

000011314cceefc4.jpg

Sportowo

Dla fanów sportowych zmagań gamepad przebrnął przez amerykańskie parkiety najlepszej ligi świata – NBA, oraz wkroczył razem z piłkarzami na zieloną murawą największych stadionów. O ile sterowanie w serii NBA 2K, niezależnie od edycji, wypadło zaskakująco dobrze (szczególnie wykonywanie zwodów i alley-oopów) i co ważniejsze – intuicyjnie (w oczy rzucają się tylko pozostałości w interfejsie od pada do Xboksa 360), o tyle już w FIF-ie 11, będącej wreszcie umiarkowanie udaną próbą zbliżenia się wersji pecetowej do pułapu konsolowych, pad spisał się troszkę gorzej, niż się spodziewałem. Możliwe, że to kwestia wyrobionych już gałek, ale po rozegraniu kilkudziesięciu meczów zawodnicy wykazali nadzwyczajną wrażliwość na ruchy analogami, przez co doznania z rozgrywki osłabły, bo miało to negatywny skutek w postaci niecelnych strzałów. Poza tym zbyt dużo uwagi poświęcało się trzymanemu w dłoniach urządzeniu, zamiast skupieniu się na tym, co wyprawia się na wirtualnym boisku. Pomocnej dłoni nie wyciągnął nawet krzyżak – spisywał się jeszcze z gorszym rezultatem, w związku z czym wyjątkowo sterowanie na klawiaturze pozostawiło bardziej pozytywne wrażenie. Ponownie dał się we znaki materiał gumowy pada w momencie lekko spoconych dłoni.

0000111e4cceec54.jpg 000011334cceefd6.jpg

Jako że bijatyki to też swojego rodzaju sport, tak więc do testów chętnie ustawiłem w kolejce Street Fighter IV. W dodatku gatunek rzadko widziany na pecetach, tym bardziej warto przyjrzeć się bliżej temu tytułowi. Wydawać by się mogło, że pad został stworzony do tej produkcji, tym razem pozory mylą. Gra sama w sobie nie należy do najprostszych, ale niektóre kombinacje ciosów łatwiej wykonuje się na klawiaturze. Tutaj kulą u nogi są ikonki odpowiadające za poszczególne funkcje przycisków – zostały przypisane pod „xboksowego” pada i potrzeba dłuższej chwili na rozeznanie, co do czego. Nie należy ukrywać - dla prawdziwych wyjadaczy jednak najlepszym wyborem do SF IV jest arcade stick – nic tego nie zastąpi. Nawet najbardziej bogaty w funkcje pad.

0000112b4cceef7f.jpg

Trochę strzelankowo, ale także coś na solidne rozruszanie paluszków

Z rasowymi strzelankami bywa różnie, przeważnie jest pod górkę – pad nie zostaje albo wykryty (Bioshock 2 – rezygnacja twórców z obsługi innych urządzeń wskazujących niż klawiatura i mysz), albo życie uprzykrzają nam ikonki z pada do Xboksa 360 (Lost Planet). W pozostałe zaś nie pogramy na kontrolerze innym od tego Microsoftu (Gears of War). O tym jeszcze wspomnę przy okazji omawiania innych gatunkowo tytułów. Saitek P880 w tych grach, w których zadziałał, sprawował się zadowalająco, chociaż zaliczam się do grona graczy tradycyjnych – preferuję klasyczny dla wszelkich strzelanek tandem. Precyzja z użyciem „gryzonia” mimo wszystko bierze górę, nie umniejszając jednak tym stwierdzeniem wartości gamepadów z najwyższych półek. W końcu to kwestia subiektywnych odczuć. Jeden czuje się lepiej, dzierżąc to, drugim tamto – taka ludzka natura.

0000111f4cceec5c.jpg 0000112c4cceef8c.jpg

Teraz coś dla miłośników czystych zręcznościowek - wręcz przeznaczonych recenzowanemu urządzeniu. Mowa o produkcjach takich, jak Assassin’s Creed II, Bully: Scholarship Edition, Rayman: Szalone Kórliki czy wreszcie Fahrenheit (znany w niektórych kręgach jako Indigo Prophecy). We wszystkich rzeczonych tytułach pad sprawował się wprost rewelacyjnie, szczególnie w ostatnim z nich, jako że tam nie brakuje sekwencji zręcznościowych, i to takich, w których operujemy – momentami aż do przesady - dwiema gałkami. Urządzenie w akcji wykazało się precyzją na wysokim poziomie, nawet mimo wyrobionych analogów, dzięki czemu mogłem skupić całkowicie na wykonywaniu właściwych czynności. W telegraficznym skrócie: podobnie sytuacja wyglądała w mini-gierkowym Raymanie.

000011204cceec69.jpg 0000112a4cceef78.jpg

Z kolei w AC II główny bohater, Ezio, dokładnie reagował na ruchy gałkami i nie było – w przeciwieństwie do np. Prince of Persia: Piaski Czasu – żadnych, absolutnie żadnych problemów z czułością tychże elementów sterowniczych pada. O Bullym też wiele złego powiedzieć nie mogę, bo mimo wszystko Saitek odrobił zadanie domowe może nie tyle na „piątkę”, co na „cztery z plusem”. Ewidentnie brakowało „mocy” gamepadowi w sytuacjach, w których należało użyć celownika (m.in. w przypadku procy) – to, co widać było na ekranie monitora, nie obrazowało w pełni naszej gimnastyki palcami i walce z trzymanym kontrolerem. Opcje z menu głównego nie przyszły z ratunkiem, bo ubogie, konsolowe korzenie robią swoje. Ale to pikuś. Pan pikuś.

0000112d4cceef99.jpg

Ciężka dola pada, kiedy w grze siada

Doczekaliśmy się czasów, gdy starsze modele padów przestają się liczyć dla producentów gier. Innym razem wielkie koncerny rzucą kawałkiem papieru z widocznymi kilkoma zerami i nie ma zmiłuj – kiedy w dłoniach nie ma Billa pada, to reszta po prostu wysiada. Już na ekranie powitalnym. Tak było w Batmanie: Arkham Asylum, tak było w Mafii II, tak było w Dead Rising 2, tak też było w Star Wars The Force Unleashed: Ultimate Sith Edition. W każdej z nich nie wykrywało Saiteka P880. Jakby pad nie był w ogóle podłączony. Jakież na to mamy remedium? Kupić albo nowszy, obsługiwany przez grę model konkretnej marki (np. Logitecha, ale i Saiteka!), albo najlepiej zainwestować w "xboksowego" i cieszyć się kompatybilnością we wszystkich wydanych ostatnimi czasy tytułach obsługujących tego rodzaju kontrolery. Co więcej, tylko na tym zyskamy. Konkurencyjny pad nie tylko jest wygodny i wykonany z należytą dbałością o detale, lecz również w coraz większej liczbie gier ikonki interfejsu robione są pod dyktando Microsoftu. Podłączamy, włączamy i gramy. Bez żadnego stresu. Bez obaw, że coś nie będzie współpracowało. Bez strachu, że nie będziemy wiedzieć, jaki przycisk odpowiada za daną czynność. Tego Saitek P880 nie ma w swojej ofercie, co zresztą nie powinno dziwić. Wiek robi swoje.

000011214cceec71.jpg 0000112f4cceefaf.jpg

Nie sposób nie dodać jeszcze, że podczas testów wystąpiły anomalia, w których pad został wykryty, ale sprawował się w circa 50% prawidłowo. Takim niechlubnym wyjątkiem okazała się produkcja EA DICE - Mirror’s Edge. Ikonki interfejsu dostosowano do pada od Xboksa 360, ale ważniejsze jest to, że Saitek P880 został wykryty (zaskoczeni?). Sęk w tym, że jego działanie pozostawiało wiele do życzenia – mimo prób ustawienia sterowania w opcjach z menu głównego gry, nie dało się w to normalnie grać – wrażenie było podobne do tego po włączeniu w jakimkolwiek tytule odwróconej osi. To nie koniec atrakcji – niektóre, podkreślam - niektóre przyciski zostały nawet wyłączone. Jak gdyby wcale nie istniały. Pomocne okazało się zastosowanie emulatora kontrolera Xbox 360, nad którym trzeba jednak trochę posiedzieć, żeby poprawnie ustawić poszczególne guziki. Pad – po zaaplikowaniu wspomnianego narzędzia - wykazał życiowe funkcje również w przypadku tych gier, które wcześniej na niego nie reagowały (Mafii II, Batman: AA czy The Force Unleashed). Jak widać, dla chcącego nic trudnego. Tylko, czy naprawdę wszystkim chce się w tym babrać? W każdym razie niesmak w ustach pozostaje.

000011304cceefb6.jpg

000011354cceefe5.jpg

To ostatnia niedziela…

Reasumując, Saitek P880 nadal sprawdza się bardzo dobrze w wielu produkcjach, daje radę nawet w rasowych strzelankach, takich jak Lost Planet. Poza nielicznymi mankamentami, m.in. podczas rozgrywki w FIF-ę 11 - wynikającymi raczej z długiego okresu użytkowania - jakość recenzowanego produktu nie budzi większych zastrzeżeń. Gamepad idealnie nadaje się do popołudniowych sesji we wszelkie platformówki, sportówki, a nawet wyścigi (szczególnie jeśli nie są to symulacje, o które dziś niezwykle trudno). Przy odpowiedniej regulacji czułości, którą oferują przeważnie solidne ścigałki, doznania są dużo przyjemniejsze niż podczas użytkowania standardowych urządzeń dla PC, czyli zgranego duetu: klawiatura i myszka.

000011224cceec7c.jpg

Saitek P880 powinien spełnić większość wymagań zwykłych graczy, bo mimo licznych wad jest to kontroler potrafiący urzec. Do tego niebrzydki, całkiem przyzwoicie wykonany, dobrze leżący w dłoniach, niemęczący nadgarstków, ale przede wszystkim znakomicie sobie radzący z tytułami typowo (i nie tylko!) nastawionymi na pada. Aktualnie, co prawda, nie jest już tak atrakcyjny jak w okolicach swojego debiutu, głównie z powodów coraz mniejszej kompatybilności z nowymi grami wymagającymi częstokroć do rozgrywki urządzenia Microsoftu – Xbox 360 for Windows – bądź po prostu popularniejszych modeli innych firm, np. Logitech ChillStream. To po pierwsze. A po drugie praktycznie jest nie do kupienia – zainteresowanym mogę wskazać jedną z dróg: Amazon.

000011234cceec88.jpg

Nawet jeśli nie leżą nam w dłoniach, co jest jednym z głównym czynników decydujących o wyborze (przynajmniej w moim przypadku), najbardziej rozchwytywane i chwalone przez użytkowników pady, wzorowane na tym dołączanym do Xboksa 360, to i tak Saitek P880 wypada gorzej od reszty konkurencji, na czele z DualShockiem. Stąd z bólem serca nie mogę polecić go teraz, nie w dobie zbliżającego się roku 2011. Warto, a wręcz należy jednak wspomnieć, że długo po ujrzeniu światło dziennego cieszył się sporym powodzeniem – był jednym z najlepszych padów w swojej kategorii, a jednocześnie nie odstraszał nadto wygórowaną ceną (89-119 zł, zdarzały się też okazje po ok. 59 zł). Nawet pady Logitecha – niekoniecznie będące gwarancją lepszej jakości – kosztowały więcej. Rumble Pad wówczas stał z ceną nieco wyżej, a jednocześnie jego wykonanie budziło wątpliwości (lżejsza, bardziej ślizgająca się obudowa sprawiały nie najlepsze wrażenie).

000011244cceec92.jpg

Gdybyśmy cofnęli się w czasie o kilka dobrych lat, z pewnością przyznałbym mu rekomendację. Mimo że już dawno powinien udać się na zasłużoną emeryturą, część nałożonej gumy została zużyta, a gałki analogowe nie działają tak sprawnie jak za swojej młodości, to wciąż go trzymam i co ważniejsze - nadal na nim ochoczo pogrywam. Słowem zakończenia, a zarazem na swoje usprawiedliwienie przytoczyć mogę tylko jedno powiedzenie: stara miłość nie rdzewieje…

000011114cceea29.jpg

Ocena recenzji
Ocen: 5
Uwagi
Zgłoś redakcji błąd na tej stronie
Komentarze (8)
qjin (2010.11.01, 22:00)
#1
Ech, widzę, że zdjęcia się nie wyśrodkowały (mimo kilku prób, to przy każdej edycji wracały do 'normalności). Jest na to jakaś rada?

Dobra i tak nie mogę edytować tekstu.
Edytowane przez autora (2010.11.01, 22:02)
qjin (2010.11.04, 15:17)
#2
Naprawdę nie ma czego komentować? :(

Wszelkie uwagi mile widziane.
Edytowane przez autora (2010.11.04, 15:18)
Hotbird (2010.11.07, 12:58)
#3
trzeba pochwalić że recenzja rozbudowana i dokładnie zrobiona :)
jonek29 (2010.11.07, 15:08)
#4
Bardzo ciekawa recenzja, jestem zdziwiony że można tyle napisać na temat pada :)
infinity7 (2010.11.08, 20:24)
#5
Bardzo dobra recenzja, jestem pod wrażeniem
qjin (2010.11.12, 13:12)
#6
Dzięki za ciepłe słowa. :)

Czekam na kolejne opinie - może ciutkę bardziej rozbudowane, co by można było podyskutować? ;)

jonek29 - są pady, które można opisać jeszcze szerzej, ten staruszek nie oferuje atrakcji na miarę systemu chłodzenia w Chillstreamie. ;) No ale faktycznie wyszło tekstu sporo - głównie dlatego, że dość dużo gier zostało użytych do testu. choć nie wszystkim poświęciłem tyle samo znaków. :)
Edytowane przez autora (2010.11.12, 13:19)
Vegobot (2010.11.17, 14:23)
#7
Miałem w swojej karierze sporo padów, pad od microsoftu, dokładnie od 360tki, to na prawdę chyba najlepszy wybór, mimo, ze tradycyjny Pad od ps3 rowniez jest bardzo wygodny to, ten od 360 na PC moim zdaniem radzi sobie najlepiej ! Trochę droga inwestycja ok 120zł ale jak lubi się grac na padzie to warto kupić do PC.
qjin (2011.01.24, 21:43)
#8
Dokładnie tak. Też trochę natestowałem się padów i nie trzymałem w dłoniach przyjemniejszego od tego z Xboksa 360 (nawet ten od Playstation nie budzi we mnie tak pozytywnych odczuć). Sam całkiem niedawno przesiadłem się na niego - w końcu Saitek poszedł na zasłużoną emeryturę.

I absolutnie zero problemów z kompatybilnością - widzi go każda gra i automatycznie zostaje skonfigurowany. Nie trzeba tracić czasu na babranie się w ustawieniach. :) Aż zacząłem żałowac, że nastąpiło to dopiero teraz - mimo iż obcowałem z nim już trochę czasu przy X360. :)

Oficjalne sterowniki sa tylko pożal sie Boże. :)
Edytowane przez autora (2011.01.24, 21:46)
Zaloguj się, by móc komentować
Komentarze