Do niedawna laptop do grania był dla mnie jakaś herezją i czystą abstrakcją. Tak naprawdę trudno było o maszynę, która wydajnością mogłaby dorównać blaszakowi pod biurkiem. Nawet MSI GT725 choć naprawdę fajny, czy nowa seria Asusa jakoś do mnie nie przemawiały. Tym co mnie zawsze odstraszało były rozmiary i czas pracy na baterii tego typu wynalazków. Laptop powinien być lekki, cienki, ładny, trzymać długo na baterii a przy tym wydajnością nie zostawać za bardzo w tyle. Kompromis taki znalazłem w MacBooku Air, na którym mogę 5 godzin surfować w sieci, a po godzinach pograć praktycznie w każdą grę. W pogoni za mocą przyszła pora na wymianę blaszaka. Podkusiło mnie przy okazji przyjazdu brata z USA zainwestować w AlienWare'a. Jest to firma nie osiągalna w Polsce, a w Niemczech i w UK o znacznie wyższych cenach w stosunku do dolara, wymagająca wysłania dużej kwoty pieniędzy za ocean praktycznie w pustkę, wiedząc że nie wysyłają zamówień poza USA, ale jednocześnie gałąź firmy Dell więc chyba produkt powinien być na wysokim poziomie? Czy było warto podjąć ryzyko ?? O tym niżej...
Szczęśliwie się złożyło że wyszedł model M17x dzięki czemu M17 znacząco potaniał. Zamówiłem go praktycznie w najniższej możliwej konfiguracji za wyjątkiem 2 kart graficznych w Crossfire. Nie opłaca się go zamawiać w konfiguracji lepszej, gdyż przepłaca się kosmicznie za części, które spokojnie kupimy w każdym sklepie. Dla ciekawostki dodam, że instrukcji wymiany podzespołu czy naprawy tego laptopa nie znajdziemy w sieci, gdyż firma AlienWare bardzo dba o to, aby ukrócić praktyki takie jak moja.