Inne
Artykuł
Maciek "Crash" Luszawski, Niedziela, 13 października 2002, 16:21
10 grudnia 1999 roku cały świat obiegła wiadomość, której od dłuższego czasu można się było spodziewać - nie sposób było bowiem uciec od tego, co nieuniknione… Amerykańskie Stowarzyszenie Przemysłu Nagraniowego (RIAA), skupiające m.in. pięć największych koncernów nagraniowych (Warner Music, Universal Music, BMG, EMI i Sony Music) złożyło w sądzie pozew przeciwko firmie Napster, Inc. zarzucając jej pośrednie oraz zastępcze (odpowiedzialność za cudze czyny) naruszanie praw autorskich. Takie działanie RIAA było logicznym następstwem lawinowo rosnącej popularności internetowego serwisu Napster, który umożliwiał milionom swych użytkowników nieskrępowaną wymianę ich własnych plików muzycznych w formacie MP3. To był początek końca pionierskiego projektu, który stał się namiastką komputerowego edenu dla rzeszy spragnionych muzyki internautów.


Jego poświęcenie nie poszło jednak na marne, rzec by się chciało. Napster wytyczył bowiem nowy kierunek w zagmatwanej, globalnej sieci – dał początek programom bazującym na sieciach typu Peer-to-Peer, które notabene istniały od dawna, czekając jedynie na śmiałka, który odkryje ich prawdziwe możliwości.

Dziś najczęściej powtarzanym pytaniem jest to, w którym zastanawiamy się: kto ma w tym sporze rację? Czy stoi ona po stronie wytwórni płytowych, przemysłu filmowego, firm tworzących oprogramowanie, czy też znajduje się ona po stronie twórców oprogramowania P2P i ludzi z niego korzystających? A może miast szukać winnego, znacznie lepszym wyjściem byłoby zastanowić się nad tym, czy możliwe jest (a jeżeli tak, to w jaki sposób) wypracowanie rozwiązania, które stanowiłoby pomost łączący tych, którzy tworzą i tych, którzy z cudzych wytworów korzystają?...

Czym jest Peer-to-Peer (P2P)?

Jak głosi definicja zamieszczona w leksykonie witryny www.networld.pl, Peer-to-Peer to Równorzędna komunikacja komputerów przez sieć typu "każdy z każdym", w której wszystkie stacje robocze mają podobny stopień kontroli nad siecią – inaczej sieć równorzędna. Jest to całkowite przeciwieństwo systemów przetwarzania mainframe, w których centralny komputer udostępniał całą moc przetwarzania, a terminale sieciowe ograniczały się do wprowadzania danych i eksponowania wyników. Jeżeli przytoczoną tu definicję odnieść do dzisiejszych realiów i programów o zastosowaniu zbliżonym do Napstera, to P2P może być również określane jako aplikacja, dzięki której użytkownicy mogą posłużyć się internetem w celu wymiany plików między sobą bezpośrednio lub też za pomocą serwera pośredniczącego.

Idea sieci P2P nie jest ideą nową - jej korzeni doszukiwać się możemy już we wczesnych latach 70-tych ubiegłego wieku. Wtedy to w Stanach Zjednoczonych powstawała akademicka sieć danych DARPANet, która była pierwszą próbą wykorzystania systemu Peer-to-Peer do równorzędnej komunikacji rządowych i uczelnianych komputerów.

Takie rozwiązanie miało jednak kilka wad – obejmowało swym zasięgiem zawężony krąg odbiorców, a dotarcie do określonych danych miało szansę powodzenia jedynie wówczas, gdy znano dokładną nazwę pliku, w których były zawarte. Jednak mimo tych niedogodności DARPANet była nie tylko prekursorem dzisiejszych programów P2P, ale stała się również zalążkiem dzisiejszego internetu, który w ciągu następnych kilkudziesięciu lat zaczął przeistaczać się w medium o globalnym zasięgu. Rozwój komputeryzacji sprzyjał tej ewolucji – pojawiały się coraz to szybsze i bardziej wydajne komputery, połączenia, będące w stanie udźwignąć nieustannie narastający ruch w sieci. Rosnąca rzesza internautów zaczęła tworzyć specyficzną społeczność o określonych gustach i potrzebach. Jak mawia popularne powiedzenie - potrzeba matką wynalazku – a że człowiek dysponuje dość dużym mózgiem, toteż kwestią czasu było wyjście naprzeciw oczekiwaniom i zachciankom cyfrowej społeczności...

Wielu próbowało wnieść tu coś nowego i równie wielu poniosło na tym polu porażkę. Cóż więc sprawiło, że nastoletni student Boston’s Northeastern University, Shawn Fanning, potrafił zarazić swym pomysłem blisko 70 milionów ludzi z całego świata?

Pierwsza ofiara RIAA...

Napster był połączeniem osiągnięć przeszłości z oczekiwaniami przyszłości. Fanning na nowo odkrył przed światem znany od kilkudziesięciu lat system Peer-to-Peer i drzemiące w nim możliwości. W styczniu 1999 roku, wraz z wujkiem rozpoczął realizację systemu wymiany plików MP3. Już w maju 1999 roku powstała spółka Napster, Inc., która dzięki swojej internetowej witrynie udostępniała każdemu zainteresowanemu swoje oprogramowanie.

Niemożliwe okazało się możliwe – wymiana plików muzycznych na niespotykaną dotąd skalę stała się faktem. Napster był jedynie pośrednikiem (żadne pliki nie znajdowały się na dyskach twardych Napster, Inc.) w nieodpłatnych "transakcjach" pomiędzy milionami swych użytkowników, spragnionych nieograniczonego dostępu do każdego wręcz rodzaju muzyki.


Rozpoznawane dziś na całym świecie logo Napstera


Popularność programu rosła z dnia na dzień. Ilość internautów korzystających z jego dobrodziejstw zaniepokoiła RIAA, które jeszcze w grudniu 1999 roku wytoczyło twórcom Napstera proces, oskarżając ich o kradzież praw autorskich. Giganci przemysłu fonograficznego skrzętnie wyliczyli, że przez zaledwie półtora roku działalności serwisu ponieśli straty rzędu 4 miliardów dolarów. Taka kwota nawet na nich musiała zrobić wrażenie.

Przejawem krańcowo różnych stanowisk obu ze stron są argumenty, którymi się posługiwano, aby przeciągnąć "rację w sporze" na swoją część barykady. Warto przyjrzeć się tym najważniejszym i samemu dokonać oceny ich zasadności.

Amerykańskie Stowarzyszenie Przemysłu Nagraniowego swoje stanowisko, jako strony pozywającej, wspierało w sposób następujący:

  1. Napster wpływa na obniżenie wielkości sprzedaży nagrań muzycznych – jeżeli ludzie mają dostęp do większości plików muzycznych, które znajdują się w zasięgu ich zainteresowania, nie płacąc za tą możliwość ani centa, to dlaczego mieliby wydawać pieniądze na kupno oryginalnych płyt CD?
  2. Napster i jego polityka bazują na piractwie – większość plików ściąganych poprzez program Napster jest chroniona prawami autorskimi, co powoduje, że firma Napster, Inc. wspiera pośrednio samo piractwo
  3. Napster wpływa negatywnie na możliwość i opłacalność wprowadzenia przez firmy fonograficzne dystrybucji nagrań muzycznych poprzez internet – podobnie jak w punkcie pierwszym – jeżeli ludzie są w stanie pobrać muzykę z witryn internetowych bez dodatkowych opłat, to czemu mieliby korzystać z podobnych, tyle że płatnych stron firmowanych przez przemysł nagraniowy?
Napster, Inc. próbował odpierać te ataki twierdząc m.in. iż:

  1. Napster przyczynia się do wzrostu wielkości sprzedaży nagrań muzycznych – poprzez nieodpłatny dostęp do muzyki tak nowych, jak i dobrze już znanych artystów via internet, Napster zwiększa publiczną "świadomość muzyczną", a tym samym przyczynia się do wzrostu zainteresowania danym produktem (utworem, płytą...)
  2. Napster prowadzi działalność "wspomagającą" nowych artystów – nowi artyści mogą dzielić się swą muzyką za pomocą Napstera, zyskując przy tym niespotykane grono potencjalnych odbiorców, dzięki czemu mają szansę na zaistnienie na scenie muzycznej
  3. Napster pomaga zaistnieć rynkowi dystrybucji nagrań muzycznych poprzez internet – Napster otworzył przed innymi nowe możliwości internetowej dystrybucji muzyki, sprawił, że ściąganie muzyki poprzez internet zaczęło być możliwe i coraz bardziej popularne; wszystko to sprawia, że łatwiej będzie w przyszłości zaistnieć firmom zajmującym się dystrybucją muzyki online.
Argumenty obu ze stron są tym bardziej interesujące, że mimo upływającego czasu i zmieniającej się rzeczywistości, również i dziś są elementem retoryki obu ze zwalczających się stron - gigantów medialnych i programów P2P. Argumentacja obronna Napstera nie przekonała jednak RIAA do odstąpienia od swych oskarżeń, co więcej, Napstera pozwali również sami wykonawcy, m.in.: Metallica, Dr Dre czy Madonna.

W lipcu 2000 roku doszło do konsolidacji części sceny muzycznej – Alanis Morissette, Christina Aguilera i 70 innych wykonawców założyło grupę Artists Against Piracy, która walczyć miała z działalnością serwisu. Sądowa karuzela rozkręciła się na dobre. Kolejne postanowienia sądu, niesprzyjające polityce Napster, Inc., pogrążały firmę coraz bardziej. Nie pomógł nawet strategiczny sojusz z trzecim największym koncernem medialnym na świecie – niemieckim Bertelsmannem. Orzeczenie kalifornijskiego sądu z 4 września bieżącego roku, zakazujące sprzedaży Napstera niemieckiemu gigantowi, przypieczętowało upadek firmy. Jeden z najszybciej zdobywających popularność programów w dotychczasowej historii internetu na swojej witrynie internetowej umieścił wymowny napis: Napster was here...

Następcy Napstera, czyli P2P will never die... (?)

Pierwszą poważną bitwę pomiędzy programami bazującymi na systemie Peer-to-Peer a gigantami medialnymi wygrali Ci ostatni. Jednak zażarta wojna o klientów wciąż trwa i nic nie wskazuje na to, aby zmierzała ku końcowi. Adrian Murdoch w swojej książce "Right to Copy" stawia pytanie: "Czy jest już za późno na to, by przeciwdziałać czerpaniu korzyści z technologii P2P?" Jego odpowiedź brzmi: "Prawdopodobnie TAK".

Nie sposób nie zgodzić się z takim twierdzeniem tym bardziej, że z każdym dniem przybywa nowych witryn internetowych, oferujących coraz to nowe rozwiązania w dziedzinie sieci równorzędnych.

Krucjata przeciwko P2P przywodzi na myśl powieść de Cervantesa i walkę jego bohatera, Don Kichota – rycerza smętnego oblicza – z wiatrakami... Programy P2P coraz bardziej przypominają mityczną Hydrę - w miejsce ściętego łba wyrastają kolejne – w miejsce jednego programu pojawia się szereg innych.

Tomasz Woźniak, kierownik serwisu MP3 w Wirtualnej Polsce zauważa również, że "użytkownicy internetu są nielojalni". Paradoksalnie owa "niestałość w uczuciach" umacnia pozycję programów P2P. Internauci nie mają bowiem żadnych skrupułów przed zmianą swych upodobań i wypełnieniem luki powstałej po upadku któregoś z programów wymiany plików jego klonem. Po upadku Napstera, większość jego użytkowników szybko przesiadła się na jego następców: AudioGalaxy, KaZaA, eDonkey czy Direct Connect.


KaZaA - jak wykazała nasza ankieta, jeden z najpopularniejszych obecnie klientów P2P


Technologia Peer-to-Peer już w obecnej chwili dysponuje ogromną mocą, a trzeba pamiętać, iż według wielu specjalistów znajduję się jeszcze w fazie rozwoju, przechodząc przez okres "dzieciństwa". W przeciwieństwie do protoplasty - Napstera, dzisiejsze programy P2P nie są ograniczone do tylko jednego rodzaju plików, co z pewnością jest ich ogromną zaletą. Obecnie można ściągnąć z sieci praktycznie wszystko to, co znajduje się na komputerach osób korzystających z tego samego systemu wymiany danych.

Przedłużająca się w nieskończoność wojna z internetowym piractwem przyczynia się do powstawania coraz bardziej radykalnych pomysłów na prowadzenie walki. Część przeciwników nieskrępowanej niczym wymiany plików poprzez internet opowiada się za znacznym ograniczeniem anonimowości w tym właśnie medium. W amerykańskich sferach rządowych pojawiają się nawet propozycje nałożenia na dostarczycieli usług internetowych obowiązku zbierania informacji o swoich użytkownikach pod groźbą odpowiadania za przestępstwa popełnione przez nich w internecie.

Amerykański Departament Sprawiedliwości przyznał ostatnio, że jest gotowy do rozpoczęcia akcji skierowanej przeciwko użytkownikom oprogramowania P2P. John Malcolm, zastępca prokuratora generalnego, stwierdził co następuje: "Amerykanie powinni sobie uświadomić, że wymienianie się nielegalnymi kopiami muzyki lub filmów jest wykroczeniem kryminalnym, które może skończyć się długą odsiadką w więzieniu".

Amerykańskie prawo aktualnie umożliwia ściganie użytkowników P2P, jednak zdaniem Malcolma brakuje w nim możliwości ścigania przestępców z innych krajów. Gary Shapiro, prezes Consumer Electronics Assosiation, powątpiewa jednak (chyba nie on jeden) w powodzenie całej akcji. Dał temu wyraz uświadamiając przedstawicielom rządu, że to, czego próbują dokonać, wiąże się z zamknięciem w więzieniach - bagatela - około 70 milionów amerykańskich obywateli. Nie wymaga to chyba żadnego komentarza...

RIAA zapowiedziała z kolei pozwanie do sądu wybranego losowo użytkownika P2P i wytoczenie mu pokazowego procesu, mającego ograniczyć poczucie bezkarności, które towarzyszy użytkownikom tego typu programów.

Do akcji "propagandowej" przyłączyły się również gwiazdy muzyki z całego świata, a wśród nich m.in.: Britney Spears, Madonna, Sting. Kampania informacyjna opierać ma się na reklamach emitowanych w mediach (telewizja, radio). W jednej z nich możemy usłyszeć wypowiedź Britney, która pyta się: "Czy ukradłbyś płytę ze sklepu muzycznego? To tak samo jak zalogować się w serwisie P2P i ukraść naszą muzykę".

Można powątpiewać w tego typu akcje, tym bardziej, iż społeczność internetowa już wielokrotnie dawała do zrozumienia, iż problemy gwiazd, zarabiających krocie, nijak się mają do problemów, które stają na drodze zwykłemu śmiertelnikowi.

Kolorowa przyszłość? Tylko dla kogo?...

Czy przy tak dużej rozbieżności poglądów obu konkurujących ze sobą stron, możliwe jest jeszcze osiągnięcie jakiegokolwiek kompromisu? Analizując dotychczasowe ich posunięcia można dojść do wniosku, że szansa na porozumienie oddala się coraz wyraźniej. Obie strony do złudzenia przypominają zawziętych wrogów, którzy postawili na wojnę totalną, zmierzającą do wzajemnego wyniszczenia, zapominając przy tym o możliwości zawieszenia broni.

Dziwić może nieprzejednana, wroga postawa przemysłu fonograficznego wobec formatu MP3. Podobnie rzecz się miała z kasetami magnetofonowymi i kasetami wideo – na początku silnie zwalczane przez przemysł fonograficzny i filmowy – po kilku latach przeistoczyły się w najbardziej dochodową "kurę w kurniku".

Czy więc i tym razem firmy płytowe powinny pogodzić się z nieuchronnymi zmianami i opracować nowy model dystrybucji muzyki z wykorzystaniem internetu? Wielkie koncerny płytowe wydają się być zainteresowane tego typu rozwiązaniem. Jednakże zastanowić się można, czy ma ono rację bytu w świecie, w którym programy P2P stwarzają internautom taką samą możliwość, pozostawiając przy tym zawartość ich portfeli w nienaruszonym stanie?


"Prace trwają" - taki napis widnieje na stronie Napstera, www.napster.com - czyżby miało się tam pojawić coś nowego?


Koncerny filmowe zdają się być mniej agresywne w walce z sieciami P2P, w których znaleźć można przeogromną ilość filmów kodowanych w standardzie DivX, a co za tym idzie, będących bardzo dobrymi kopiami oryginału. Podobnie rzecz się ma w przypadku firm zajmujących się produkcją gier i oprogramowania. Wydawać się może, że już jakiś czas temu pogodziły się one ze stratami spowodowanymi przez nielegalne kopie ich produktów i traktują je jako zło konieczne. Taka postawa nie jest jednoznaczna z lekceważeniem przez nie problemu, który był, jest i zapewne wciąż będzie obecny. Jest raczej przejawem świadomości, że bezpośrednie ataki wymierzone w P2P nie są jedyną, a już z całą pewnością nie najskuteczniejszą formą walki z piractwem.

Przykładem zdrowej polityki z ich strony mogą tu być zamieszczane w internecie, czy na płytach dołączanych do czasopism komputerowych, wersje demonstracyjne gier, bądź samego oprogramowania. W przypadku Polski dochodzi dodatkowo bardzo pozytywna tendencja do obniżania cen oryginalnych gier. Podczas gdy kilka lat temu wahały się one w granicach 200 złotych (!!!), dziś spadły do poziomu blisko o połowę niższego.

To z pewnością godna uwagi, rozsądna i przemyślana próba walki z nielegalnymi kopiami – w końcu bezpośrednią walkę z piratami próbuje się zastąpić walką o klienta. Czyżby wymóg konkurencji? – w końcu "piraci" mogą chyba za takową uchodzić...

A czy same firmy tworzące oprogramowanie Peer-to-Peer są gotowe do "zawarcia pokoju"? Sprawa Napstera pokazała, że nie mogą czuć się do końca bezpiecznie. Z drugiej jednak strony RIAA, czy organizacje mu pokrewne, nie są technicznie w stanie pozwać do sądu wszystkich w tym samym czasie. A ewentualne potyczki przed obliczem sprawiedliwości trwają w nieskończoność, co tu jest akurat atutem strony pozywanej. Jaki jest sens pójścia na ugodę z punktu widzenia firm tworzących programy P2P – czy poza czystym sumieniem i równie czystą kartoteką sądową mają one coś jeszcze do zyskania? Nikt nie ukrywa, że mimo, iż P2P jest (póki co) usługą bezpłatną, to jest to wciąż ogromny biznes, a w biznesie nie ma miejsca na sentymenty. Jeżeli nie chcesz być pożarty przez rekiny, to sam musisz być jednym z nich...

Pozostaje jeszcze sprawa samych użytkowników programów P2P. Jak wygląda bilans zysków i strat w ich przypadku? Odpowiedź jest chyba aż nadto oczywista. Dopóki nie zostaną wprowadzone regulacje prawne o zasięgu globalnym, które nie będą jedynie kolejną wydrukowaną w Dzienniku Ustaw pozycją, póki ludzie nie zmienią swojego sposobu myślenia i nie zaczną dostrzegać problemu od tej drugiej, obcej im strony, to osiągnięcie jakiegokolwiek konsensusu jest mało prawdopodobne.

Albert Einstein stwierdził kiedyś humorystycznie, iż "Wiadomo, że taki a taki pomysł jest nie do zrealizowania. Ale żyje sobie jakiś nieuk, który o tym nie wie. I on właśnie dokonuje tego wynalazku". W przypadku Peer-to-Peer za takiego "nieuka" uznać możemy z pewnością Shawna Fanninga, który dokonał przełomu w dziedzinie komunikacji międzyludzkiej. Sam mówi o sobie, że nie jest żadnym geniuszem, a jedynie zwykłym człowiekiem, któremu radość sprawia tworzenie czegoś nowego... Jego dzieło było więcej niż tylko "czymś nowym". Napster stał się pierwszą kostką domina, która puszczona w ruch zapoczątkowała proces zmian w strukturze globalnej sieci. Programy P2P z każdym dniem ewoluują coraz bardziej i coraz mocniej przyciągają kolejne rzesze użytkowników. Dziś nie sposób jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie o ich przyszłość - w tej układance jest zbyt wiele niewiadomych...
Ocena artykułu:
Brak ocen
Zaloguj się, by móc oceniać
Wulfgar (2002.10.13, 16:42)
Ocena: 0

0%
Fajny artykuł! Tak trzymać
kiaad (2002.10.13, 17:08)
Ocena: 0

0%
no fajny ...ale ja chce 100 mb/s łącze smilies/smile.gif he he albo lepiej 2TB /s he he ..to wtenczas ..życie było by znacznie better smilies/smile.gif))
Stawik (2002.10.14, 08:33)
Ocena: 0

0%
a wedlog mnie to po prostu ceny plyt sa po prostu za drogie. Na rynku muzycznym nie ma konkurencji i prosze sie nie smiac bo juz tlumacze o co chodzi. Powwiedzmy ze chce kupic plyte np Britnej Spears. jej plyty sa wydawane powiedzmy przez Sony Music. I tylko przez sony music wiec jesli chce kupic plyte britney spears to musze ja kupic od sony music. Gdyby ta plyta byla jeszcze wydawana pzez powiedzmy BMG i EMI to cena plyty juz u samego dystrybutora by spadla wiec i wsklepie bylo by taniej. i prosze mi nie mowic o konkurencji bo jesli chce posluchac britney spears to przeciez nie kupie tanszego Stinga bo to nie ta muzyka (nie britney) a internet i sieci P2P sa aktualnie jedyną konkurencja dla koncernow mozycznych. Gdyby plyty kosztowaly 10 pln a wyprodukowanie fizycznie plyty kosztuje z 1 pln to moim zdaniem piractwo spadlo by drastycznie ale aby ceny byly tak niskie potrzebna jest realna konkurencja ktorej po prostu nie ma.
vhd (2002.10.14, 10:12)
Ocena: 0

0%
Tu jest ciekawa wypowiedź na temat piractwa i cen płyt.
kiaad (2002.10.14, 12:21)
Ocena: 0

0%
nie wiem czemu ale się zgadzam..... smilies/smile.gif





.....ale nie dojdzie to zmiany ceny .... powód jest prosty ....każdy ma swoją cene smilies/smile.gif .....np Sony Music..he he ...



......najwyżej kilkakrotnie spadją ceny ....ale starych nagrań...ale to tez nie jest rozwiązanie ....bo mało osób ..(są wyjątki ale z regóły ) kupuje stary płyty Cd...



pozdr.



kiaad
Mikor (2002.10.14, 22:04)
Ocena: 0

0%
Bardzo ciekawy i interesujacy artykul. Co do wypowiadania sie na jego temat...to juz wszystko bylo powiedziane. Chcialbym tylko jedno wtracic. Wiele przeciwnikow p2p mowi ze, sciagniecie muzyki, filmu itp to tak samo jakbys ukradl samochod, komputer czy inna rzecz. Ja mowie ze, gdyby mozna bylo wlozyc do "kreatora" smilies/smile.gif 2kg plastyku, 1kg miedzi, nacisnac przycisk start, poczekac 5 minut i miec nowy super komputer to tez wiekszosc by tak robila:)
*Konto usunięte* (2002.10.16, 04:30)
Ocena: 0
Ciekawa i w ciekawy sposób mijająca się z prawdą. Jeżeli z wytwórni płyta wychodzi za 13,27 (16,20 brutto) a szacunkowy koszt produkcji wynosi 3 złote na płytę (nie znam nakładów płyt kazika, bo go nie lubię, ale szacuję koszty tłoczenia dla 5000 czystych płyt. przy większej ilości będzie taniej) to wytwórnia zarabi 10 złotych na płycie [od tego trzeba odjąć płace Kazika].



Cena dla użytkownika końcowego to 37 złotych brutto (30,32 netto). 30,32 - 13,27 = 17.05 i tyle zarabiają na płycie hurtownicy i sklepy. To ponad 50%. Nie jest wiec tak tragicznie.



Pytam - dlaczego producenci nie robią _NIC_ aby ograniczyć koszty? Na przykład poprzez dystrybucję przez internet prosto do odbiorcy?
*Konto usunięte* (2002.11.05, 16:47)
Ocena: 0
hmm....



a może by tak !!!



firma (np. Sony Music) umożliwia nam za rozsędne pienądze (10 góra 15 zł) ściągnięcie pliku obrazu płytki i wypalenie go.

Odrazu z góry uprzedzam pytania i kometarze inntych --- ludzie każdy krążek idzie skopiować trza wiedzieć ino jak (np cdrdao pod Pingwinem z odpowiednimi ustawieniami), także każdy może sobie skopiować płytkę, lub wypalić obraz.



ale gdy może wybrać to napewno wybierze te 10 lub 15 zł + koszt CD-R, a nie te 50 zł lub więcej.



Nieprawdą jest (w dużej ilości przypadków) to, że ceny nie da się zbić. Da się !!!!. poprostu niech wytwórnia otworzy sklep wysyłkowy. jeżeli płytka będzie kosztować 18 zł + 2zł przesyłka, to ja na to idę, ale dopuki muszę wybierać z z dwojda złego to wybiorę to co daje mniej po kieszeni.



i jeszcze jedno ---- a może pomysł MM w łodzi --- gierki ogyginalne już od 4.99 z takie hity jak Ofroad i 19.90 z Unreala...



No cuż to już chyba koniec na ta teraz.



PS. o ile mogę się obejść bez pirackiego oprogramowania (Linux) to niestety nie stać mnie na 50 zł za CDDA i kiniec. Poprostu kopiuję i już. Nie dano mi wyboru bo bybór w postaci mieć albo ne mieć jest w tym przypadku jego brakiem.



I Na koniec --- a może by tak bez pudełka i okładki --- zawsze kilka z łotych w dół



EOF
*Konto usunięte* (2002.11.29, 23:40)
Ocena: 0
Super artukuł! Taka Britney czy Madonna i tak ma kasy po uszy więc nic się nie stanie jeśli sprzedaż jej płyty spadnie z powodu piractwa no ale może mieć więcej więc jest przeciw temu. Są łakomi na kasę a nie biorą pod uwagę takich ludzi jak my.
Zaloguj się, by móc komentować
Facebook