Chłodzenie
Artykuł
Krzysztof Opacki, Poniedziałek, 25 kwietnia 2011, 19:10
Od poprzedniego testu schładzaczy w naszym wykonaniu minęło półtora roku. Mogłoby się wydawać, że to niewiele w świecie technik chłodzenia – niby co się może zmienić w tak krótkim czasie... Ten artykuł początkowo miał być krótką dogrywką „Dantejskiego testu”, ale szybko okazało się, już na etapie wybierania modeli do testów, że na tym się nie skończy. Po wnikliwym zbadaniu rynku nasza lista życzeń opiewała na prawie 80 pozycji. Ostateczna zamknęła się jednak w 64, co dowodzi, że nawet ten rynek jest bardzo dynamiczny. Czy jednak poza kształtami coś się zmienia?

A zmieniło się sporo, i to nawet nie tyle na rynku schładzaczy, co na rynku procesorów. Gdy powstawał poprzedni test, w sklepach dominowały Core i7 pierwszej generacji oraz nieznacznie od nich chłodniejsze Phenomy II X4. Wiele osób miało jeszcze platformę LGA775 z gorącym procesorem Core 2 Quad Q6600, który dopiero po przetaktowaniu rozwijał skrzydła w zadaniach jednowątkowych. Aby uzyskać ciszę lub znacząco podnieść wydajność przez podkręcanie ze zwiększeniem napięcia zasilania, trzeba było dysponować naprawdę dobrej klasy schładzaczem. Sytuacja zmieniła się o tyle, że dzisiejsze procesory Sandy Bridge (Core i7 trzeciej generacji) nie są już aż tak gorące i nie wymagają już tak dobrego chłodzenia, jak poprzednicy. Czy oznacza to, że nie potrzebujemy już wydajnych schładzaczy? Nie do końca. W międzyczasie pojawiły się także procesory sześciordzeniowe, zarówno AMD, jak też Intela. Wymagają one solidniejszej konstrukcji chłodzącej.

Nie od dziś tematem chłodzenia szczególnie zainteresowani są entuzjaści podkręcania, niedaleko wręcz do stwierdzenia, że to dla nich firmy produkują szalone konstrukcje zdolne rozproszyć nawet 300 W ciepła. Tak, na wielu opakowaniach znalazły się równie odważne zapewnienia i nie trzeba chyba tłumaczyć, kogo mają skusić... I z pewnością są skuteczne, mimo że takich procesorów jeszcze nie ma i – patrząc na trendy rynkowe – jeszcze jakiś czas nie będzie. Przykład:

 

Taki zapas mocy wydaje się bezsensowny na pierwszy rzut oka, ale zapas mocy dobrze mieć, w końcu schładzacz nie jest urządzeniem, które wymieniamy co rok. Dziś nie wiadomo, jakie będą ośmiordzeniowe procesory AMD Zambezi (pojawią się w lipcu) oraz cała gama sześcio- i być może także ośmiordzeniowców Intela przeznaczonych do „high-endowego” Socket 2011.

Proces 32 nm u Intela teoretycznie oznacza mały pobór energii i chłodny procesor, a to woda na młyn fanów wyciskania ze sprzętu ostatnich megaherców. I nie jest tak, że 32-nanometrowy procesor Core i7 2600K działający z napięciem 1,45 V czy 1,5 V dalej jest chłodny. Dość szybko dochodzimy do 70–80 stopni, a jeśli procesor ma krzywo nałożony rozpraszacz ciepła – być może nawet 90 stopni.

A przecież na rynku jest wiele starszych procesorów LGA1156, LGA1366, AM2/AM3, a nawet LGA775. Ich użytkownicy także czasem chcieliby poprawić chłodzenie, np. aby mocniej przetaktować procesor lub zmniejszyć głośność peceta. Oferta wydajnych schładzaczy tak naprawdę jest skierowana także – a może nawet przede wszystkim – do nich. W końcu nie każdy egzemplarz gorącego i wciąż popularnego procesora Q6600 pozwala osiągnąć 3,6 GHz przy domyślnym napięciu zasilającym, nawet jeśli jest to rewizja G0. Często trzeba sięgnąć po wyższe napięcie – nawet 1,6 V. Z tym nie radzi sobie średniej klasy schładzacz, tutaj trzeba prawdziwego, wydajnego, drogiego „wymiatacza”. Analogicznie jest z procesorami Core i7 do podstawki LGA1366, zwłaszcza tymi w rewizji C0: magiczne 4 GHz nie zawsze przychodzą bez oporu, a są procesory, które w ogóle ich nie osiągają przy chłodzeniu powietrzem.

Na lepsze systemy chłodzenia czekają także posiadacze prądożernych procesorów mających potencjał podkręcania, takich jak wersje Black Edition Athlonów X2 6000+ i 6400+, a także Phenomów pierwszej generacji.

Ale przejdźmy do samych schładzaczy. Po przeprowadzonych testach stwierdzamy, że nie ma praktycznie żadnego postępu wydajnościowego i wiele wskazuje na to, że z wentylatorem o sensownej prędkości obrotowej i głośności doszliśmy do granicy, której pokonać już się nie da. Tutaj praw fizyki oszukać nie można i jeśli ktoś oczekuje wydajniejszych konstrukcji od tych, które znalazły się w poprzednim teście, może czuć się zawiedziony. Jedyną nadzieją na dalsze obniżenie temperatury byłby schładzacz z wydajnym ogniwem Peltiera (CoolerMaster V10, o którym przeczytacie w tym artykule, do takich nie należy). Taki układ musiałby jednak pobierać co najmniej 150–200 W i być wyposażony w naprawdę olbrzymi radiator (mamy wątpliwości, czy nawet tak wielki radiator jak Scythe Susanoo by to wytrzymał). Trzeba by bowiem odprowadzać faktycznie ponad 300 W energii w postaci ciepła (ciepło procesora + ciepło ogniwa). Z punktu widzenia producentów i użytkowników takie coś nigdy nie było i nie będzie opłacalne. Powstają co prawda modele z ogniwami o mniejszej mocy (60–70 W), takie jak Titan Amanda i CoolerMaster V10, ale z ich wydajnością różnie bywa, a ogniwo Peltiera nie dotyka w ogóle procesora, a tylko wspomaga ciepłowody w odprowadzaniu ciepła. Ogniwo Peltiera to także jedyny sposób, który teoretycznie pozwala uzyskać temperaturę poniżej temperatury otoczenia. Każdy inny nie umożliwia tego nawet w teorii.

Powszechnie stosowana w kartach graficznych komora parowa (ang. vapor chamber), działająca, podobnie jak ciepłowody, na zasadzie przemiany fazowej, w przypadku tradycyjnych schładzaczy procesora nie sprawdzi się. W kartach graficznych jest stosowana dlatego, że układ graficzny, często pobierający 150–200 W, wymaga radiatora o wysokości co najwyżej 2–3 cm. Podstawową różnicą między takim radiatorem a typowym schładzaczem procesora jest ułożenie żeber: pionowe w przypadku karty grafiki i poziome w przypadku procesora.

W takim typowym schładzaczu CPU ciepło do kolejnych warstw żeber jest przekazywane ciepłowodami, które przecież nie obejmują swoją powierzchnią całej podstawy, a dodatkowo mogłyby tu tworzyć wąskie gardło. Aby wszystko działało efektywnie, na procesorze musiałby znaleźć się schładzacz z żebrami w pozycji wertykalnej, o bardzo dużej powierzchni, a tym samym wadze, a i tak wątpliwe, czy wydajność byłaby rewelacyjna (w przypadku kart graficznych rewelacji nie ma, ale tam jest to jedyne wyjście). Co ciekawe, inaczej jest w serwerach umieszczanych w szafach typu RACK, w których system chłodzenia przypomina ten z kart graficznych z powodu ograniczonej wysokości półki w takiej szafie. Tam komora parowa znajduje zastosowanie i sprawdza się bardzo dobrze. Oto zdjęcie schładzacza serwerowego DYNATRON G218 wykorzystującego komorę parową:

Skoro nie da się już zwiększyć wydajności, stosując strumień powietrza, to może by użyć w układzie jakiejś cieczy? Nie daje to teoretycznej możliwości zejścia poniżej temperatury otoczenia, ale pozwala uzyskać niższą temperaturę niż modele powietrzne. Kluczową rolę pełni tu jakość bloku wodnego, wydajność pompki oraz rozmiary chłodnicy (a także wentylatorów na niej). Dobrze dobrany zestaw potrafi być lepszy od najlepszych tradycyjnych schładzaczy, ale trzeba odrobiny cierpliwości, doświadczenia, czasu i przede wszystkim sporej gotówki. Naszym zdaniem, nie mając do wydania 800 zł, w ogóle nie warto się za to zabierać, bo wydajnością coś takiego nie pobije tradycyjnego radiatora (bierzemy pod uwagę nowe, „high-endowe” komponenty). Są jednak gotowe zestawy wodnego chłodzenia, takie jak seria Corsair Hydro i Antec H20 Kuhler (które tak naprawdę produkuje firma Asetek, rynkowy potentat w tej dziedzinie). Ale i tu trzeba zastosować wentylator na chłodnicy, dlatego argument o cichszym działaniu z miejsca zostaje obalony. Wydajność? Wydajność takich gotowych zestawów jest znacznie poniżej oczekiwań, co bardzo dobrze pokazują wykresy na dalszych stronach. To właśnie dlatego sens takiego wydatku jest nikły: chyba jedyną zaletą będzie to, że taki schładzacz pozostawia dookoła gniazda procesora dużo miejsca i nie przeszkadza w zamontowaniu modułów RAM wyposażonych w wysokie radiatory.

Była firma, która eksperymentowała z ciekłym metalem, a konkretnie ze stopem sodu i potasu. Schładzacz Danamics LMX Superleggera zapewniał dość dobrą wydajność, ale miał skomplikowaną budowę, wcale nie był cichy, a na dodatek był bardzo drogi. Wszystko to sprawiło, że firmy Danamics prawdopodobnie nie ma już na rynku. Strony WWW brak, produktów w sklepach nie ma...

Koniec końców optymalnym wyborem jest tradycyjny schładzacz z jednym lub dwoma wentylatorami. Od czego zatem zależy jego wydajność?

Konkurs Palit Polska
Spis treści
Ocena artykułu:
Ocen: 96
Zaloguj się, by móc oceniać
marcin_kg (2011.04.25, 19:13)
Ocena: 18

0%
Jest 'schładzacz', jest imprezka :E
fajny Rafałek (2011.04.25, 19:15)
Ocena: 16

0%
Freezer 13 Pro, intrygujący, mam go na oku.

Contac chłodniejszy na CPU, ale nie chłodzi sekcji. Coś za coś.
Opson6667 (2011.04.25, 19:17)
Ocena: 11

0%
Torpeda odpaliła :D Mam nadzieję że się spodoba malkontentom ACARów :)
wolficzek97 (2011.04.25, 19:21)
Ocena: 12

0%
Pikny teścik :) Czekałem na coś takiego!
marcin_kg (2011.04.25, 19:21)
Ocena: 6

0%
Opson6667 @ 2011.04.25 19:17  Post: 473974
Torpeda odpaliła :D Mam nadzieję że się spodoba malkontentom ACARów :)

Mnie się podoba. Już nawet do tego głupiego 'schładzacza' idzie się przyzwyczaić ;)
wizu (2011.04.25, 19:23)
Ocena: 11

0%
Gdzie można dostać tego Thermaltake Contac 29?
irrek (2011.04.25, 19:23)
Ocena: -2

0%
Genialny test, nigdzie indziej nie ma takiego! Wielkie brawa dla jego autora! :)

Swoją drogą, miło jest wiedzieć że mój radiator (Noctua NH-D14) należy do czołówki. ;)
pila (2011.04.25, 19:26)
snorg @ 2011.04.25 19:25  Post: 473979
Ktoś się chyba w święta nudził ...

Myślisz, że ten materiał powstał w trzy dni? ;)
Zaloguj się, by móc komentować
Artykuły spokrewnione
Facebook
Ostatnio komentowane