Inne
Artykuł
Kamil .qam Przybysz, Sobota, 31 lipca 2010, 21:20
Graczy komputerowych zasadniczo można podzielić na dwa gatunki: tych zaprawionych w bojach oraz niedzielnych. I nie da się ukryć, że hardkorowiec i każual są na wojennej ścieżce. Co prawda sprawę zdaje sobie z tego tylko ten pierwszy, ale gdyby drugi dowiedział się, jaką ma opinię, też szybko chwyciłby za broń… Dlaczego w świecie „prawdziwych” graczy nazwanie czegoś lub kogoś casualowym uznaje się za jedną z największych zbrodni? Jest to okazanie dezaprobaty oraz braku szacunku – przecież maniak, który połamał dwie klawiatury i trzy pady, nie będzie się bratał z kimś, kto wczoraj kupił sobie Wii. Choć wydaje się to oczywiste, historia tego konfliktu jest dość zagmatwana i prowadzi do dość nieoczekiwanych wniosków.

Przenieśmy się na chwilę do lat 90. – złotej ery produkcji pecetowych oraz gier w ogóle. Mógłbym odbyć dłuższą podróż w czasie, ale wydaje mi się, że w tym okresie wyklarowały się wszystkie klasyczne gatunki, a poszczególne tytuły trzymały dość wysoki poziom. Wtedy jeszcze nie istniał problem każuali, ponieważ w zasadzie wszyscy gracze byli równie hardkorowi. Gry były dość trudne i zazwyczaj nie oferowały zbyt dobrze napisanej instrukcji czy też pomocy wbudowanej bezpośrednio w program. Razem sprawiało to, że większość należało samodzielnie „rozpracować”. Pamiętam, ile tygodni pochłonęło mi opanowanie wszystkich skrótów klawiszowych w prostym przecież symulatorze lotu F-22 Total Air War. Nawet nie będę się rozpisywał o takich produkcjach, jak Falcon lub Flight Simulator. Dawniej było oczywiste, że fan bijatyk wkuwał na pamięć wszelkie kombosy, strateg przesiadywał długie godziny nad planszą pełną heksów, miłośnik wyścigów wyłączał wszelkie wspomagacze w Grand Prix, a maniak przygodówek kilka dni rozwiązywał zupełnie absurdalną zagadkę. Nawet stosunkowo proste gry FPP oraz platformówki nie były zbyt przystępne – wszystko przez dość skomplikowane mapy i plansze oraz wysoki poziom trudności. Nie da się ukryć, że tamte gry wymagały nauki, poświęcenia oraz dużej dozy wyobraźni. Później było trochę łatwiej, ponieważ sporo produkcji zawierało tzw. tutoriale, znane u nas jako samouczki. Zazwyczaj była to prosta misja lub pokaz slajdów, które miały wytłumaczyć, o co w grze chodzi. Teoretycznie był to dobry pomysł, ale zazwyczaj samouczek był przygotowany niechlujnie i zasadniczo różnił się od właściwej rozgrywki. Dość powiedzieć, że w nieistniejących już czasopismach branżowych bardzo często jeden akapit recenzji poświęcano na ocenę sposobu wyjaśnienia zasad rozgrywki.

F-22 Total Air War

Sony PlayStation

W tamtych czasach konsole zaistniały w świadomości polskiego gracza pod dwoma hasłami: Pegasus oraz PlayStation. Ten pierwszy jest już prawdziwą legendą i niech żałuje każdy, kto nigdy nie miał z nim do czynienia. Chińska podróbka, oferująca krótkie i trudne gry bez możliwości zapisu stanu gry... Prostota sterowania sprawiała, że przed pegasusem mógł usiąść prawie każdy. Ponieważ rozgrywka różniła się znacząco od tego, co można było uruchomić na komputerze, pececiarze nie toczyli piany na myśl o takich tytułach, jak Contra oraz Zelda. Zdecydowanie gorzej było po wprowadzeniu PlayStation. Maszynka Sony wdarła się na rynek i zaskoczyła wszystkich niesamowitą grafiką oraz grywalnością. Wściekali się fani innych konsol oraz… komputerowcy. Wielbiciele pecetów dalej mieli swoje strategie i symulatory, ale zazdrościli innych gatunków oraz zachwycającego 3D. W pewnym sensie PlayStation kontynuowała to, co pamiętaliśmy z Atari i Amigi – proste, ale piekielnie wciągające gry zręcznościowe. Tego na pecetach nie było.

Mimo że gry konsolowe sprzedawały się dobrze, wydawcy szybko wyczuli, że na niedopieszczonych komputerowcach też można zarobić. Pojawiły się pierwsze porty i większość z nich wywołała prawdziwą burzę z piorunami. Co z tego, że w końcu można było zagrać w upragnioną grę, jeśli jakość konwersji była bardzo kiepska? Liczne błędy, kosmiczne wymagania sprzętowe oraz abstrakcyjne sterowanie szybko zniechęcały do zakupu. Jednak najbardziej kontrowersyjny był… konsolowy system zapisu stanu gry. Ograniczenia kart pamięci sprawiały, że save’a można było wykonać tylko w ściśle określonych momentach. Zazwyczaj za pomocą dziwacznego menu, przeniesionego bezpośrednio z oryginału. Tego już było za wiele dla pecetowca, który pół swojej zabawy spędzał na naciskaniu kombinacji klawiszy F5 oraz F9. W dodatku bardzo szybko gry konsolowe stały się kozłem ofiarnym. Obwiniano je za zbytnie uproszczenia (tzw. konsolizację) i w konsekwencji śmierć bardziej wymagających gatunków. Wtedy nikt nie silił się na anglicyzmy w rodzaju „casual”, ale spora część graczy komputerowych traktowała swoich konsolowych braci jak typowych wiejskich głupków, uważając, że mózgi gotują się im zaraz po zobaczeniu pierwszego lepszego RTS-a lub klasycznego RPG-a.

Fallout 2

Ocena artykułu:
Ocen: 33
Zaloguj się, by móc oceniać
HΛЯPΛGŌN (2010.07.31, 21:39)
Ocena: 11

0%
Najlepszy i tak był kolo od Wii, co grał w kręgle i rozbił telewizor. To był dopiero hardkor :D
'Mama... Mama...!' :rotfl:
Labovsky (2010.07.31, 21:42)
Ocena: 0

0%
HΛЯPΛGŌN @ 2010.07.31 21:39  Post: 398372
Najlepszy i tak był kolo od Wii, co grał w kręgle i rozbił telewizor. To był dopiero hardkor :D
'Mama... Mama...!' :rotfl:

No to raczej 'hardkorowy każual' ;)
devAsH (2010.07.31, 21:50)
Ocena: 4

0%
kurcze, bardzo przyjemny artykuł. Świetny wniosek, rozbawił mnie, ale jest jak najbardziej prawdziwy. Poza tym dzielimy z autorem chyba tą samą tęsknotę za grami lat 90-tych ;p Sam niedawno zaliczyłem Fallouta 2 i scenę ze screena dobrze pamietam ;p
wuzetkowiec (2010.07.31, 21:56)
Ocena: 4

0%
HΛЯPΛGŌN @ 2010.07.31 21:39  Post: 398372
Najlepszy i tak był kolo od Wii, co grał w kręgle i rozbił telewizor. To był dopiero hardkor :D
'Mama... Mama...!' :rotfl:

http://www.youtube.com/watch?v=qyk0A0c2QyA ;)
Feveria (2010.07.31, 21:59)
Ocena: 2

0%
Teraz gry dzielą się na mmo i resztę, normalne gry maja byc rozrywka, mmo ma byc rozrywka i zabierac zycie ;q mi WoW juz zjadl duzo czasu, ale mimo wszystko to najlepsza rozgrywka nie ze wzgledu na gre, a innych graczy. Dlatego tak wciaga, w zadnego singleplayera nie da sie grac kilka lat.
Bany_krk (2010.07.31, 21:59)
Ocena: 22

0%
no tak najlepsze FPP wszechczasów - Unreal, Half Life - 1998
najlepsze RPG - Baldur's Gate 2 - 2000, Fallout 2 -1998
RTS - Starcraft, Total Annihilation - 1998
strategia turowa - heroes 3 - 1999
TPP - tomb raider - 1996
platformer - rayman 2 - 2000, choć i jedynka z 1995
przygodówki - grim fandango - 1998 i seria Monkey Island 1990-2000

jakby gazety i serwisy nie oceniały za grafikę tylko za grywalność to dobre gry byłyby popularniejsze i sami producenci też nie starali się na siłę pchać w wypasioną grafikę kosztem zawartości merytorycznej w grze

dziś w praktyce każdy po zainstalowaniu ustawia grę na max detale, poogląda 5 minut, potem obniży żeby mieć idealną płynność i po pół godziny już się grafiką nie zachwyca tylko myśli o graniu, które przeważnie skończy się po niezbyt długim czasie

żeby zrobić dzisiaj grę o długości baldur's gate 2 przy poziomie grafiki jaki jest wymagany żeby dzisiaj zaistnieć trzeba byłoby rozprowadzać gry nie na płytach a 500GB dyskach
karlito123 (2010.07.31, 22:14)
Ocena: -2

0%
Dawni hardkorzy to teraz właśnie sieciowcy, którzy w walce z komputerem i durnych kampaniach nie znajdują dość 'czalendża' :)) Owszem można dla fabuły przejść Gears-y, Halo czy Starcrafta, ale reszta albo ma tryb sieciowy albo zwyczajnie nie ma co liczyć na moje pieniądze :). Ostatni COD w jakim przeszedłem kampanię to trójka :)
Wuwu (2010.07.31, 22:19)
Ocena: 9

0%
Cytuję:
'Koniec grzebania w historii, czas spojrzeć na teraźniejszość. Świat gier zmienił się niewyobrażalnie. Gatunki takie, jak symulatory oraz strategie turowe, po cichu wyginęły, pozostawiając po sobie garstkę smutnych zapaleńców'.

Nie zgodzę się z tym stwierdzeniem. Strategie turowe wyginęły? A seria Total War i chociażby niedawno zapowiedziany Shogun 2? A Europa Universalis? Seria Heroes Of Might And Magic i plotki o części 6-stej, które czekają na potwierdzenie na sierpniowym Gamescon W Koloni? Seria Disciples i najnowsza część pod polskim tytułem 'Odrodzenie'? Mam wymieniać dalej? Brak symulatorów na rynku? Wings Of Prey, Silent Hunter V, zapowiedź Dirt 3, różne symulatory ciężarówek (German Truck Simulator), dźwigów, autobusów, śmieciarek i czego tam jeszcze dusza zapragnie.
Poza tym UOGÓLNIENIA. Nie można - ot tak - podzielić sobie graczy i zaszufladkować w kilku kategoriach. Jest to sprawa tak subiektywna, że w ogóle pisanie o tym felietonu jest tylko stratą czasu, zarówno piszącego, jak i czytającego. Podać na to przykład? Proszę bardzo: do jakiej kategorii zaliczy mnie autor, skoro potrafię grać w (właśnie) strategię turową Rome: Total War, jednego dnia przez 8-10 godzin, aby później nie grać nawet przez tydzień? Słucham?
Andree (2010.07.31, 22:21)
Ocena: 7

0%
Gra której ktoś nie byłby w stanie przejść obecnie zostałaby uznana za wadliwy produkt, jak zepsuty mikser który kopie prądem. Stąd żenująco proste poziomy trudności, wielkie strzałki na podłodze podpowiadające gdzie iść, autozapis co chwilę i brak napisu Game Over, pochodzącego z popularnych w latach 80-tych automatów do gier video.
Ale faktycznie - gra której nie można przegrać to nie jest gra (w oryginalnym, przedkomputerowym znaczeniu tego słowa), tylko film interaktywny.
Czy to źle? Niekoniecznie. Pamiętam swoją próbę zagrania w Diablo: loch, grubas, o - fresh meat! Mniam, mniam. Uninstall :)
kamassss (2010.07.31, 22:27)
Ocena: 6

0%
Pegasus.... ile 'padów' ;) połamałem, ile kabelków lutowałem... to były czasy... :E
Zaloguj się, by móc komentować
Artykuły spokrewnione
Facebook